Sputnikiem dookoła Ziemi – Katiu

0
148
obraz nr 1

– I to jest właśnie życie! Czyż nie jest cudownie?! – Roześmiany Daniel przekrzykiwał szum gorącego wiatru i opon na pace ciężarówki pędzącej po jedynej na Katiu drodze biegnącej skrajem rafy. Dzieliliśmy się zawartością ostatniego kokosa z rumem, który Daniel zabrał z plaży po zakończonym pikniku. Słona bryza o zapachu jodu i spalonej słońcem roślinności rozwiewała jego długie, siwe włosy.
Wymieniliśmy z Karoliną spojrzenia i wiedzieliśmy, że to jest właśnie ta chwila. Jedna z tych, które naznaczają nasze życia na zawsze i które utrwalą się w pamięci wyraźnie niczym kadr z filmu, wzbogacony o każde wrażenie jakie wszystkie nasze zmysły potrafiły w tym jednym momencie wyłapać.
– Musicie tu wrócić! – Krzyczał – Mój dom będzie na was czekał!
Oczywiście, że musimy tam wrócić. Nie mieliśmy i nie mamy co do tego cienia wątpliwości. Do Ciebie Danielu, Jean Marie, Michel i do was wszystkich, których imion nie mogliśmy spamiętać, a którzy okazaliście się dla nas serdeczni i wspaniałomyślni jak nasi najbliżsi, dawno nie widziani przyjaciele.

obraz nr 2

O Katiu dowiedzieliśmy się od polskiej załogi jachtu Indra, która żeglowała tędy w ubiegłym roku i poleciła nam to miejsce.
„Daniel z Katiu mieszka przy głównej ulicy, po prawej stronie, jakieś 500m od kei miejskiej, gdzie z resztą możecie zacumować. Statek z dostawą zapływa tam raz na 3 miesiące. Fota w załączniku, Daniel – drugi od prawej w razie wątpliwości. Jeśli uda Wam się dostarczyć mu od nas wino pozdrówcie go gorąco.” – pisał w mailu Huzar z Indry.
Mieliśmy czas by zatrzymać się tylko w jednym z wielu atoli i ten zdawał się spełniać wszystkie nasze wymagania. Nie pisali o nim w turystycznych przewodnikach, posiadał stosunkowo łatwe wejście i nie wymagał nadkładania drogi.
– Za cholerę nie wiem która godzina będzie najlepsza do wejścia do atolu. – Zwierzyłem się Karolinie dzień przed dotarciem na miejsce. – Czas wyliczony według locji brytyjskiej admiralicji różni się od tego liczonego według amerykańskich „Sailing Directions”. Obie kalkulacje opierają się o te same godziny wschodu i zachodu księżyca ale dają mi inne wyniki. To jakaś czarna magia. Najlepiej będzie jak dopłyniemy tam o świcie i poczekamy w dryfie, obserwując wodę w przejściu.

obraz nr 3

O świcie usłyszałem silnik motorówki dobijającej do kei tuż obok Sputnika III. Wysiadł z niej uśmiechnięty gentleman w szortach, kapeluszu i markowych okularach o niewątpliwej posturze prezesa. Pierwsze kroki skierował w moją stronę w celu przywitania niespodziewanego gościa.
– Pan Michel jak się domyślam! – Przejąłem inicjatywę.
– Tak, skąd wiedziałeś?
– Chcieliśmy zwiedzić fermę pereł i siłą rzeczy dowiedziałem się o tobie. Mam na imię Mateusz a to moja rodzina, Karolina i Bruno. Miło nam cię poznać.
– Właśnie chciałem wam zaproponować wycieczkę więc świetnie się składa. Co powiecie na godzinę dwunastą? Wcześniej obiecałem żołnierzom, że ich oprowadzę. Będziecie następni.
– Wspaniale! Zatem do zobaczenia w południe.
Chwilę po tym jak Michel odpłynął z żołnierzami, kolejny gość podszedł do jachtu.
– A ty na pewno jesteś Daniel! – Zawołałem rozpoznając mężczyznę ze zdjęcia przesłanego przez Huzara. – Zapraszam na pokład, mam dla ciebie gorące pozdrowienia i butelkę brandy. Miało być wino, ale niestety wyparowało… Kawa czy herbata?
– Poproszę kawę. Chciałbym was zaprosić do siebie na kolację. – Od razu zaproponował uśmiechnięty pan po sześćdziesiątce, dolewając sobie do kawy kapkę brandy z otrzymanej butelki.
– Z wielką przyjemnością. W południe popłyniemy tylko zwiedzić fermę pereł i poza tym jesteśmy do dyspozycji.
– Michel to mój przyjaciel, bardzo chętnie popłynę tam z wami. Na pewno będzie wesoło!

