Wiesci z pokładu Sunrise!

0
485

 

12.06.2013

Wczorajszy dzień okazał się fatalny dla mojego ścigania się. A było tak, od rana dobry kurs i prędkość, nawet słońce wyglądało zza chmurek, po prostu zapowiadał się przepiękny dzień i dobry przelot dobowy. O 1300 wykonałem zaplanowany zwrot i skierowałem się ku północnemu zachodowi zgodnie z tendecją wiatru. Godzinę później znalazłem się w niezapowiadanym nigdzie sztormie (34-36 węzłów wiatru i bardzo agresywna fala). Ponieważ żagla miałem sporo (spodziewałem się zapowiadanych 20 węzłów) musiałem się pilnie refować, zapiałem autopilota i w tym momencie uderzyła w nas bardzo duża fala. W efekcie zerwał się uchwyt mocujący siłownik autopilota i w tym samym momencie szot genuy, zerwał się także jeden z kanistrów z benzyna i kilka litrów poszło do zenzy. Przyszło mi więc dosłownie walczyć o życie. Po kilku wyczerpujących godzinach zapanowałem nad sytuacja, prowizorycznie naprawiłem mocowanie odzyskując tym samym możliwość funkcjonowania na jachcie, ustawiłem sztormowe żagle i powoli przywracałem wszystko do ładu. Gorąca herbata dopełniła szczęścia. Niestety kosztowało mnie to sporą stratę i prawie zerowy progres do mety, szkoda, bo Beagle i 3 miejsce było już tak blisko. Trudno, ważne że nadal jestem w grze, jeszcze grubo ponad 1000 mil, więc może uda się odrobić straty.

Pozdrawiam,

09.06.2013

Wczorajszy dzień był bardzo nieprzyjemnie zaskakujący. Żadne z prognoz nie zapowiadały tego co się działo. Najpierw rano przy pełnych żaglach dostałem szkwał 30 węzłów – prawdopodobnie jakieś odbicie frontu, który przeszedł w nocy daleko na północ ode mnie.

Miałem wiec gimnastykę poranną i oczywiście umoczyło mnie całego. Potem bardzo zmienne wiatry, które nie pozwalały pozostawić jachtu pod opieką autopilota. Obrałem kurs bardziej na północ, żeby wejść w północną ćwiartkę sztormu, który czeka mnie z niedzieli na poniedziałek i nagle wiatr znowu skoczył do 30w i płynąłem do 1.00 w nocy w niesamowitym kotłowisku dużych, agresywnych fal. Jakiś wtórny front, którego żadne griby pogodowe nie odnotowały. O 1.00 wiatr trochę osłabł i odwrócił się, więc po zwrocie jacht pędził jak szalony ponad 8w po tym razem regularnej długiej fali.

Dzisiaj chyba pierwszy słoneczny dzień, ale już popołudniu spodziewam się zwrotu wiatru i jego stopniowego nasilenia do 8B w nocy. Jeśli dobrze wycelowałem to tym razem będę mógł sztormować z wiatrem w kierunku mety, oby tak się stało. Musze przygotować jacht i przespać się trochę, bo nie zmrużyłem oka od 2 dób.

Pozdrowienia

Krystian Szypka

08.06.2013

Od kilku dni pogoda i wiatr bardzo zmienne, co wymaga nieustannej pracy przy żaglach. Niestety najczęściej jest ponuro, szaro, pełne zachmurzenie i dość regularne deszczyki.Mijam średnio jeden statek na dobę i oprócz jednego wieloryba, który minął mnie z gracją w bardzo bliskiej obecności, brak jakichkolwiek atrakcji dla oka – tylko woda.

Dzisiaj w nocy wiatr przybrał na sile do 25 węzłów ze względu na przejście wtórnego frontu chłodnego, więc noc za sterem (nie mam zaufania do autopilota przy mocnych wiatrach, poza tym nie chce go przedwcześnie „zajechać”). Czekam na zapowiadane kolejne odkręcenie wiatru dzisiaj popołudniu, żeby zrobić kolejny zwrot na południowy zachód. W weekend niestety znowu prawdopodobnie będzie sztormowo, więc zbieram siły.

