Panama – Galapagos 12.04.-21.04.2012

0
652

       W czwartek 12.04 z radością
podnosimy kotwicę i  w drogę. Jest nas dwóch, Jurek wahał się czy płynąć,
ale ostatecznie zdecydował się popłynąć na Galapagos. Trochę byłem zdziwiony
gdy niespodziewanie oznajmił mi, że Pacyfik to chyba nie jego przeznaczenie ale
co z tym mogę zrobić? Nie jest żeglarzem i nie do końca zdawał sobie sprawę z wielkości
przedsięwzięcia i  przecenił swoje możliwości czasowe. Bardzo mi pomógł w
przygotowaniu do rejsu i co tu dużo mówić: jego obecność pomogła mi podjąć
decyzję o przejściu kanału w tym roku. Póki co przez dwa dni mieliśmy świetny
wiatr z N o sile 15 węzłów, co
pozwoliło pierwszej doby przepłynąć 170 mil, a drugiego dnia 130 mil. Później klasyka:
wiatr o sile 7-9 węzłów, często jego całkowity brak. Strategia jest prosta:
drifter 80m(,, Rotary Club Szczecin”) plus grot razem 160 metrów żagla
pozwalają osiągać 3 do 4 węzłów, poniżej 3 węzłów dołączamy ‘diesel grota ‘. Muszę
sprostować odnośnie koloru wody, przy brzegach Panamy woda miała rzeczywiście
lekko  zielony odcień, teraz ma zdecydowanie  kolor głębokiego
błękitu. Głębokiego bo pod kilem około 3 kilometry. Czas
płynie niby monotonnie i trudno odróżnić poszczególne dni ale brak czasu na
nudę. Mamy kilka wyzwań ale najważniejsze to zjeść owoce i warzywa zanim
zgniją. Na targowisku w Panamie owoce były tylko w dużych opakowaniach, ale b. tanie
i jak tu nie kupić 30 kilo mango czy 30 kilo pomarańcz  za 7 dolarów. Trudniej za to je zjeść. Póki
co dieta owocowo – warzywna.
      Dzisiaj czwartek 19.04 minął tydzień
od startu przed nami jeszcze tylko 180 mil. W nocy gwiazdy odbijały się w Pacyfiku,  a teraz Neptun wynagrodził naszą pokorę i
ofiary i powiało z południowego wschodu 14 węzłów od razu inna jazda. Płyniemy
6 węzłów prosto do Porto Ayora na wyspie SantaCruz. Biorąc pod uwagę, że w
linii prostej do równika zostało 40
mil
myślę, że to pasat z południowej półkuli, 
ale lepiej za dużo nie mówić bo można zapeszyć…
Przydałoby się jeszcze jakąś rybę złowić, 
bo jak do tej pory bezskutecznie ciągniemy przynęty.

    Nareszcie 19.04.2012 o godzinie 0615 czasu
jachtowego przekraczamy równik:  0000 -088,28W. Rozdzwonił się dzwon
okrętowy, zatrąbiła syrena.  Było jeszcze ciemno
Jurek wybiegł z koi myśląc, że mamy kolizję. Później radość i szampan. Jesteśmy
na południowej półkuli! I jest wreszcie pierwsza ryba – pięciokilogramowy
tuńczyk!
Już 20.04 o 1510 wyłoniła się pierwsza z wysp Galapagos – San Cristobal, o 1930
na trawersie Wreck Bay, ale kierujemy się na Santa Cruz, wyspy położonej
bardziej centralnie.
Musimy jeszcze bardziej zwolnić, aby do  Puerto Ayora trafić rano. Unikam
niepotrzebnego ryzyka jakim jest wchodzenie do obcych portów w nocy. I wreszcie
o 0837 Academy Bay: kotwica w dół…

Mirosław Lewiński   s/y Ulysses


Komentarze