obraz nr 4

– Dobre pytanie. Każdy sezon zbiorów jest inny i nigdy nie ma gwarancji sukcesu, ale zazwyczaj na tysiąc zaszczepionych ostryg trzysta odrzuci jądro, dwieście w ogóle nie przetrwa, a pięćset wytworzy obraz nr 5

Wcześnie rano odwiedził nas lekko zmęczony wieczornym graniem Jean Marie. – Bierz maskę i płetwy, ruszamy na polowanie!
Razem z synem i przyjacielem Jean Marie wystartowaliśmy z plaży znajdującej się w środku miasteczka, ciągnąc za sobą pływającą skrzynkę na muszle i znajdującą się na niej całą baterię płaskich wkrętaków. Początkowo musieliśmy trochę pedałować płetwami, zanim dotarliśmy do najlepszej rafy koralowej. Prąd zaczynał powoli się wzmagać, ale nie na tyle, żeby przeszkadzać nam w polowaniu. Nurkowaliśmy w poszukiwaniu okazów o wielkości około dwudziestu centymetrów. Cała sztuka w łowieniu pahuy polega na tym, żeby szybko wbić śrubokręt w sam środek otwartej muszli zanim ta zdąży się zacisnąć, a następnie ruszać nim energicznie na boki by wyrwać muszlę z podłoża. Pod żadnym pozorem nie należy wkładać do muszli paluchów. Pahua ma niezwykle silny mięsień, który zamyka muszlę z ogromną siłą. Bywały przypadki, że największe sztuki, mierzące nawet około metra, zaciskały się na stopach i dłoniach nieostrożnych nurków, doprowadzając do ich utonięcia. Po prawie dwóch godzinach w podwodnym świecie nazbieraliśmy kilkadziesiąt muszli. Wystarczająco dużo na kolacje dla trzech rodzin. Mogliśmy kończyć wyprawę.
– Popłyniemy zaraz z prądem i na końcu wylądujemy przy nabrzeżu. – Instruował mnie Jean Marie. – Trzymaj się blisko mnie i płyń najszybciej jak potrafisz gdy będziemy przecinać w poprzek główne nurty prądu. W przeciwnym razie laguna wypluje cię do Pacyfiku.
Trwający kilkanaście minut ekspresowy przelot przez podwodne kaniony wspaniałej rafy koralowej, pełnej morskich stworów wszelkiej maści był jednym z moich najbardziej ekscytujących doświadczeń. Lot Supermana – byłby tu najbardziej adekwatnym porównaniem. Zmęczony i oszołomiony wdrapałem się na keję i długo nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą widziałem.

obraz nr 6

Partnerem rejsu „Sputnikiem dookoła Ziemi” jest Marina Kamień Pomorski. Rejs wspierają: Rodzina, Heniu, Sail Service, Crewsaver, Eljacht, Henri Lloyd, Elena – Kolagenum, Lyofood, Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego, Jacht Klub Kamień Pomorski i Miesięcznik Żagle.

Tekst: Mateusz Stodulski

Zdjęcia: Sputnik Team Bora Bora, 26.07.2017 r.

Komentarze