Arek Rejs – Sezon testowy w rozpędzie, Beneteau na Majorce

0
384

Ledwo wróciłem z Cannes po testach jachtów Jeanneau, a już trzeba było się pakować na kolejne testy. Tym razem testowy tydzień organizowała stocznia Beneteau, kolejna marka z koncernu Beneteau Group.
Stocznia Beneteau, tradycyjnie już swoje testy zorganizowała w Palma de Mallorca z bazą w Real Club Nautico de Palma.

 

 
 

Różnorodność udostępnionych do testów motorowych marek Beneteau była znacznie mniejsza niż marek ze stoczni Jeanneau. Właściwie Beneteau ograniczyła się do dwóch motorowych marek: luksusowej Monte Carlo i niewielkich dziennych łodzi linii Flyer. Beneteau wystawiła do testów także jachty żaglowe, Oceanis 35 i Oceanis 60, podczas gdy Jeanneau w tym roku skupiła się na jachtach motorowych, co mi w najmniejszym stopniu nie przeszkadza.

 

 


Do naszej dyspozycji na Majorce mieliśmy 3 jachty z linii Monte Carlo, MC4S, MC5S i MC6, z których tak naprawdę nowością jest jedynie Monte Carlo 6. Pozostałe jednostki to znane już z poprzednich testów MC4 i MC5, w których duży flybridge został zastąpiony pokładem słonecznym, skydeck, czyli takim flybridgem bez stanowiska sterowania. Zazwyczaj takie rozwiązanie dodaje łódce bardziej sportowej linii, a pasażerom w salonie pozwala korzystać ze słońca, wpadającego przez otwierany dach. Tak jest także na MC4S i MC5S. Otwierany dach, duże elektrycznie otwierane okna pozwalają poczuć wiatr i słońce także w salonie, natomiast korzystanie z górnego pokładu podczas podróży raczej nie jest polecane. Jest to typowo słoneczny pokład do wykorzystania podczas postojów lub wolnej, wypornościowej podróży. Podczas testów byliśmy trochę zaskoczeni osiągami MC w wersji S. Wydawałoby się, że pozbawiony dużego flybridga, lżejszy jacht powinien osiągać wyższe prędkości niż jego cięższy poprzednik. Tymczasem jachty w wersji S były prawie 2 węzły wolniejsze od ich poprzedników wyposażonych w bogate górne pokłady ze sterówkami i napędzane dokładnie takimi samymi zestawami silników. Próbowaliśmy różnych sposobów na podciągnięcie prędkości maksymalnej, nie działa, MC4S zatrzymał się na lekko powyżej 27 węzłów (MC4 – blisko 30).

 

 

Zupełnie nowym modelem lini Monte Carlo jest MC6, którego premiera miała miejsce na targach w Dusseldorfie. Mimo, że jest to największy jacht z tej linii MC, pływanie nim sprawiło mi największą przyjemność i to nie tylko dlatego, że fotel sternika jest niczym tron prezesa. MC jako jedyny z zaprezentowanych, był napędzany silnikami Cummins, nie Volvo. Jego prędkość maksymalna była niższa niż mniejszych łodzi, ale przyjemność żeglugi znacznie wyższa. sposób w jaki wchodzi w skręty, łatwość manewrowania i właśnie, fotel sternika. Na testowanej łodzi ustawiony centralnie przed ogromnym dotykowym monitorem od Simrada, z wbudowanym w jeden podłokietnik joystickiem a w drugi myszką… brakowało tylko cup holdera na drinka i popielniczki na cygara. Jedyne co mnie trochę raziło na tym jachcie to jakość wykończenia wnętrz. Na pierwszy rzut oka, wszystko wygląda OK, ale kiedy zaczniemy się dokładniej przyglądać, szybko znajdziemy źle wyregulowane zamki, niedomykające się drzwi szafek i inne drobnostki. Tak to, niestety bywa z nowymi modelami, potrzebują czasu na dopracowanie szczegółów.
MC6 był największym jachtem, który Beneteau udostępniło nam do testów, ale wydaje mi się, że serca większości testerów podbiła najmniejsza łódź, którą testowaliśmy. 

 

 
 

Mały, trochę ponad 5 m długości Flyer 5 pokazał, że nawet duże fale nie robią na nim wrażenia. Flyer 5 dostępny był w 2 wersjach zabudowy pokładu, SPACEdeck i SUNdeck. SUNdeck miał niewielką kabinę, która raczej posłuży za duży schowek na bagaże, ale to otwarty SPACEdeck zaskakiwał swoją dzielnością i tym, że mimo wysokiej fali na jego pokład nie spadła kropla wody. 

 

 
 

Tak dobrze nie radziły sobie nawet większe, testowane Flyer 7. Niewielka 5 napędzana silnikiem Suzuki o mocy 115KM łatwo rozbujała się do prędkości 32 węzłów. Bardzo fajny gokart.
Testowane w następnej kolejności Flyery 7, wyposażone w 300-konne zestawy nie dawały aż tyle radości, mimo, że rozpędzały się do prędkości ponad 40 węzłów. W przypadku Flyer 7, najbardziej przypadła nam do gustu wersja SUNdeck z zestawem dwóch Suzuki po 150 KM każdy. 

 
 

Przy tym rozmiarze łódki, kabina już spełnia swoje zadanie i możemy wygodnie spędzić w niej noc. 

 

 
 

Wersja SPACEdeck z jednym silnikiem Suzuki o mocy 300 KM sprawiała trochę problemów przy ostrych skrętach, bardzo szybko kawitowała, była też głośniejsza. 

 

 
 

Bardzo wygodnie natomiast podróżowało się na pokładzie Flyer 7 SPORTdeck z 250-konnym Suzuki. Bardzo wygodne kanapy i duże schowki, to to czego potrzebujemy podczas dziennej wycieczki z nartami albo deską. Na wyjątkową uwagę na tej łodzi zasługuje toaleta, która jest ukryta pod konsolą na lewej burcie i aby się do niej dostać, unosimy dziobową kanapę na lewej burcie. Plus, że na takiej łodzi jest toaleta, minus – jest ona bezużyteczna, no chyba, że nas wyjątkowo przyciśnie, to w takiej sytuacji jakoś w ten paragraf się zwiniemy i skorzystamy. Chyba lepiej sobie darować tę toaletę, a miejsce wykorzystać na schowek.
Beneteau udostępniła do testów także dwa jachty żaglowe, ale mój test tych jednostek polegał na wygodnym ułożeniu się na kanapie w kokpicie i korzystaniu z uroków żeglowania.

 

 
 

Mogę jedynie powiedzieć, że są duże, wygodne i wszystko jest zautomatyzowane, łącznie z elektrycznie otwieraną zejściówką na Oceanis 60!
Trochę czasu mi zajęło zanim zebrałem się z opisaniem naszej wycieczki na Majorkę, ale czas goni i pojutrze kolejny wyjazd i później następny i mógłbym zapomnieć o swoich wrażeniach z testów Beneteau, a szkoda by było.

Arek Rejs

http://arekrejs.blogspot.com 

Komentarze