Gdynia-Karlskrona na windsurfingu

0
232

Max Wójcik jest od wielu lat czołowym zawodnikiem klasy RS:X jak i Raceboard. Do jego największych sukcesów należy 3-krotne Drużynowe Mistrzostwo Europy w RS:X oraz 3-krotny złoty medal Mistrzostw Świata w klasie Raceboard. Max nie zamierza jednak osiadać na laurach, a dowodem na to jest jego ambitny plan pokonania 300 km na trasie Gdynia-Karlskrona na windsurfingu. Projektowi patronuje portal SailBook.pl. Szczegóły znajdziecie w wywiadzie poniżej: 

 

Max, kiedy zamierzasz wystartować, jak długo zajmą ci przygotowania i sam wyścig?

Start planuję na okres między 17.07 a 28.07.2013. Daję sobie 12 dni, by znaleźć optymalne warunki pogodowe do startu. Przygotowania już rozpocząłem. Na razie treningi prowadzę w lesie – bieganie, na szosie – rower, i w siłowni – ogólna sprawność. W międzyczasie wyjeżdżam już pod koniec marca na pierwsze zgrupowanie treningowe do Hiszpanii, a potem prosto do Francji. Nie mogę sobie pozwolić na zwłokę w przygotowaniach.

Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli, wyścig zakończy się już po 12 godzinach. To oczywiście zależeć będzie od kierunku wiatru i jego prędkości, od fali i mojej predyspozycji i pewnie od paru innych czynników, których nawet nie jestem świadomy :).

Skąd pomysł na ustanowienie rekordu na trasie Gdynia-Karlskrona i dlaczego właśnie na windsurfingu?

Od dziecka pływałem po Zatoce Gdańskiej, i odkąd pamiętam, gdy patrzyłem na morze Bałtyckie intrygowało mnie to, co jest za horyzontem. I choć pokonałem tę trasę promem Stena Line, nie zaspokoiłem mojej chęci przygody. Bo nie cel jest tu najważniejszy, ale droga do niego.

Dlaczego na windsurfingu? Windsurfing to całe moje życie, czuję się lepiej na desce niż na twardym podłożu. Mój los był przesądzony zanim nawet się narodziłem, moja mama była pierwszą kobietą, która ścigała się na windsurfingu w Polsce, mój dziadek, a jej ojciec w latach osiemdziesiątych zrobił dla niej deskę z niemieckiego magazynu. Mój ojciec był Mistrzem Polski w klasie Finn, a teraz jest aktywnym propagatorem żeglarstwa w Polsce. Miałem „przechlapane” od samego początku :). Musiałem skończyć, jako żeglarz, wybrałem windsurfing, bo to prędkość, zabawa, wyzwanie, wolność i adrenalina. Czego trzeba więcej?

Czy 300 km to dużo? Masz jakieś obawy co do wyścigu?

Czy się boję? (śmiech). W tym momencie nie. Wiem jednak, że ten wyścig to coś w stylu skoku na bungee. Na początku zawsze jest spoko. Dopiero jak wsiadasz do klatki i podpinają ci liny do kostek, czujesz zimny pot na karku. A jak już jesteś na 60 metrach i koleś obok ciebie odlicza ci 5 sekund do skoku, wtedy robi się nieprzyjemnie gorąco. Tak to sobie wyobrażam. Na bungee skoczyłem, zamierzam sprostać i temu wyzwaniu.

Nie boisz się, że w trakcie wyścigu, na otwartej wodzie zaatakują cię rekiny? Jednemu się to już przytrafiło, na szczęście miał scyzoryk 🙂

Wychodzę z założenia, że strzeżonego Pan Bóg strzeże. Oprócz moich 20 lat doświadczenia, tytułów Mistrza Świata i Europy, będę miał w trakcie całego wyścigu asystę motorówki, która w przypadku ataku morskich stworów, przyjdzie mi na ratunek. Do tego włączony nadajnik GPS, dzięki któremu będzie można śledzić moje poczynania w Internecie. 

Komentarze