Arek Rejs – W Cannes z Jeanneau, P680S do poprawy!

0
981

 

 

Kilka dni temu wróciłem z Cannes, z organizowanych przez Jeanneau testów ich najnowszych łodzi. Testy Jeanneau to po targach w Dusseldorfie, Cannes i Berlinie kolejny sygnał, że właśnie mija kolejny rok z jachtami. Jeanneau w Cannes to już tradycja.
W tym roku miałem wyjątkowo dużo czasu na pływanie, bo prawie pełne 3 dni na przetestowanie 9 jachtów. Do tego, jak zwykle dopisała nam pogoda. Czego podobno nie mogą powiedzieć dealerzy stoczni, którzy spotkanie z klientami mieli kilka dni przed nami. Podobno w czasie imprezy dla klientów lało i wiało w Cannes niemiłosiernie. Do tego stopnia, że w morze wychodziły tylko największe jachty i nie było chętnych na podziwianie uroków pływania na flybridgu. My, na szczęście mieliśmy pogodę wymarzoną, rano flauta, później trochę bardziej faliście i silniejszy wiatr dla żeglarzy. Jak na zamówienie.
W tym roku pływanie zacząłem od malutkiego Cap Camarat 5.5 BR. Po zeszłorocznej „kolubrynie” CC 10.5 WA, 5.5 BR to miła odmiana. 

 

 

Doskonały dla początkujących motorowodniaków. Prosty w obsłudze, bez zbędnej elektroniki, ze sterem na sterociągach i mechaniczną manetką. Z Yamahą o mocy 100 KM na rufie rozpędził się do 34 węzłów. CC 5.5 jest świetną zabawką, ale jeżeli gotów jesteś wydać kilka Euro więcej, to polecam o metr dłuższego CC 6.5 BR. To niby dokładnie taka sama łódka, tylko troszkę dłuższa, troszkę szersza, z dodatkowym schowkiem w podłodze i większym silnikiem na rufie. Te wszystkie „troszkę” sprawiają, że wrażenia z pływania są dużo fajniejsze. Manetka i ster są elektroniczne, więc manewrowanie jest dużo łatwiejsze, a 200 KM pozwoliło osiągnąć prędkość 43 węzłów. Wiem, bez kabiny, nawet bez kibelka, to nie na naszą pogodę. Jest początek kwietnia, a w ostatni weekend było ponad 20 stopni. Myślę, że to doskonała łódka do dziennej zabawy na wodzie, właśnie na naszą pogodę.

 

 

Z Cap Camaratów przesiadamy się na łódki Merry Fisher, coś bardziej na nasze warunki, bo ma już kabinę, w której schowamy się przed deszczem i spędzimy noc. Pierwszą testowaną MF była najnowsza i aktualnie największa oferowana łódka tej linii, MF 895. Okazała się, niestety największym rozczarowaniem imprezy. Nie jest to tylko moja opinia, ale wielu innych testerów. Nie wiem, czy przyczyną jest zbytnie „pompowanie” MF, podobnie jak to było rok temu z Cap Camaratem, czy może jacht potrzebuje jeszcze kilku tygodni na jego dopracowanie. Ogromna, mechaniczna, nieprecyzyjna manetka, ciężko chodząca kierownica i hałas 2 silników po 150 KM każdy, szybko pozbawiały przyjemności z żeglugi. Zamknięcie drzwi do kokpitu pomagało, ale to i tak nie to, czego się spodziewaliśmy. Plusem jest doskonała wentylacja kabiny i 2 wygodne kabiny mieszkalne.

 

 

Z 895 przesiadłem się na MF 795 Marlin. Różnica była niewiarygodna! OK, na Marlinie mamy toaletę i niewielką, otwartą kabinę sypialną dla maksymalnie 2 osób, kiedy na 895 wygodnie wyśpi się 6 dorosłych, ale podróżowanie Marlinem było dużo przyjemniejsze. Naprawdę świetnie bawiliśmy się pływając tym, jak mówi slogan stoczni, morskim SUV’em.

 

 

Po MF wskoczyłem na kolejny stopień, jeżeli chodzi o „rozmiarówkę” Jeanneau, 2 jachty Leader, 30 i 33. To najmniejsze jachty tej linii. Leader 30 jest zaledwie około 40 cm dłuższy od MF 895! Na obu Leaderach mamy po 2 dwuosobowe kabiny, toaletę i duży kokpit. W 30, w wersji Open, przeszkadzała mi wysokość owiewki, ale samo prowadzenie jachtu było bardzo wygodne i bezproblemowe.

 

 

Naprawdę ciężko powiedzieć, który z Leaderów jest lepszy. 30 była chyba bardziej dynamiczna, ale 33 w wersji Sport Top prezentuje się trochę ładniej i oczywiście, jest przestronniej w kabinach i kokpicie, który jast zaskakująco duży. Dla obu łodzi osiągnięcie prędkości 30 węzłów nie sprawia najmniejszych kłopotów.

 

 

Na koniec zostawiłem jachty Prestige, które od kilku lat są samodzielną marką wyodrębnioną z Jeanneau. Do dyspozycji mieliśmy 560, 630 i 680S. P560 to właściwie dobrze znany P550 po delikatnym faceliftingu i wydłużeniu platformy kąpielowej. Prawdziwe nowości to 630 i 680. 

 

 

Ten większy już pływa w Chorwacji pod polską banderą. Polski armator był jednym z pierwszych, który zamówił ten jacht i domyślam się, że nie żałuje. Cóż mogę o nich powiedzieć. Są duże, wygodne, z przestronnymi kabinami i po przesiadce z CC, czy MF zupełnie nie odczuwamy na nich prędkości. 25 węzłów robi takie samo wrażenie jak 5 na tych mniejszych motorówkach. Wygodnie, przyjemnie i leniwie. Do tego auto pilot i systemy ułatwiające nawigowanie, sprawiają, że jacht sam nas wiezie.

 

 

P630 był w wersji z tradycyjnym flybridgem, natomiast P680 w wersji Sport Flybridge, czyli jego górny pokład był mniejszy niż tradycyjny Fly, ale za to miał elektronicznie otwierany dach nad częścią salonu. Zazwyczaj takie rozwiązania sprawiają, że górny pokład staje się jedynie dużym łóżkiem słonecznym. Nie na P680. Tu jest i sterówka i wygodne kanapy do opalania. 
Na koniec 3 dniowych testów, korzystając z kilku wolnych godzin, postanowilismy jeszcze sprawdzić na własnej skórze, który górny pokład jest wygodniejszy. Okazało się, że niska owiewka na 680 lepiej chroniła nas od wiatru niż wysoka owiewka na 630. Zauważyliśmy jednak pewien błąd w konstrukcji flybridga na P680S. Leżąc na kanapie na lewej burcie, joystick IPS przeszkadza w wygodnym sięgnięciu piwa umieszczonego w cup holderze przy panelu sterowania. Trzeba przenieść joystick! Poza tym wszystko OK.
Sezon testowy otwarty!

obraz nr 11

 

Komentarze