Mantra Asia – Włoszczyzna

0
235

31.05. – po jednodniowym pobycie w Bari, mieście królowej Bony, żeglujemy dalej Adriatykiem ku Słowenii, gdzie w Portoroz 3go czerwca ma nastąpić oficjalne zakończenie naszego rejsu i zamknięcie trzeciego wokółziemskiego kółka przez mantrę ASIA (a także mantrę ANIA, która płynie razem z nami).

Wiatr słaby, więc uprawiamy moto-sailing. W dzień słońce pali, temp. 29*C, woda 20*C, ale w nocy chłodno. Adriatyk, trzeba przyznać, to najczysciejsze morze po jakim żeglowaliśmy w naszym rejsie; nic nie pływa w wodzie, żadne plastiki, butelki, żadne klapki – mimo, że i spory ruch statków (w tym liczne kutry), i morze wąskie, a po obu stronach rozwinięte przemysłowo-turystycznie kraje.

W Bari ładne stare miasto, szereg pięknych kościołów z okresu normańskiego (czyli XII w.), w nich niecodzienne rzeźby (m.in. Ostatnia Wieczerza z Chrystusem siedzącym z boku – a nie w centrum jak u Leonarda), i rzeźbione elemnty architektoniczne, przedstawiające różne potwory (m.in. lew pożerajacy człowieka) – jak rzygacze z paryskiej Notre Dame, tylko starsze. No i okazały zamek Sforzów.

Królowa Bona, w przeciwieństwie do niesłusznie złej opinii w Polsce, cieszy się tu dużym uznaniem: była doskonałą władczynią, a siedzibę Sforzów, podupadający zamek z okresu normandzkiego zamieniła w okazałą renesansową rezydencje i nawet wystawiła tam kaplice ku pamięci swego męża, „Sigismundus, rei di Polonia”. Mimo to, w Bari nie wiedzą, ani co to włoszczyzna („verdura italiana? non lo so!”), ani nawet nie znają kapusty włoskiej…

Ciao! Asia i Alek

Komentarze