Małą mieczówką do Oslo

0
545

Za zgodą Jerzego Kulińskiego

Ewę Dziduszko i Waldemara Ufnalskiego znacie. To przecież laureaci Nagrody „ŻAGLI” w konkursie „Rejs Roku 2010”. Skoro byli w Holandii, to rejs do Oslo – rutyna. Co do takiego rejsu jest potrzebne? Dzielnośc i kwalifikacje załogi oraz odpowiedni jacht. Z tym ostatnim nie jest najlepiej – mieczówka Antila 22 (konstrukcja – Jacek Daszkiewicz) według mojej oceny nadaje się raczej do jeziorowego żeglowanka. Ma toto 6,67 m długości, 2,60 m szerokości i waży 1,4 tony. Jak się na czymś takim żegluje po morzu wiem dobrze – przecież „MILAGRO III” miał bardzo podobne wymiary. No cóż – Ewa i Waldemar żeglują na tym, na co ich stać. Jacht nie jest oklejony reklamami, czyli szlachetna formuła „na swoim, za swoje”.
No i jeszcze sprawa delikatna – oni naprawdę są „w sile wieku”. Przepraszam, podziwiam i gratuluję !
.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
—————————-
PS. tak się zastanawiam – niby dlaczego jestem „niezatapialny”?
Bo gdy mnie kiedyś tytułowano „nieprzemakalny” to wyczuwałem aluzję
———————————————-
Sprawozdanie z rejsu do Oslo – w dniach od 28 maja do 23 lipca 2014.

Niezatapialny Don Jorge,
W okresie 28 maja – 23 lipca 2014 wykonaliśmy rejs do Oslo jachtem „Ewą3” (Antila 22). Żeglowanie łączono z krajoznawstwem i turystyką rowerową. Oprócz spodziewanych emocji żeglarskich celem rejsu były: włóczęga pomiędzy szkierami zachodniego wybrzeża Szwecji i kontemplacja ich niepowtarzalnego krajobrazu, pozostałości po kulturze Gotów oraz samo Oslo i jego muzea (łodzie Wikingów, statki: „Fram” – Nansena i „Gjøa” – Amundsena oraz budownictwo drewniane Norwegii) oraz, tu i ówdzie, kilka „perełek krajoznawczych”.
obraz nr 1

Trasa rejsu prowadziła z Zalewu Szczecińskiego przez osłonięte wody niemieckie (Wolgast, Stralsund), wody duńskie od strony Bałtyku (brzegiem wysp: Falster, Møn i Zelandii), Sund i dalej zachodnim brzegiem Szwecji (Kattegat i Skagerrak) do Oslofjordu (na którego północnym krańcu leży Oslo). Wracaliśmy zbliżoną trasą. Ponieważ priorytetem było Oslo płynęliśmy do niego tak szybko jak na to pozwalał Neptun – pozostawiając sobie włóczęgę po szkierach i „krajoznawstwo” na drogę powrotną. W sumie przepłynęliśmy 1260 Mm (zmierzone na mapach nie licząc halsowania).
Przez pierwsze 5 tygodni Neptun nas kochał a Eol, Zefir i inni bogowie od wiatrów – tolerowali; wiało przyzwoicie (niestety bogowie często mylili kierunek i dmuchali nam „w mordę” lub przysypiali i była flauta totalna). W Oslo zacumowaliśmy po 15 dniach, wyłącznie dziennej, żeglugi; średni dzienny przebieg wynosił więc praktycznie 40 Mm co wymagało 10 – 14 godzin żeglowania.
W Oslo mieliśmy 7 dni wyprzedzenia „w stosunku do grafiku” (w którym przewidziane były również dni rezerwowe na przeczekiwanie zbyt silnych dla „mazurskiej mieczówki” wiatrów) i w drodze powrotnej „powłóczyliśmy się” po szkierach zachodniej Szwecji stając na noc w „portach naturalnych” – to „sam smak szkierów” a „mieczówką” można się wciskać w różne zakątki.
Mając zapas czasu „zaliczyliśmy” Lund (tzn. port Lomma), Malmö i kilka innych „atrakcji”; złożyliśmy też wizytę kopenhaskiej syrence (podczas naszego rejsu w roku 2010 syrenka była z wizytą w Szanghaju).
Rejs trwał 53 dni, w tym 7 dni przeczekiwaliśmy złe warunki. W przyszłym tygodniu na naszej stronie klubowej (http://www.jkpwwolica.waw.pl ) powinno ukazać się obszerne sprawozdanie z kompletem informacji i esejem historyczno – krajoznawczym; zapraszamy.
Ewa Dziduszko
Waldemar Ufnalski

Komentarze