Raport z Górek Zachodnich

0
473
Za zgodą Jerzgo Kulińskiego.
 
Słonecznej soboty 3 maja przeprowadziłem okresową wizytację przystani AKM, AZS i NCŻ w Górkach Zachodnich. Już od trawersu jachtklubu Stoczni Gdańskiej widocznym była wysoka, szeroko rozkraczona sylwetka czegoś przypominającego platfomę „Petrobalticu”. To katamaranisko „Gemini 3”. W NCŻ smutno bez Krzysia.
Spotkałem w Górkach wielu Przyjaciół, było miło. Niektórym z nich musiałem wytknąc niedotrzymanie przyrzeczeń (newsy dla SSI). W biedniutkiej, ale tętniącej życiem przystani AKM wypatrzyłem sympatycznego drewniaczka-oldtimera. Oczywiście „prywatny import” ze Szwecji. Czyścimy Szwecję jak się da. Linia jachtu spokojna, tradycyjna. Delikatnie dobudowana sztywna owiewka nadzejściówkowa. Nie „komponuje się” z drewnianym kadłubem „wielbłąd” rufowy – błyszczący stalą nierdzewną. Armatora podnieca antycznośc i nowoczesność jednocześnie. To tak trudne do pogodzenia jak troskliwa żona i młodziutka przyjaciółka. Tak prawdę mówiąc – ja go trochę (subiektywnie) rozumiem.

Poprzyglądałem się oryginalnemu jachtowi „Fayka”, którego armator już rok temu obiecał włączyć się do współpracy z SSI. Nie zastukałem w burtę. Nie chciałbym uchodzić za namolnego dziada. Przemiły armator „cartera instrumentalnego” skręcał się w wymówkach, bo chodziło o to samo.
———————————-
Do łez ubawiły mnie daremne wysiłki trzyosobowej załogi katamaraniku „Hobie cat”, którego zdryfowało na pawęże zacumowanych dziobami do pomostów jachtów. Za Boga nie potrafili odwrócić tego leciutkiego pływadełka, tak aby odpłynąć na otwartą wodę. Po 20 minutach (!) zlitował się nad nimi pewien wybitny kapitan i szkoleniowiec. Wszedł na rufę jednego z tych jachtów i nogą ustawił ich do wiatru. Odpłynęli na kilkanaście metrów i znowu ich zniosło na rufy zacumowanych jachtów. I znowu interweniował kapitan :-))
To wcale nie jest takie śmieszne. To drodzy szkoleniowcy poważny błąd w sztuce. Naukę czytania należy zaczynać od elementarza, a nie od „Dziennika Bałtyckiego” (nie wspominając już o „Krytyce Politycznej”). Debiutanta należy ubrać w kamizelkę i wsadzić na „Optymista”. Na tej łódeczce samotny i samodzielny żeglarz ma posiąść najważnieszą w żeglarstwie umiejętność – ROZPOZNAWANIA SKĄD WIEJE WIATR.
Dopiero później można go dopuścić do bardziej zaawansowanych i większych łódek.
Z uwagą przyglądałem się sforze młodych gibkich lasek zaczynających swe zabawy z windsurfingowe. Deska z żaglem też uczy czytania wiatru.
Cieszy mnie widok żeglujących dzieci i młodzieży. Nie tych w dyskotekach, aquaparkach. Jachty, deski, kity, nurkowanie to szkoła charakterów i ambicji. To w takich miejscach dojrzewa przyszła elita nowoczesnego kraju. Takie tam trucie ?
————————————-

Z uznaniem obserwowałem żeglowanie niepełnosprawnych ruchowo na specjalnie dla nich zaprojektowanych. To rozsądny kierunek działań.
Jak zwykle zainteresowały mnie kilowe łódeczki „2,4mR” w których starsi panowie przypomnają swoje kariery regatowe przeżywane kiedyś na „470”, Omegach, Finnach, Latających Holendrach” , Solingach czy Starach. Te mikroskopijne kilerki stanowią klasę regatową paraolimpiad. Nie wiem czemu kojarzą mi się z go-kartami 🙂
——————————-

Przyglądałem się łódkom na brzegu i na wodzie. Bardzo to lubię nadal.
Otwierajcie sezon – drzewa już zielone latoś.
Kamizelki !
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge

Komentarze