Volvo Ocean Race 2014-2015: Głodni jak wilki

0
560

 

„Wszystko przez to, że płyniemy na południe tak szybko, jak to możliwe.” – mówi Ian Walker z Abu Dhabi Ocean Racing

 

Siedem jachtów pędzi wzdłuż wschodniego wybrzeża Brazylii, znajdując się około 45 stopni od miejsca przeznaczenia. Następny dzień lub dwa to czas oczekiwania. W tym etapie właśnie czas odgrywa kluczową rolę – na wszystko przyjdzie właściwa pora.

 

Wszystko musi być wywarzone. Jeśli jachty pójdą na wschód zbyt wcześnie ryzykują, że trafią na system wysokiego ciśnienia i słabych wiatrów, znany także jako wyż Św. Heleny. Jeśli pójdą zbyt późno, zostaną w tyle, a do mety w RPA coraz bliżej.

 

Brian Carlin, na pokładzie Vestas Wind, bardzo uważnie obserwował kapitana i nawigatora w ostatnim czasie. „Chris i Wouter będą rozważać wszystkie opcje w ciągu najbliższych 48 godzin – a potem pora, by pociągnąć za spust i ruszać.” – pisze. Póki co, żeglarze mają trochę czasu dla siebie.

 

„System wacht wreszcie ma jakąś rację bytu – płynięcie po linii prostej to coś, co raczej rzadko się do tej pory zdarzało.” – pisze Amory Ross z zespołu Alvimedica. Teraz jest czas, żeby odpocząć, zrelaksować się i pomyśleć. Ważne jest, aby móc sobie pozwolić na chociaż jedną z tych rzeczy.

„Jakkolwiek pozostawanie na jednym halsie by nie było nudne, przed nami trudny tydzień, więc trzeba to wykorzystać.” – dodaje.

 

Ale zdarza się, że gdy utkniesz na środku Atlantyku głodny, stale otoczony ludźmi, za dużo czasu na myślenie ma swoje wady. Co innego znajduje się wówczas w centrum uwagi. Hałas, brak komfortu, wszędzie dookoła woda.

 

„To jest jak wrzód na tyłku.” – mówi Annie Lush z Team SCA. Ich jacht płynie od jakiegoś czasu pod kątem 20-30°. Kiedy jesteś stale pod takim nachyleniem, każdy ruch jest nie lada wyczynem.

„Życie na pokładzie bardzo przypomina życie na górze (stoku), na nartach.”- wyjaśnia Sally Berkow. – „I trzeba gotować, jeść, spać i pracować na tej górze. To nie jest łatwe.”

 

Horace z drużyny Dongfeng uśmiecha się na pokładzie: „Jestem szczęśliwy.” – woła – „Jestem szczęśliwy – bo prawie skończyliśmy! Jeszcze tylko 12 dni!”

 

„To dziwne, że im więcej jest wolnego czasu, tym więcej się je.” – przyznaje Brian na duńskim jachcie. – „Myślimy o tym cały czas – niestety, przez następne 8 miesięcy będziemy mieć przyjemność raczyć się tymi specjałami. Jestem pewien, że to nie będzie mój ostatni post zatytułowany „papka”.”

 

Oczywiście powyższe odnosi się do liofilizowanej żywność. To wszystko, na co mogą liczyć, a Team Brunel nawet tego brakuje.

„Co na obiad?” – pyta Pablo Arratre, wślizgując się do kuchni holenderskiego jachtu. W odpowiedzi słyszy: „Lasagne.”

Hiszpan uśmiecha się – właśnie skończył swoją wachtę. Jest przemoczony, zmęczony i głodny. Ale radość szybko zmienia się w obrzydzenie, kiedy widzi swoją nędzną porcyjkę.

Kolega z zespołu, Louis Balcaen, zerka na nią. „Krąży plotka, że kończy nam się jedzenie.” – wyjaśnia. – „To nie jest miłe – raczej rozczarowujące.” – Zerka na swoje kościste biodra i chude żebra. – „Myślę, że straciłem już około 5 kilogramów. Ciągle jestem głodny.”

 

Ale jedzenie czy jego brak nie trapi kapitana, Bouwe Bekkinga. Zrobił wcześniej sześć rund w wyścigu dookoła świata i dobrze wie, że za dużo czasu na rozmyślanie zwykle nie przynosi niczego dobrego.

 

„Jest na świecie takie zwierzę – wilk.” – uśmiecha się. – „Głodny wilk biegnie szybko, gdy jest głodny. To dobra rzecz. Jesteśmy tu niczym stado wilków, może nieco głodu doda im więcej motywacji, by szybko dostać się do Cape Town.”

 

 

 

Zdjęcia: Brian Carlin, Corinna Halloran, Stefan Coppers

 

Tłum. Izabela Kaleta

 

Źródło: www.volvooceanrace.com

Komentarze