Schyłek sezonu

0
483

Zazwyczaj zaraz po wyjeździe z Ursynowa na Gdańsk, wchodzę w wakacyjny nastrój, a od Ostródy, to wręcz słyszę szum fal. Tym razem nie opuszczał mnie nostalgiczny nastrój, mimo że Gdańsk zbliżył się do mnie, odkąd Południowa Obwodnica kończy się 2 kbl od mojego domu i w Łomiankach jestem po 30 minutach od wyjazdu z podwórka. Nostalgia pogłębiana przez jesienne krajobrazy , zaorane pola i senną 7-mkę bez samochodów obładowanych plażowymi akcesoriami, mieszała mi się z żalem, że Słoni przestał cały wrzesień od Gdy-Wła-Gdy, a przecież obiecałem sobie jeszcze jakiś rejsik, może jeszcze jeden start. Ale nie wyszło. A teraz jadę obładowany łożem i kobyłkami by przygotować leże zimowe przed jutrzejszą t.j. Sobotnią akcją dzwigowania w klubie.

W miarę zbliżania się do Górek, rosła we mnie chęć zrobienia ostatniego zamykającego sezon rejsu, no może rejsiku. Do klubu dotarłem ok 1600, szybko pozbyłem się klamotów z przyczepy, zaparkowałem i na łódkę. Zaskoczenie: strasznie niski stan wody, silny południowy wiatr wywiał wodę. Ostrożnie zeskoczyłem z góry na rufę i usłyszałem chrzest dna na płetwie sterowej. Jeszcze jeden powód by wypłynąć. Silnik i w główki. Za główkami rozrolowałem foka, odstawiam silnik i żegluję. Wiatru jeszcze dość. Nie muszę stawiać grota, szczególnie że jest ładnie zrolowany, jak na zimę. Ale dokąd ten rejs, z wyborem długo się nie męczyłem, płynę do mostu w Sobieszewie.

Najpierw trochę halsówki, zanim nabrałem wprawy zwroty kręcę od baksztagu do baksztagu, fok błyskawicznie obraca łódką z puszczonym rumplem. Zimno, mimo że ładny słoneczny wieczór.

Widać parę żagli koło NCŻetu, ale tu na rozgałęzieniu nikogo. Wychodzę na rozlewisko w stronę Sobieszewa, trochę łodzi z wędkarzami, jakaś większa motorówka kręci się bliżej pontoniaka.

Idę pełnym bejdewindem na samym foku 4,5knt . Chłonę ostatnie mile. Przy moście zamieniam parę słów z również samotnym motorowodniakiem. Obsługa mostu zdziwiona nas obserwuje o co chodzi, dopiero co był otwierany. Czas zawracać, po zwrocie baksztag, płynę wolniej 2- 2,5 knt, nawet mój jacht jakby się bronił przed zakończeniem pływania. Robię jeszcze pętle koło Neptuna,

trwają roboty przy umacnianiu lewego brzegu, mam wrażenie, że ścięto drzewo które wyznaczało linie mety w Neptunowych regatach. Robi się zmierzch, zapalam światła pozycyjne, robi się ruch statków i kutrów. Wejście do basenu jachtklubu, koniec żeglowania. Staję dziobem do nabrzeża by nie kaleczyć steru. Log wskazuje 3 mile ostatniego rejsu. Też dobrze. Zaczynam roztaklowywanie, nic, że ciemno znam na pamięć „te wszystkie sznurki od tych szmat”. Definitywnie sezon 2013 zakończył się.

Zbyszek Rembiewski

Słoni

Komentarze