W Polsce – szuwarowscy i morsccy – we Francji – Śródziemnomorscy i Atlantyccy

0
173

Za zgodą Jerzego Kulińskiego

Pisze Roman Piechowiak z Saint Mandrier czyli z okolic Tulonu, portu wojennego, mojemu pokoleniu znanego głównie z tego, że to tam właśnie Francuzi w czasie II wojny (27 listopada 1942 roku) dokonali samobójczego sepuku swojej armady. Z korespondencji Romana dowiadujemy się, że tam też widoczne jest rozróżnienie kto gdzie żegluje. Ludzie mają to do siebie, że ochoczo doszukują się różnic. Naukowcy uzywają w tym celu eufemizmu – klasyfikacja.
Dziś opowiadanko o śródziemnomorskim żeglowanku stalowym jachtem o dwóch sterach.
Zajrzyjcie do newsa z dnia 23 lipca 2014 roku.
Romanowi dziękuję.
Zyjcie wiecznie !
Don Jorge
————————————————
Don Jorge,
Dzieki za zamieszczenie mojego skromnego pisania na Twojej stronie. To moj pierwszy raz wiec mozna powiedziec ze stracilem dziewictwo (literackie)! Jeszcze sie dobrze nie znamy wiec kropke nad i postawie od razu: w kamizelce nie plywam bo plywam sam, ale w szelkach i na sznurku. Gdyby sie zdarzyl wypadek ten nieodwracalny to moze do jachtu przywiazanego trupa ktos znajdzie. Albo sam dam rade z powrotem na poklad… Ktos zadal pytanie retoryczne « a co bedzie jesli kapitan do wody wpadnie» Inaczej mowiac – czy zaloga jest w stanie wykonac jeden z manewrow czlowiek za burta.
We Francji nie wymaga sie ZADNYCH patentow by plywac zaglowka. Za to sa dwa rodzaje zeglarzy: ci co tylko na wakacje i mysla ze jacht jest rodzajem auta kampingowego i ci co z pasja znajduja sluszna odpowiedz na caly stos retorycznych pytan!
A! Bym zapomnial, mozna dokonac podzialu na tych z nad Atlantyku i tych z nad Srodziemnego. Dwa swiaty! Co do kasy to nie zgadzam sie z Toba. Plywanie za garsc euro jest codziennoscia wielu, a za pare euro wiecej mozna spedzic zycie na jachcie.
Jak sie spodziewalem, choc swiadomosc ta ukrylem przed soba, wodowanie spoznienie pare tygodni. Nie zeby sie jakies cuda robilo lub ogrom pracy dla stachanowca, tylko z powodow roznych i niezaleznych i glownie ludzkich powodow. Ale juz koniec. To ten moment w ktorym sie mowi nic wiecej nie zrobie bo nie wyplyne wcale.
Wodowanie wiec odbylo sie 6/08 w Saint Mandrier. To dawna rybacka osada i jedno z miast zaplecza bazy srodziemnomorskiej floty wojennej Francji. Duze zbiorniki na rope oddalone od zabudowy i wojennego portu, hangary i baza komandosow marynarki. Port-marina, budynki osady przeksztalcone turystyczna inwazja. Miasto znajduje sie nad zatoka Toulonska od nazwy najwiekszego krolewskiego portu wojennego na srodziemnomorskim wybrzezu Francij.Toulon znany z druzyny rugbistow to miasto nieciekawe. Fortyfikacje wokol zatoki nie tylko nad brzegiem ale i na szczytach otaczajacych gor sa jeszcze obecne. Port promowy, wojskowy, niedostapny dla publicznosci, port jachtowy i rybacki otoczony budynkami z lat 70 tych. Nie przeszkadza to turystom ani plazowym ani wodnym. Nie wiecej jak obecna flota wojenna z lodziami podwodnymi i lotniskowcem.
obraz nr 1

Coraz wiecej terenow wojskowych zostaje zagospodarowanych na cele cywilne. W niedalekim La Seyne sur mer (robotniczym i stoczniowym miastem nad ta sama zatoka) powstaje marina na 600 jachtow. Przemysl stoczniowy juz dawno sie wyprowadzil do Azji. Pozosatly tylko warsztaty remontowe pracujace dla marynarki wojennej. Uwolnione miejsca na ladzie i w wodzie zajmuja powoli stocznie jachtowe i budynki dosc luksusowych rezydencji letnich. Coraz wiecej luksusowych mega-jachtów przyplywa na remont. Jest tu duza i znana stoczni/parking rozbudowujaca sie na wodzie (15 miejsc dla jachtow do 50 metrow) i na ladzie (50 miejsc dla jachtow do 50 metrow)!
Druga stocznia w budowie wyspecjalizuje sie w remoncie duzych katamaranow ktore do tej pory nieznajduja cpecyficznej infrastruktury. Dobra organizacja i wysoki poziom obslugi przyciagaja bogatego klienta. Zostalo jednak miejsce na jachting popularny. Mniejsze stocznie umozliwiaja zimowanie na ladzie tutejszym czy polnocnoeuropejskim jachtom. A wszystko skapane w lagodnym srodziemnomorskim klimacie. Wbrew pozorom silne wiatry zimowe wykanczaja kotwiczny majdan i spychaja na brzeg duza ilosc pozostawionych bez opieki lodek ktore fala szybko rozbija o kamienna ochrone nadmorskiej szosy. Jesli wczesniej nie zatona na plyciznie.
Każde wyjscie z portu wywoluje we mnie nerwowosc, niepokój i strach przed wypadkiem. Nieudany manewr moze zniweczyc tygodnie przygotowan. Gdy juz sie zaczyna przygoda wiem ze za glowkami portu cisnienie opadnie wraz z kolejnymi manewrami: zagle w gore, guziki pilota, klarowanie cum, bystre oko na krecace sie wokol wakacyjne plywadla i plywadelka a tym razem i lodz podwodna (na zalaczonym zdjeciu). Zaczyna sie operetka żagli na wietrze, delikatny smyczek szotow i werblowanie wincha. A wszystko to w rytmicznym tancu szerokich bioder kadlubu. Wspolistnienie magiczne zywego i tego co zywym nie jest ale ma cechy charakteru.
Zachwyt byl krotki! Pilot odmowil pracy. Na szczescie jacht plywa sam z unieruchomionym rumplem. Wiatr tez powoli wzrastal a po oplynieciu polwyspu kierunek w nos. Halsowaniem oplyniety Cap Sicié. Jak zwykle staram sie zostawic go z dala bo szybko malejaca glebokosc wznosi niesympatyczne fale. Tutejsi zeglarze nasywaje ten przyladek «Hornem biednych»! No i wiatr zmalal nagle prawie do zera! To znak ze sie zmieni kierunek. Po moze niecalej godzinie ciszy dmuchnelo wlasnie tak jak prognoze zapowiadala: polodniowy zachod. Sila wiatru bardzo szybko wzrosla 2-3-4-5 w skali B. Wlasnie tego potrzeba mojej stalowce i dzieki ragularnemu kierunkowi wiatru doplynelem jednym halsem do zatoki La Baie des Anges w ktorej znajduje sie port La Ciotat. Okolo 12 mil z przywiazanym rumplem i szybkoscia prawie 5 wezlow!
Skiper zadowolony z lista malych i duzych usterek.
Do naprawy przed wakacjami.
Nie ma czasu sie nudzic!
Pozdrawiam.
Roman.

Komentarze