Paške čipke z Pagu

0
213


Radość była wielka, kiedy dowiedziałam się, że zamiast z Sukosanu ruszamy w rejs po wodach Chorwacji z Zadaru. Sukosan to niewielka miejscowość, w której prócz mariny, domów i sklepów nie ma nic ciekawego, nawet przyzwoitej karczmy. Zadar zaś to miasto o przebogatej historii, sięgającej czasów antycznych, jedno z najpiękniejszych i najciekawszych na Chorwacji. Zatem smażymy kotleciki do kanapek i w drogę!

W Zadarze czekała na nas Bavaria 44 o nazwie „Sakarun”. Tutejsza marina nie należy do łatwych – jest mało miejsca na manewry portowe a w stronę morza wiedzie wąskie gardło, które przy bocznym wietrze może okazać się zdradliwe. Na szczęście przy wyjściu w morze i przy wejściu do portu mieliśmy niemal bezwietrzną pogodę.

Pierwszego dnia popłynęliśmy do Mali Lošinj, miasta usytuowanego w głębi malowniczej zatoki o tej samej nazwie. Najładniej prezentuje się tu basen portowy i otaczający go bulwar, usiany mnóstwem sklepów z pamiątkami, restauracji i kawiarenek.

Następnego dnia obraliśmy kurs na Pulę, najsłynniejsze miasto Istrii, położone południowym krańcu półwyspu. Zbliżając się do Puli od strony morza, widać przemysłowy krajobraz dużego miasta, zdominowany przez socrealistyczną architekturę. Marina, położona przy ruchliwej ulicy, nie nastraja do spędzania wieczorów w kokpicie zacumowanego w niej jachtu. Spacer po uliczkach starego miasta łagodzi pierwotne niekorzystne wrażenie. Podziwiamy tu zabytki, należące do najcenniejszych na Chorwacji: słynny amfiteatr czasów Wespazjana, świątynię Augusta, antyczny łuk triumfalny, pozostałości starożytnych fortyfikacji, wspaniale zachowane rzymskie mozaiki, średniowieczne kościoły… wiele jest tu do zobaczenia.. Subiektywnie rzecz biorąc, Pula ma dla mnie dwie osobliwości: ratusz i pozostałości bazyliki Santa Maria Formosa.

Ratusz znajduje się na antycznym forum, tuż obok świątyni Augusta. Obecną szatę architektoniczną zawdzięcza wielokrotnym przebudowom, dokonanym w czasach średniowiecza, renesansu i baroku, a także w XX w. To, co najciekawsze znajduje się na tylnej zewnętrznej ścianie budowli. Należy obrać taką pozycję, aby widoczna była po lewej stronie tylna ściana ratusza a po prawej tylna ściana świątyni Augusta. Przekonamy się wówczas, że partie obydwu budowli są niemal identyczne. W czasach antycznych na forum w Puli znajdowały się trzy świątynie, poświęcone prawdopodobnie triadzie kapitolińskiej, Jowiszowi, Junonie i Minerwie. Jedna z nich, obecnie świątynia Augusta, przetrwała do naszych czasów w świetnej kondycji, druga została przebudowana na ratusz, trzecia niestety została zniszczona i zlikwidowana.

Drugą osobliwością Puli jest niewielka kaplica Santa Maria Formosa, usytuowana w pobliżu mariny. Stanowi ona jedynie niewielki fragment nieistniejącej już wczesnochrześcijańskiej bazyliki, która powstała tu w VI w. Rozmiary jej były imponujące – 32 m. długości i 19 m szerokości. Źródła wspominają bogate wyposażenie świątyni, na który składały się między innymi marmurowe płaskorzeźby, freski, mozaiki podłogowe. Kolumny, oddzielające nawy świątyni wykonane były z tak wielkim kunsztem, że padły łupem Wenecjan w XVI w.

Długi czas można by trawić na zagłębianiu się w zakamarkach Puli i jej burzliwych dziejach. Nadszedł jednak czas, by popłynąć do Osor, niewielkiej miejscowości położonej na południowym krańcu Cres.

Codziennie odbywają się w tej miejscowości dwa widowiska: pierwszym jest podnoszenie zwodzonego mostu, łączącego Cres i Lošinj o 9 rano, a drugim podnoszenie tegoż mostu o 17-tej. Zatem dwa razy dziennie nadciąga w pobliże mostu publiczność, którą stanowi miejscowa ludność i turyści, celem obejrzenia parady jachtów, przepływających kanałem. Jeżeli płyniemy do Osor od strony północnej, koniecznie należy „załapać się” na któreś z widowisk i przepłynąć kanałem biegnącym pod mostem. W przeciwnym razie czeka nas konieczność opłynięcia wyspy Lošinj – raptem 40 Mm. Po północnej stronie miasta jest jedynie niewielka zatoka Bijar, w której można zakotwiczyć, napawając się przy okazji widokiem urokliwych ruin XV-wiecznego klasztoru, usytuowanych na brzegu. Miejsca mooringowe znajdują się po południowo-wschodniej stronie mostu.

