Mistrzostwa Europy Racing 2013

0
351

Zapraszamy do regularnej lektury relacji polskiego zespołu, który w licznym składzie postanowił rywalizować na ME zaczynających się za parę dni. Relacja bedzie uaktualniana na bieżąco wraz z nadchodzącymi wiadomościami. Początek nie był zbyt optymistyczny:

Część I   „osiemdziesiąt trzy godziny”
Nasza podróż do Włoch zaowocowała w wiele niespodzianek, wynikłych ze złośliwości rzeczy martwych, a właściwie, to zwyczajnie  auto nas nie polubiło.
Pierwsze postoje z powodu problemów z akumulatorem zaczęły się przed granicą austriacką, po stronie Niemiec. Po sześciu godzinach postoju i wymianie akumulatora na nowy, ruszyliśmy w trasę, by po kilku kilometrach zatrzymać się przez zagrzany silnik. Kolejne godziny stracone. Ostatecznie, gdy silnik ostygł, ruszyliśmy żółwim tempem w kierunku Włoch. Wyglądało na to, że największe problemy za nami. Niestety, nic bardziej mylnego. Kilka kilometrów za Veroną, stanęliśmy na stacji benzynowej z powodu klekoczącego silnika i znacznej utraty mocy. Okazało się, że to już koniec jazdy w Espasie. Spędziliśmy jeszcze w nim noc, po czym na lawecie dojechaliśmy do salonu Reno w Veronie. Zwrotu akcji nie było widać na horyzoncie, szczególnie gdy powiedziano nam, o kosztach naprawy auta – 1000 euro. Niestety z assistance też mieliśmy problem, gdyż nie chciano zabrać nas razem z przyczepką. W tej sytuacji, nie pozostawało nam nic innego jak zwiedzanie miasta. Odwiedziliśmy Julię, (tą od Romea), podziwiając przy okazji piękne, wąskie uliczki miasta zakochanych.

Późnym popołudniem otrzymaliśmy informację o tym, że wieczorem przyjedzie po nas auto zastępcze i ruszymy do celu podróży – Gizerri. Niestety, telefon potwierdzający przyjazd samochodu popsuł nasze nastroje. Okazało się, że wyruszymy dopiero kolejnego dnia o piętnastej. Na noc pozostała gra w Monopoly, po której zdecydowaliśmy się wysłać najmłodszych wraz z Edytą do hotelu, zaś ja z Magdą i Kubą spaliśmy na terenie parkingu Reno, pilnując przyczepki ze sprzętem. Noc należała do spokojnych, było ciepło, niebo roiło się od gwiazd, tylko to zdziwienie rano po otwarciu oczu, gdy widok ulicy nie był adekwatny do komfortu spania, jaki dawały pokrowce od desek.

Po ogarnięciu ‘obozowiska’ udaliśmy się na śniadanie do restauracji, gdzie dołączyli do nas Piotrek, Edyta i Karolina. Około południa dostaliśmy telefon potwierdzający przyjazd samochodu zastępczego. Wyjechaliśmy do celu naszej podróży po szesnastej. Jadąc średnio 70km/h dotarliśmy do mieszkania w Gizerii nad ranem, gdzie przywitał nas Maks.

Pozdro,
Arek.

Źródło: http://pskite.pl

Komentarze