„Gale” mobilizującym przykładem

0
377
Sprawozdanie Edwarda „Gale” Zająca – jak to przyprowadził  „Albin Vegę”  z Zatoki Botnickiej do Ustki (poprzedni news) spotkało się nie tylko z zainteresowaniem Czytelników SSI (patrz licznik), pojawieniem sie reprintów w innych portalach, ale i wywołało ozywioną dyskusję o wszystkich niemal aspektach tego przedsięwzięcia. Jednym z początkowo krytycznych komentatatorów był Witold Pawłowski. Doszło do polemiki, która jak to się często zdarza w tym okienku zakończyła się consensusem. Temat jednak się nie wyczerpał – dziś zamieszczam relację innego stałego współpracownika SSI – Dawida Szewczuka, który opisuje swoje doswiadczena z podobnej operacji. Wszystko to niewątpliwie zainteresuje potencjalnych amatorów „jachtów, wyglądajacych jak jachty” 🙂
Kolejna „dziura w płocie”. 
A wiec powtarzając zawołanie Tadeusza Lisa – hajda na Szwecję !
Zyjcie wiecznie !
Don Jorge
______________________
Nie wiem ile jachtów ze Skandynawii przyprowadził pan Pawłowski samotnie. Ja przyprowadziłem kilka lat temu jeden, ale nie samotnie  z pomocą 2 kolegów: jeden 2-gi raz na jachcie a jeden 1-wszy raz na jachcie). Łódkę przyprowadziłem ze Sztokholmu trasą przez Sodertalje, Visby , Burgsvik i Hel do Górek. W tym roku rzeczonym jachtem (typ MAXI 77 ) samotnie zrobiłem trasę Górki-Władysławowo-Sandhamn-Karlskrona i z powrotem: Karlskrona-Utklippan-Łeba-Górki. Zdecydowanie wolę tą ponad 30-letnią łódkę od współczesnych zabawek. Jest bardzo solidnie wykonana, pewna i czuję się na niej bardzo dobrze. Pominimo prognoz sprawdzanych w 3 źródłach  i zapewniających wiatr w porywach max do 25 kts, mnie spotkało na środku Bałtyku ponad 35 kts a to już 8Bf. Nic strasznego (pozwoliłem sobie to napisać bo kiedyś przeżyłem 9 Bf w podmuchach do 11 Bf ale na łódce typu Carter 30 ) a jednak budzi respekt na jachciku o długości  7,7 m zwłaszcza gdy się idzie kursem maksymalnie ostro na wiatr. Jednak łódka sobie świetnie poradziła idąc w tych warunkach wciąż na wiatr na samym foku marszowym. Nie widzę obecnie współczesnych łódek tego rozmiaru co moja, na których chętnie udał bym się na nasz piękny Bałtyk w takich warunkach 🙂

 Dotychczasowe dokonania pana Edwarda Zająca pokazują jego odpowiedzialność, rozsądek i dobrą praktykę morską. To nie jest samobójca. Są prostsze sposoby na odebranie sobie życia. Do tego jeszcze tańsze 🙂
Bardzo cenię pana Edwarda za szczerość. Nie ukrywa swoich słabości i błędów lub braku kompetencji w niektórych dziedzinach (np w elektrotechnice ). Takie cechy to cechy ludzi wielkich, skromnych, nie pragnącyc rozgłosu. Chylę czoła. Jeśli dobrze przejrzał łódkę w około dobę i więcej nie był sam w stanie zrobić i stwierdzić a Jego zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy w który wierzę pozwoliły Mu płynąć, to nie widzę powodów do łajania Jego poczynań.

W moim przypadku przygotowania do rejsu trwały dłużej, ale też okoliczności i możliwości były inne. Wymienię tylko dla przykładu, aby pokazać, że jeśli ma się zupełnie inne możliwości i warunki to można też tak i zaznaczam, że miałem właśnie te inne warunki. Łódka stała na lądzie. Wszystkie prace wykonano w Szwecji. Przed wodowaniem trwały one 3 dni i 2 dni po wodowaniu.  Zaznaczam – miałem sporo sprzętu i narzędzi oraz materiałów w tym akumulatory przywiezione z Polski przez przyjaznego żeglarza. Płynęliśmy promem i każdy z nas miał tyle gratów ile mógł unieść (żadnego limitu bagażu ) więc były tam ciuchy, narzędzia, akumulator, przewody, laptopy, mapy, GPS-y itp itd. Miałem 2 osoby do pomocy. Był koniec maja (prawie białe noce w Sztokholmie). Moja praca zawodowa to elektrotechnika, elektronika, akumulatory i silniki spalinowe.
Widać więc różnice w warunkach i możliwościach w wykonywaniu prac przygotowawczych do rejsu i przelotu.