Wiem, że w naszej grupie jesteśmy bardzo blisko siebie i kusi mnie, żeby już zaatakować, ale to byłoby obecnie nierozsądne. Nadwyrężanie siebie i jachtu na tym etapie mogłoby się skończyć bardzo źle. Ważne żebym nie tracił dystansu, a wtedy być może będzie bardzo emocjonujący finisz w ostatnich dniach wyścigu. Zwłaszcza, że po zejściu z wielkiej wody w okolice amerykańskiego wybrzeża warunki będą bardzo zmienne i trudne (silne prądy, zmienne wiatry, gęste mgły, ogromny ruch statków rybackich i mielizny).

Pozdrawiam wszystkich,

Krystian Szypka                                                                                                                                    

 

1.06.2013
W nocy wpadłem w strefę ciszy ze wspaniałym spektaklem gwiazd na niebie, na lądzie poza wysokimi górami nie ma szans na taki widok. Powalczyłem trochę z żaglami, ale 2.5 węzła to było max na jaki można było sobie pozwolić. Do tego hałas tłukącego się takielunku (żeglarze znają ten koszmar), więc noc mimo spokojnej pogody nieprzespana. Rankiem dmuchnęło i na pełnych żaglach już jechałem w porywach do 7 węzłów. Wieczór pod znakiem mgły i słabego wiatru, a od rana szykuje się na sztorm, który dopadnie prawdopodobnie ok. południa, będzie więc znowu walka z falą i wiatrem. Ale przynajmniej prądu będzie pod dostatkiem, bo generator na wietrze powyżej 30w pracuje genialnie. Przy flaucie niestety trzeba wspomagać się generatorem albo alternatorem silnika. Roller naprawiony, zakładam też dodatkowe zabezpieczenia na potencjalnie słabe punkty, żeby w sztormie nie było kolejnych spacerów na dziob (po ostatnich jeszcze leczę siniaki). Muszę też się podzielić refleksją, że płynę solo ale nie sam. Naprawdę czuje, że patronka mojego rejsu Małgorzata czuwa nade mną i już w co najmniej trzech sytuacjach doświadczyłem jak niewiarygodnym fartem uniknąłem poważnych kłopotów, spisuję te sytuacje w dzienniku i po powrocie chętnie się nimi podzielę. Pozdrowienia dla rodziny Małgosi i dla wszystkich, którzy śledzą przebieg regat OSTAR.

Krystian Szypka

31.05.2013

Nareszcie trochę spokoju i czas żeby się doprowadzić do ładu. Wiatr w nocy zaczął kręcić i nie wiadomo skąd pojawił się na drodze tankowiec, więc zaliczyłem dwa zwroty. Rano siadło i prędkość spadła dramatycznie. Dostawiłem wiec kolejny żagiel z przodu i na takim nietypowym „kutrze” odpaliłem 6 węzłów. Ponieważ fala siadła zabrałem się do naprawy rollera genuy. 2 godziny pracy na dziobie w pozycji leżącej, parę łyków morskiej wody, ale zrobione. Wieczorem wiatr ma siąść jeszcze bardziej, więc z próba poczekam na ten moment, w razie gdyby coś jeszcze było nie tak. Póki co z prędkością ok. 5.5 – 6.5 węzłów, jadę na zachód. Nie minę zupełnie strefy ciszy, ale wydaje mi się, że wejdę najbardziej optymalnie i jakoś przez nią przejdę bez zatrzymania. Od rana padało, ale niebo zaczyna się przerzedzać, może wiec wyjdzie słonko choć na chwilkę. Weekend zapowiada się spokojny, ale już w niedzielę w nocy znowu zacznie się walka ze wzburzonym Atlantykiem, zbieram więc siły.

