Karol Jabłoński – Les Voiles de St.Barth

0
883

 

W 6 edycji tych regat wystartuje około 80 jachtów, a ja w norweskim teamie Varg na wyczarterowanym TP 52.  Będzie to nasz trzeci start i wcale nie łatwiejszy jakby mogło się wydawać. Mamy sporą rotację w załodze, wczoraj byliśmy na pierwszym treningu, który pokazał wyraźną różnicę w wykonywaniu manewrów oraz szybkości jachtu.  Duża, stroma fala, która jest typowa tutaj i porywiste silne wiatry wcale nie ułatwiają żeglugi. Prognoza wiatrowa na cały tydzień jest stabilna 18 – 21 węzłów no i słońce…

Byłoby super gdyby jacht był nowszy, wszystko w nim funkcjonowało bez problemów a załoga silniejsza i lepiej zgrana, tak jak jest w amerykańskim zespole Vesper prowadzonym od lat przez Gavina Brady. Modyfikacja ich  TP 52 z 2011 kosztowała ponad 600 000 $….  Zaraz wyruszam na ostatni, krótki ale intensywny trening, na którym przede wszystkim będziemy ćwiczyć zmiany żagli.

Manewry te będziemy bardzo często wykonywać, ponieważ trasy wyścigów będą prowadzić wokół wielu wysp oraz stacjonarnych boi. Po południu przygotowanie techniczne jachtu do regat, sprawdzenie wszystkich kabestanów oraz systemów. Dla załogi będzie to długi wieczór.

 

 

Dzień I

To był bardzo długi i ciężki dzień. Na pokonanie trasy wyścigu o długości około 40 mil morskich potrzebowaliśmy 4 godziny i 30 minut.  Przy silnym wietrze, który jest prognozowany do samego końca trwania regat nasz jacht zbudowany w roku 2007 niestety jest dużo wolniejszy od dużo nowszych jachtów naszych rywali. Jest to związane przede wszystkim z różnicą w kształcie kadłuba, jego twardością oraz jakością masztu i żagli.

Rywalizujemy tu z załogami w pełni profesjonalnymi, gdzie sternikami są również zawodowi żeglarze i rywalizacja ta od samego początku jest nierówna, bo Ola dopiero uczy się sterować a załoga składa się z amatorów i gości właściciela.  Szanse byłyby bardziej wyrównane przy słabszym wietrze.

Mimo to radziliśmy sobie bardzo dobrze, jest progres i to jest najważniejsze. Miejsce 4 jest zadowalające i dziś będziemy walczyć dalej o lepszą lokatę. Nasz gol to trzecia, pozycja,więcej nie uda się ugrać, chyba że jakiś TP 52 ,,zahaczy’’ o skałę obraz nr 1

 

Rok temu na jachcie Near Miss wygrałem te regaty, ale wtedy należeliśmy do jednych z faworytów. I tak to wyglądało… 

Dzień II

Dzisiaj rozegralismy dwa bardzo wymagające wyścigi, sporo zmian żagli, okrążania wielu wysp i boi. Wiatr wiał z siłą 14- 18 węzłów i był bardzo niestabilny w kierunku i sile, szczególnie w drugim wyścigu, gdy trasa drugiego wyścigu prowadziła po zawietrznej stronie wyspy St.Barth. zajęliśmy 2×3 miejsce,co jest absolutnie naszym maxem.Boss zadowolony, my też, Jutro lay Day, zresztą bardzo potrzebny. obraz nr 3

 

 Dzień III

Dzisiaj pogoda przypominała regaty w Kilonii lub Anglii tylko z tą różnicą, że było dużo cieplej.  Chmury przykryły całe niebo i tylko czasami się rozpogadzało.

Rozegraliśmy tylko jeden 25 milowy wyścig, a pokonanie trasy zajęło nam około 3 godzin. Rozpoczęliśmy go bardzo dobrze i przy wietrze 12- 18 węzłów byliśmy bardzo blisko naszych szybszych rywali. Kiedy zbliżaliśmy się do boi zwrotnej , zaczął padać intensywniejszy deszcz a wiatr skręcił o ponad 50 stopni w lewo i osłabł do 10 węzłów.

Zaczynało się robić ,,ciekawie’’, szczególnie w momencie kiedy postawiliśmy genackery a w pobliżu skalistych brzegów wyspy fala odbijając się od nich była bardzo duża i nieregularna. Wszystko wyglądało OK do momentu kiedy wiatr prawie zupełnie osłabł i nasz stary A2, bardzo okrągły w kształcie  prawie nie pracował. Niestety w ,,garderobie’’ tego wyczarterowanego TP 52 nie ma genackera A1, który byłby optymalny w tych warunkach. Nasi rywale uciekli nam właśnie na tym żaglu a mniejsze jachty dogoniły nas żeglując w silniejszym wietrze. To był decydujący moment  wyścigu i zdawałem sobie sprawę, że tej straty nie da się już odrobić, tym bardziej, że byliśmy coraz bliżej mety.

Miejsce 6 zrzuca nas na 4 pozycję w klasyfikacji generalnej naszej klasy. Jutro ostatni dzień regat i postaramy się powalczyć o ,,pudło’’.

 

Dzień IV

Dzisiaj przy wietrze od 17 i 22 węzłów, rozegraliśmy wspaniały 25 milowy wyścig, w którym mieliśmy ,,swoje’’ momenty, szczególnie na kursie z wiatrem i długiej fali jacht osiągał szybkość do 22 węzłów. Sporo zmian żagli wykonanych przez załogę praktycznie bezbłędnie i dobra żegluga pozwoliła nam przekroczyć linię mety na 3 miejscu i zostawić bardzo pozytywne odczucia po tej serii regat. Progres teamu oraz umiejętności sterowania Oli był bardzo duży i to jest najważniejszy powód do zadowolenia. W tych regatach od samego początku nie mieliśmy szansy na walkę o topowe dwa miejsca, które zajęły nowsze jachty klasy TP 52 z pełni profesjonalnymi zespołami. Miejsce trzecie było w zasięgu ale niestety wczorajszy wyścig pogrzebał szanse na ,,pudło’’. Stanęła na nim załoga jachtu Spookie, którą pokonaliśmy na BVI i co czyni tamto zwycięstwo jeszcze bardziej znaczącym.
Jutro wracam do domu, czeka mnie długa podróż. Pozdrawiam serdecznie

 

Na zdjęciu Ola T.Hox i ja, z którym mam nadzieję, że pościgam się w przyszłości

Pozdrawiam serdecznie.

 

 

http://karoljablonski.pl 

 

 
 

Komentarze