Ocean650: Relacja z dnia czwartego, piątego i mety – cz.3

0
247

Próbujemy odebrać jakąkolwiek prognozę. Bez niej to jak jazda na rowerze z zawiązanymi oczami. Niestety nic nam się nie udaje zrozumieć. Tj. jest sporo informacji po włosku w radio, ale aż tak dobrze to nie rozumiemy to pięknego języka (telefon i komputery zabronione, tylko z radia można korzystać). Natrafiam na coś co brzmi jak anielski. Ale nic z tego. Coś tam że do północy, coś tam że Genua, ale co? Zresztą posłuchajcie sami jak we Włoszech brzmi prognoza pogody po angielsku…

Domyślamy się z tego, że będzie Pn-Wsch. ale w praktyce taki nie był 🙁 Kolejne błędne decyzje. Płyniemy całkiem „w porzeczki” …

Ostatnia noc to prędkości ok 5w. Nikogo nie widać. O świcie widzimy już główki portu, a w nich meta. Na prawo pod lądem 5 innych jachtów. Wyprzedzamy wszystkich. Na 4 mile do mety mamy przewagę ok 0,5 mili. W tej stawce 3 PROTO i 2 seryjne.

Nagle odcięło wiatr. Zatrzymaliśmy się wszyscy niemal jak na ręcznych hamulcach. Bujamy się na martwej fali. Morze się kompletnie uspokaja. Przywiało na ok 15 minut. Dalej prowadzimy. Meta tuż, tuż. Znowu odcięło wiatr. Już meta w zasięgu. Bujamy się na martwej fali. Juz tak 4 godziny. Z tym leciutkim wiatrem 30 minut do mety. A my stoimy…. a tak to wyglądało:

Znowu minimalne podmuchy, ale nam przywiało chwilę później niż innym. Wpływamy na metę jako trzeci jacht z tej 5 jachtowej stawki.

Trudno. „Nie od razu Rzym zbudowano”…

Pozdrawiam,
Radek, Tomek i Krzych

Komentarze