 

30.05.2013

Warunki poprawiły się. Przede wszystkim dzięki zejściu z szelfu kontynentalnego fala przestała być tak bardzo agresywna jak dotąd. Wiatr około południa (UTC bo taki czas obowiązuje na jachcie) spadł do 5B i moja prędkość pod fokiem sztormowym też. Ponieważ nadal nie ma warunków do naprawy rollera genuy postawiłem foka marszowego zapinanego na zrolowanej „gieni”. Naharowałem się przy tym straszliwie, ale opłacało się, prędkość wzrosła o ponad 2 węzły i znowu jadę ok. 7kn. Trzymam się tego samego kursu, bo powinien on ominąć północą budujący się silny wyż, w którym mógłbym stanąć bez wiatru. Trasa na północ to ryzyko wpadnięcia w kolejny sztorm jaki tworzy się w okolicach ortodromy i uderzy prawdopodobnie za 2 dni. Jestem więc bardziej na loksodromie, ale korzystna prędkość i brak halsowania czyni wg mnie ta trasę obecnie najbardziej optymalną. Mam mocno opuchnięte nogi, ale teraz przynajmniej mogę o nie zadbać, więc maści i bandaże elastyczne są na swoim miejscu. Jestem w dobrej formie i oby tak dalej. Pozdrawiam z pozycji 48st.45N012st.21W

29.05.2013

Od wczoraj bez przerwy silny wiatr 8B i koszmarna fala (wysoka, ale bardzo nieregularna), wiec kokpit co chwilę pełen wody. Przed południem zaliczyłem niestety bardzo poważną awarię. Zerwała się taśma rollera genuy i ta rozwinęła się w pełni przy 34 węzłach wiatru. Walczyłem prawie godzinę topiąc się na dziobie w zalewających mnie falach, ale jakimś cudem udało mi się żagiel zrolować i zabezpieczyć. Postawiłem póki co foka sztormowego i jadę dalej z bardzo dobrą prędkością w kierunku południowo-zachodnim. Jeżeli w końcu warunki zrobią się spokojniejsze, to będę mógł zabrać się za naprawę rollera, bo teraz jest to niewykonalne i bardzo niebezpieczne. Po południu nareszcie wyjrzało słońce i od razu zrobiło się raźniej, aczkolwiek wpadające cały czas na pokład wielkie fale nie dają się nim zbytnio nacieszyć.

Krystian Szypka

 

28.05.2013

Witam!

Wczorajszy start był bardzo udany a pogoda sprzyjała kibicom, potem szybko pogoda się popsula, wiatr wzmógł się aż do 8B, fala mocno się podniosła i zaczął padać rzęsisty deszcz. Żegluga stała się więc bardzo trudna ale szybka zarazem. Niestety w ferworze walki przeoczyłem obowiązkowy punkt trasy i aby uniknąć kary musialem wrócić się 15mil i poprawnie ominąć latarnię Eddysrocks. Podobno nie tylko mnie się to przytrafilo, emocje wzięły górę.

W nocy wiatr nagle siadł i nadal padał deszcz ale nad ranem już ładnie przywiało i nawet wygląda słońce. Spora fala miota jachtem ale posuwam się szybko do przodu i jeszcze tego ranka wyprzedziłem w niedalekiej odległości jednego z konkurentów. Jacht sprawuje się bardzo dobrze, nowe żagle i elektronika są wspaniałe, wczoraj miałem co prawda awarię samosteru ale sam ją bez problemu usunąłem. A ja dochodzę do siebie po wczorajszej walce z morzem (sporo siniaków ale humor wyśmienity). Pierwszy przebieg dobowy ponad 160 mil i oby tak dalej. Do szelfu kontynentalnego mam obecnie około 150 mil a tam już tylko Atlantyk.

Pozdrawiam serdecznie

Krystian Szypka

http://ostar.rwyc.org/?page_id=3222/

Komentarze