Śladami Wagnera, Kanał Panamski

0
224


Oto kolejne wieści z rejsu dookoła świata śladami Wagnera.

W sobotę 17.03. przyleciał Jurek z Torunia, moja załoga na Pacyfik.
Jurek nie ma doświadczenia żeglarskiego ale ma dużo dobrych chęci i co
najważniejsze czas! To na początek wystarczy mimo, że dojrzałym facetom o
utrwalonych poglądach i nawykach może być niekiedy ciężko, trzeba
spróbować. Jurek pochodzi z Wilna jaz Leszna Wielkopolskiego; dwie
odmienne kultury i systemy wartości. Na szczęście początek jest
obiecujący mamy więcej wspólnego niż można byłoby
przypuszczać. Rozpoczął się więc ostatni już cykl pożegnań tym razem w
Portobello z kapitanem Tomkiem i Beatą Lewandowskimi z Luki oraz z
kapitanem Mikołajem Westrychem z Fantasy, ostanie rozmowy i w czwartek
22.03 w drogę do Colon.

Naszym agentem  jest Jamir, trochę kosztuje ale unikamy biurokracji
kanałowej i skracamy czas oczekiwania na przejście kanału. Po pomiarach
jachtu został ustalony termin przejścia Kanału  na26.03.2012 w
poniedziałek.
Potrzebne są cztery długie cumy, masa odbijaczy no i najważniejsze  czterech cumowników.
Po za Jurkiem do cum zwerbowałem Piotra z synem Sebastianem z
Panamy oraz Lorenę narzeczoną kapitana Jacka z Portobello. O 1715 na
pokład wszedł nasz Canal Advisor  Jose i w drogę.
Utworzyliśmy konwój z  południowoafrykańskim katamaranem w środku i
australijskim jachtem po prawej. Przechodzenie przez śluzy kanału
zawsze budzi emocje szczególnie gdy w śluzie przed nami stoi wielki jak
szafa statek ale strachy na lachy bo jak się okazało wszystkie sześć
śluz przeszliśmy bezstresowo. Szkoda tylko, że płynęliśmy nocą, bo mało
widzieliśmy a Jezioro Gatun jest niezwykle ciekawe. Po 10 godzinach
zakotwiczyliśmy już po drugiej stronie Kanału na Pacyfiku w La Playita.
Pierwsze wrażenie z Pacyfiku?  Inny kolor wody – wpadający w zieleń
podczas  gdy Atlantyk jest błękitny
Spotkaliśmy tutaj ,,Annę F”,  która pod kapitanem Tomkiem
Szewczykiem okrążyła Amerykę Południową. Znamy się z czasów kiedy Tomek
płynął na ,,Starym” nie dziwne więc, że skończyło się imprezą do rana bo
wiele tematów zarówno żeglarskich jak i życiowych było do omówienia.
Wystarczyłoby na kilka nocy ale po 2dniach  chłopaki popłynęli na drugą
stronę na San Blas.
Przygotowujemy z Jurkiem jacht do drogi a w międzyczasie Tomek Bednarski z Florydy,
Wysyła nam sprzęt do nurkowania oraz locje, pozostaje więc czekać na przesyłkę.
W międzyczasie z pomocą Tadeusza Porębskiego z Panamy, jeździmy po
mieście kupując części zapasowe do jachtu. Pomoc Tadeusza jest istotna
bo Panama City jest rozległe, jego towarzystwo ciekawe a dodatkowo każdy
dzień  kończy się  obiadem w porządnej restauracji. 
Tadeusz ma wielkie plany, zamierza wybudować marinę, osiedle oraz
hotel na atlantyckim wybrzeżu Panamy. Pomyślałem, że  po zakończeniu
rejsu dobrze byłoby pracować  30 mil od San Blas ale to jeszcze daleka
droga…
Mimo, że jesteśmy bardzo zajęci, przedłużający się postój  zaczyna nas męczyć.
Płyniemy więc na Pearls Islands 35mil od Panamy.
Wyspy bezludne i piękne ale daleko im do San Blas. Sporo tu ryb i
ptaków a jachtów prawie nie ma. Brak pokus portowych oznacza wzmożoną
chęć do pracy. Zyskał na tym Ulysses, teak oczyszczony i posmarowany
olejkiem a dno oskrobane z muszli. 
Na Święta Wielkanocne wracamy do Panamy, spędzimy je oczywiście z Tadkiem i jego rodziną.
Żywimy nadzieję, że zaraz po świętach przesyłka dotrze i popłyniemy dalej.

Publikacja za zgodą autora, artykuł
pochodzi ze strony :
http://rejswagnera.pl


Komentarze