Rozbity katamaran i podarte żagle – polska załoga wystartowała w ekstremalnych regatach Ronde om Texel

0
114

 

Żeglarze Filip Walczak i Artur Ponieczyński z POL9 Racing ukończyli 6 czerwca ekstremalne regaty Ronde Om Texel w Holandii – największy odbywający się od 38 lat wyścig katamaranów na Świecie. Mimo podartych żagli i rozbitej burty jachtu polska załoga przekroczyła metę jako 94 jacht. W tegorocznej edycji wystartowało 250 katamaranów, wyścig ukończyła jedynie połowa załóg.

 

obraz nr 1

Warunki tego dnia były bardzo ciężkie. Wiał bardzo silny wiatr a fale załamywały się bardzo szybko. Jeszcze przed startem wiele katamaranów, w tym również ten polskiej załogi wywróciło się na bok. „Płynęliśmy niezwykle szybko, katamaran wyskoczył na fali i dolny pływak wbił się głęboko pod wodę. Takie hamowanie jest jak uderzenie samochodem o ścianę, załoga leci w powietrzu i bezwładnie uderza o to co znajdzie na swojej drodze.” – mówi Artur Ponieczyński z POL9 Racing.

Podczas pechowej wywrotki tuż przed startem polska załoga zniszczyła przedni żagiel przez którego przeleciał sternik – Filip Walczak. „Płynęliśmy niezwykle szybko, katamaran wyskoczył na fali i dolny pływak wbił się głęboko pod wodę. To było wyjątkowo mocne hamowanie. Nie pamiętam momentu kiedy znalazłem się w wodzie. Na szczęście wszystko nagrało się na sportowej kamerze na moim kasku. Gdy postawiliśmy łódkę do pionu, w ciągu 10 minut wróciliśmy do brzegu, wymieniliśmy żagiel na nowy i wystartowaliśmy do wyścigu z najlepszej pozycji!”.

Na pierwszym zakręcie po pół godziny od startu załoga POL9 plasowała się w czołówce stawki goniąc lidera – latający na podwodnych hydroskrzydłach katmaran NACRA FCS. Hydrokatamarany radziły sobie w tych warunkach wyjątkowo niedobrze. Spieniona, stroma i krótka fala nie pozwalała na „szybowanie” nad wodą i rozwinięcie pełnej prędkości. Podczas mijania pierwszej boji zwrotnej Polacy wywrócili się po raz drugi niszcząc grot żagiel przez którego tym razem przeleciał trymer – Artur Ponieczyński.

„Nawiązaliśmy walkę na poziomie i ukończyliśmy wyścig na bardzo dobrym miejscu mimo tego, że żeglowaliśmy przez większość wyścigu na mocno uszkodzonym katamaranie. Ten wyścig umocnił nas w przekonaniu, że nigdy nie wolno się poddawać i zawsze należy walczyć do ostatnich metrów. Za rok wrócimy jeszcze lepiej przygotowani i mamy nadzieję, że uda się nam namówić do wyjazdu inne polskie załogi.”

Mimo braku żagli i usterek załoga POL9 nie odwołała swojego startu w Mistrzostwach Czech i Europy w klasie Tornado, które rozpoczynają się w najbliższy wtorek na czeskim jeziorze Lipno.

Gratulujemy pozytywnego podejścia i trzymamy kciuki!

Komentarze