Match Race Germany – ćwierćfinały

0
430

W niedzielę, od samego rana wiało bardzo mocno, a fala była wysoka i stroma. Wiedziałem, że nie są to warunki, które by nas w jakimś stopniu faworyzowały, mimo tego, że osobiście czuję się w takich bardzo dobrze. Żeby ujarzmić 40 stopową Bavarię tylko w piątkę, trzeba mieć duże doświadczenie w ściganiu się na jachtach kilowych tej wielkości i większych. Poza tym, załoga musi być zgrana, bo przy wykonywaniu skomplikowanych manewrów,,rąk na pokładzie” zawsze brakuje. Tu każdy ruch musi być kontrolowany i przemyślany, tu nie ma miejsca na jakieś niedociągnięcia, bo najmniejszy błąd jest początkiem katastrofy.  Trudno jest wymagać od załogi, która żegluje ze sobą pierwszy raz, aby od razu wszystko wychodziło perfekcyjnie i była w stanie równorzędnie rywalizować z zespołami mającymi wieloletni staż.

Mimo to Mathieu Richard musiał dać z siebie wszystko, aby nas pokonać i awansować do półfinałów. Szczególnie w drugim wyścigu, w którym wykonaliśmy bardzo dużą ilość zwrotów przez sztag i innych b. skomplikowanych manewrów.

obraz nr 1

Amazing shot from @cubeimages of Jablonski doing the big bear away @MatchRaceGermany

Górną boję rozpoczynającą kurs do mety okrążyliśmy tuż za nim i mieliśmy bardzo dobrą kontrolującą pozycję. Szanse na wygranie tego pojedynku były bardzo duże i jestem przekonany, że gdyby ta sztuka się nam udała to ostatni, decydujący mecz moglibyśmy również wygrać. Niestety popełnione przez nas małe błędy w trymie żagli umożliwiły Francuzom ,,odjechanie” na fali i zdobycie dystansu umożliwiającego im wykonanie zwrotu przez rufę na prawy hals w celu pożeglowania w kierunku mety. My zrobiliśmy ten sam manewr po jego nawietrznej stronie i wszystko wyglądało, że go ,,zrolujemy”, bo jego spinaker przestał pracować ,,przykryty” naszymi żaglami. W takim przypadku jedynym wyjściem Mathieu był manewr ostrzenia do linii wiatru, na który my musieliśmy tak samo odpowiedzieć, by uniknąć kary. Niestety tu zabrakło doświadczenia załogi w sposobie trymowania żagli przy tak silnym wietrze, co spowodowało, że ,,zaparkowaliśmy” na chwilę a Francuzi odpadli i pożeglowali niezagrożeni już w kierunku mety.

Ogólnie jestem bardzo zadowolony z tego co pokazaliśmy w Langenargen, biorąc pod uwagę nasz ,,staż”, to, że ja startuję tylko 2 razy w roku w regatach meczowych i nasz praktycznie absolutny brak przygotowań. Odnieśliśmy tam kilka bardzo cennych zwycięstw nad rywalami z samego topu match racingu, stoczyliśmy wiele bardzo zaciętych pojedynków, które przegraliśmy minimalnie a co najważniejsze zdobyliśmy cenne doświadczenie.

Aktualne informacje o dalszym przebiegu rywalizacji na http://www.wmrt.com/

pozdrawiam już z Łupstycha,

 

Match Race Germany – dzień III

Przebieg dzisiejszej rywalizacji miał decydujący wpływ na awans do ćwierćfinałów. My po pierwszym wygranym wyścigu niestety przegraliśmy następny z niemiecką załogą Philipa Buhla. Pewnie kontrolowałem fazę przedstartową ale niestety błędnie oceniłem dystans do boi i musieliśmy odrobinę zwolnić przed sygnałem startu, co spowodowało stratą dystansu do rywala, który startując po naszej nawietrznej stronie kontrolował sytuację do layline. Na tej krótkiej trasie i przy równym wietrze wiejącym z siłą ok. 5-6 węzłów nie było możliwości wyprzedzenia.