Osor słynie z muzyki. Koncerty odbywają się zazwyczaj w kościele Matki Bożej. Na ulicach i placach ustawione są figury kobiet grających na instrumentach muzycznych. Osor to miejsce niezwykłe. Dawniej było to znaczące miasto, stanowiące ośrodek handlu i siedzibę biskupstwa. Kres świetności położyły najazdy genueńskie w XV w. Symboliczną wymowę ma niewielki cmentarzyk, położony na uboczu, pośród drzew.. kryjący pozostałości dawnej katedry..

Zaskakujące jest tu bogactwo przyrody, kultury, sztuki i historii w połączeniu ze szczęśliwym brakiem komercji, hałaśliwych pubów i dyskotek. Unikatowe połączenie bogactwa kultury i zabytków z oazą ciszy i spokoju. W wieczornej ciszy, przy szumie morza i subtelnym dźwięku cykad przyjemnie jest pokontemplować.. Osor.. to jedyne tego rodzaju miejsce..

Następnego dnia rano ruszyliśmy na południe, mijając po drodze miejscowość Nerezine, położoną na wschodnim wybrzeżu Lošinj. Od strony morza łatwo ją rozpoznać nie tylko dzięki dobrodziejstwom elektronicznej nawigacji, ale także ze względu na zabudowania klasztorne, malowniczo rysujące się na brzegu.

Po minięciu Cres obraliśmy kurs w kierunku miasta Rab, jednego z najcenniejszych klejnotów wybrzeży Chorwacji. Najpiękniejsza panorama miasta roztacza się od strony morza, skąd już z oddali rysują się kontury imponujących umocnień i wież zabytkowych kościołów.

Przed wejściem do portu stanęliśmy chwilę na kotwicy w zatoce św. Eufemii, znanej ze znajdującego się w jej głębi klasztoru franciszkanów. Załoga podzieliła się tu na zwolenników cielesnych rozkoszy i duchowych. Pierwsza grupa, pozostawszy w pobliżu jachtu, trawiła czas na kąpieli i kambuzie. Druga część załogi, ta bardziej uduchowiona, zwodowała ponton i ruszyła nim w stronę zabudowań klasztornych.

Jako kolejny punkt morskiej wyprawy zaplanowany był, stosunkowo rzadko uczęszczany przez żeglarzy, Nin. W tym miejscu pojawiła się wątpliwość, z której strony opłynąć Pag. Stabilne i łagodne warunki pogodowe czyniły pokusę, by popłynąć kanałem, biegnącym po wschodniej stronie wyspy. Tak też uczyniliśmy. Trasa była wyjątkowo malownicza. Płynęliśmy stosunkowo wąskim kanałem. Po wschodniej stronie wznosiły się łańcuchy górskie, przykryte miejscami chmurami i mgłą. Od zachodu roztaczał się księżycowy krajobraz Pagu, szarego i ogołoconego z roślinności przez wiejącą tu często borę. Po drodze wpłynęliśmy do Paskiego Zalewu, nad którym usytuowane jest miasto Pag i przycumowaliśmy na chwilę przy kei. Wtem zabrzmiały trąby i fanfary. Niestety, jak się niebawem okazało, kolorowo ubrani muzykanci nie trąbili, by uczcić nasze przybycie, ale z okazji obchodzonych tu uroczystości pierwszomajowych. Skwapliwie „załapaliśmy się” na rozdawaną na nabrzeżu portowym fasolkę i wino.

Miasto Pag znane jest przede wszystkim z zabytków architektury sakralnej (katedra, kościoły św. Małgorzaty, św. Antoniego i św. Jerzego) oraz koronek. Można je podziwiać w muzeum koronkarstwa o wdzięcznej nazwie Paške čipke, mieszczącym się vis a vis katedry.

Nin, obecnie niewielkie miasteczko, był w średniowieczu siedzibą władców Chorwacji. Historia tego miejsca jest jednak znacznie starsza, sięga czasów antycznych, po których zachowały się ruiny świątyni. Historyczna część miasta położona jest na małej wysepce, połączonej z lądem dwoma mostami z zachowanymi zabytkowymi bramami i fragmentami murów obronnych. Pośród zabytków wyróżnia się kościół św. Krzyża z XI w. Podobna budowla, dwunastowieczna świątynia św. Mikołaja, usytuowana jest dwa kilometry na południe od Nin, przy drodze na Zaton.

Niestety, bezpośrednio przy Nin nie ma możliwości zacumowania jachtu czy też kotwiczenia, jest zbyt płytko. Zacumowaliśmy jacht na bojce, w zatoce położonej na północny wchód od miasta. Spośród naszej załogi tylko najbardziej spragnieni krajozawczych doznań „podrałowali” marszem do Nin, godzinę w jedną stronę.

Wróciliśmy do Zadaru. Łapaliśmy ostatnie chwile pobytu w tym niezwykłym mieście. Jeszcze rzut oka na kościół św. Donata, katedrę, pozostałości forum i akropolu, ostatnie chwile spaceru wybrzeżem przy dźwięku organów wodnych.. ech.. gdzie tam ostatnie, wrócimy tu jeszcze 🙂

Komentarze