Przed wodowaniem:
kontrola sztagownika, podwięzi wantowych itp
kontrola bloczków, stoperów, kabestanów, szotów itp
wzmocnienie zawiasów steru
malowanie antyfoulingiem
doszczelnienie okien nadbudówki
podszycie genuy
kontrola masztu, fałów i olinowania stałego
wymiana jednego fału
montaż anteny VHF + przewodu w maszcie
montaż kompasu w miejsce starego – uszkodzonego
montaż windex-u
montaż ochraniaczy końcówek salingów
wymiana świec w silniku na nowe
instalacja ładowarki akumulatorów + separatora ładowania
instalacja 2 akumulatorów ( jeden był na jachcie czyli razem 3 )

Po wodowaniu:
stawianie masztu
wymiana 1 szt ściągacza
próbne pływanie
testy silnika ( jeszcze wtedy przyczepnego – obecnie diesel stacjonarny )
montaż rada VHF
modyfikacje instalacji elektrycznej
…i wiele innych których nie pamiętam

Gratuluję wyboru łódki bo łódka bardzo dzielna i jest wbrew pozorom naprawdę szybka. W naszym klubie wygrała już kilka regat przypływając pierwsza bezwzględnie, a nie w przeliczeniach. Wielokrotnie łódki te przepłynęły Atlantyk, są stabilne kursowo, bezpieczne przy wejściu na mieliznę (balast ani ster łatwo nie odpadają :-)))    ). Wygodne dla załogi. Bardzo bezpieczny kokpit z wysokimi falochronami itp. Jedyne minusy w/g mnie to niewygodna lokalizacja rumpla,  kiepska sterowność na silniku stacjonarnym (śruba nie kieruje wody na ster),  z powodu stosunkowo małego zanurzenia i szerokości wodnicy chętne przechylanie się, czyli niski początkowy moment prostujący, dyskusyjne piękno nadbudówki, tendencja do cieknących okienek w nadbudówce. Ale to niuanse. Łódek doskonałych nie ma.

Dlaczego pan Edward jest namawiany przez pana Pawłowskiego do pływania pod polską banderą za wszelką cenę? Po co mu te nerwy? Ja osobiście podziękowałem PZŻ-owi póki co i odpuściłem sobie banderę polską, która na razie jest generatorem siwych włosów.

Co do świateł nawigacyjnych: nie wiem czy przestały świecić na koszach czy na topie. Gdyby padło to na topie to co? jak Pan Pawłowski wyobraża sobie naprawę na morzu? Mi padła raz topówka w rejsie i na szczęście miałem je zdublowane na koszach – więc przełączyłem. Gdyby nie to, to pozostało by mi to samo co Edwardowi – oświetlanie żagli szperaczem.

A dlaczego pan Edward ma pływać dzięki sponsorom na takim jachcie na jakim Pan chce, a nie za swoje na takim na jakim On chce? Dlaczego to muszą być wielkie pieniądze, wielcy sponsorzy, duże jachty, nowe jachty, polskie jachty, jachty o płaskim dnie jak naleśnik, jachty pod polską banderą ??? Przez taki sposób myślenia większość społeczeństwa uważa, że żeglarstwo to zajęcie dla bogaczy,a ten kto ma JACHT to bogacz albo złodziej. Trzeba go oskubać i zdzierać z niego kasę przy każdej okazji bo ON MA JACHT – to burżuj. Tymczasem można mieć jacht o dobrych właściwościach nautycznych, kilkudziesięcioletni. Za swoje. Za kwotę niższą niż cena niejednego kilkunastoletniego auta osobowego jakich na polskich drogach mnóstwo. W sumie aut w PL ponad 14 milionów. Nie patrzymy jak na burżujów na każdego kto jeździ golfem, astrą czy innymi klekotami 🙂

Może pan Edward chce pływać spokojnie, tam gdzie mu się podoba, na tym na czym mu się podoba i na co Go stać a nie tam gdzie mu każe sponsor, opinia publiczna, gdzie wypada, pod jaką jedynie słuszną banderą trzeba itp. Może chodzi mu o kontakt z przyrodą, o tą cudowną wolność i spokój jakie daje morze dookoła na horyzoncie…

Pozwólmy Mu na to i nie przeszkadzajmy. Kto może, niech też pomaga, gdy spotka. Ja jestem chętny.

Dawid Szewczuk

Komentarze