Po tym przegranym wyścigu wiedzieliśmy, że nasze szanse na awans są prawie zerowe i musiałby wydarzyć się cud abyśmy awansowali. Do rozegrania zostały jeszcze dwa flighty i wiadomo było, że będzie ciasno. Po zakończeniu rundy Round Robin okazało się, że taką samą ilość punktów co my mają Morvan i Robertson. W związku z tym, że Morvan pokonał Nowozelandczyka a my z kolei jego, o awansie zadecydował fakt, kto pokonał Williamsa, zwycięzcę tej serii. Tej sztuki dokonaliśmy tylko my i to dało nam możliwość dalszego ścigania się w MRG.

obraz nr 2

Pamiętam doskonale pojedynki z Mathieu stoczone jeszcze przed 12 laty. On i jego załoga do tej pory żeglują w tym samym składzie… a dla nas są to pierwsze regaty.

Jutro zmiana pogody, znowu deszcz, zimno i słaby wiatr. Na pewno łatwo nie będzie.
Pozdrawiam
Karol Jabłoński                                                                                                                                                           

 

Match Race Germany – dzień II

Dzisiaj mieliśmy bardzo ciężki dzień w biurze. Wiedzieliśmy, że tylko poprawne żeglowanie i zwycięstwa przedłużą nasze nadzieje na awans do ćwierćfinałów. A przeciwników mieliśmy dużo trudniejszych niż wczoraj!!!

Francuz Morvan, Williams (4 krotny mistrz świata) i Minoprio (mistrz świata) to najwyższa półka no i Swinton, który mimo swojego młodego wieku wygrywał  regaty WMRT.

W pierwszym wyścigu wygraliśmy start i pożeglowaliśmy w lewą stronę trasy, która wydawała nam się korzystniejsza. Na pierwszym crossie mieliśmy przewagę około 2 długości nad Francuzem, którą powiększaliśmy i nie daliśmy szansy rywalowi.

W drugim ze Swintonem mimo kontrolującej pozycji w fazie przedstartowej wybraliśmy prawą stronę trasy, która okazała się mniej korzystną. Oddaliśmy ten wyścig bez walki… robiąc bardzo głupi błąd strategiczny. Po prostu trzeba było pożeglować z rywalem w lewą stronę i wszystko byłoby OK.

Pętla na szyi zaciskała się coraz bardziej….

Wyścig z Williamsem to dobra faza przedstartowa, w której po mało typowym zagraniu taktycznym udało nam się  uzyskać pełną kontrolę nad zaskoczonym przeciwnikiem.  Rywal przekroczył linię startu ok 15 sekund za nami. Mimo tego, że odległość między jachtami nie była większa niż dwie długości jachtu tzn. ok. 25 metrów i doświadczona załoga atakowała bardzo mądrze, my nie popełniliśmy żadnego błędu i wygraliśmy ten bardzo ważny mecz.

obraz nr 3

W fazie przedstartowej z Minoprio na tzw. dial up-ie zostaliśmy ukarani karą…. Adam był też zdziwiony decyzją sędziów, bo flagę podniósł tylko pro forma, ale widać, że czasem to funkcjonuje.

Na pierwszym crossie załoga nowozelandzka miała małą przewagę. Po starcie stanęliśmy na chwilę w strefie z mniejszym wiatrem, co przy sporej fali zaskutkowało stratą szybkości. Mieliśmy trudne zadanie do wykonania, musieliśmy minimalizować straty i być blisko rywala, starając sprowokować go do błędu. Perfekcyjnie rozegraliśmy drugą halsówkę, po której okrążyliśmy górną boję tuż za rywalami zajmując dobrą pozycję do ataku. Widziałem, że Adam jest lekko zdenerwowany faktem, że tak mocno skróciliśmy dystans. Czując nasz oddech na swoich plecach wykonał zwrot przez rufę na prawy hals ale jakieś 3 długości jachtu powyżej layline. My zamieniliśmy strony i zajęliśmy mocną taktycznie pozycję po zawietrznej stronie uniemożliwiając rywalowi zrobienie  ponownego zwrotu w kierunku mety. Popłynęliśmy powyżej niej, zrzucając sprawnie spinaker i zajmując idealną pozycję do wykonania kary, tzn. zwrotu przez sztag i odpadnięcia do półwiatru w taki sposób, aby zakończyć ten manewr przed Kiwi, którzy wykonali zwrot przez rufę. Jest to tylko pozornie bardzo proste i rzadko się to udaje. Ale my to zrobiliśmy w sposób perfekcyjny i wygraliśmy wyścig dający nam nadzieję na ćwierćfinały.  Ta sytuacja była obserwowana przez wielu żeglarzy i otrzymaliśmy wiele gratulacji za tę ,,specjalną akcję”.

Obecnie mamy 4 punkty, jutro żeglujemy dwa mecze z teoretycznie słabszymi załogami i jak je wygramy, to raczej powinniśmy być w ćwierćfinałach. Będzie na pewno b. ciasno bo jeszcze inne 3 załogi mają po 4 punkty….

tylko 1 przejdzie dalej.

Pozdrawiam,

Karol Jabłoński

 Match Race Germany – dzień I

Rozegraliśmy 5 wyścigów przy słabym wietrze, w których te cięzkie Bavarie wyposażone w foki żeglują bardzo wolno i trzeba się do tego przyzwyczaić.

Na pierwsze 3 wyścigi wylosowaliśmy najwolniejszy jacht, który też mieliśmy przed rokiem. Zero czucia na sterze, bardzo płaski, otwarty grot przy luźnym achtersztagu. Mimo to udało nam się wygrać z Hansem po bardzo dobrym starcie i poprawnej żegludze. Wyścigi z Richardem i Robertsonem były zacięte, szczególnie fazy przedstartowe,  w których wyglądało że nasi rywale są w poważnych tarapatach a my kontrolujemy sytuację wysyłając ich na statek KR. Ale jakimś cudem na dosłownie 1-2 sekundy przed startem udało im się uwolnić z prawie beznadziejnych sytuacji. Było to frustrujące, tym bardziej że potem na krótkiej trasie bardzo trudno było skutecznie zaatakować, tym bardziej, że wszyscy rywale są bardzo doświadczeni. Mimo negatywnego bilansu 1:4 szanse na awans nadal istnieją.  Jutro musimy pożeglować po prostu lepiej, a przede wszystkim skuteczniej i wiem, że nas to nas stać.

Więcej informacji i wyniki na www.wmrt.com

 

Pozdrawiam,

 

obraz nr 4
W porcie są już jachty na których jutro rano będziemy mieli możliwość pożeglować przez 3 godziny i doprowadzić do perfekcji nasze manewry.

Bavaria 40 Match jest jachtem, którego załoga składa się z 8 żeglarzy. My musimy ujarzmić ją w piątkę. Nie jest to łatwe zadanie biorąc pod uwagę wielkość żagli co przekłada się bezpośrednio na siły panujące na falach i szotach. Biorąc pod uwagę fakt, że w match racingu wykonuje się bardzo dużo manewrów, to siła fizyczna załogi i jej zgranie mają decydujące znaczenie.

Jestem przekonany, że mimo sporego deficytu w startach i treningach będziemy bardzo niewygodnymi przeciwnikami dla bardzo doświadczonych załóg, startujących od lat w regatach World Match Race Tour.

Pozdrowienia z Langenargen, gdzie przygotowania do tego wielkiego wydarzenia żeglarskiego powoli dobiegają końca.
 
Karol Jabłoński

Komentarze