Jak żyć? Czarna dziura kiedy nie ma mapy. Za horyzontem statki wpadają w otchłań

0
440

 

Zbliżaliśmy się do Kornwalii i wkrótce czekał nas dłuższy przelot przez Zatokę Biskajską do Hiszpanii. Robiłem więc przegląd w szufladzie z mapami aby schować  mapy już „przejechane” a przygotować następny foliał na drogę do Gibraltaru. Te arkusze papieru były wówczas tak ważne, że trudno było sobie wyobrazić brak któregokolwiek.

Bardzo trudno było je zdobyć. Po Bałtyku pływaliśmy na mapach polskich; dostępne były w Biurze Hydrograficznym Marynarki Wojennej za złotówki. Każde wyjście poza Kanał Kiloński generowało poważny problem zdobycia map angielskich. Te były do nabycia za walory wymienialne, których oficjalnie nie posiadaliśmy i sprzedawane były w zasadzie tylko przedsiębiorstwom żeglugowym.

Nam pozostawała metoda „załatwiania” i w tym byliśmy dobrzy. W końcu wszystkie rodzaje partyzantki to nasze narodowe hobby. Każdy, komu udawało się czasem popłynąć trochę dalej miał jakieś znajomości albo wśród oficerów lub kapitanów zawodowych, albo bezpośrednio  w biurze nawigatora któregoś z naszych armatorów.

Gdy była już taka okazja to brało się wszystko co tylko chcieli dawać. Żeglarze cieszyli się wtedy dużą sympatią wśród zawodowych marynarzy i można było dużo uzyskać. W końcu nie było nas wcale zbyt wielu. Po tamtych czasach zostało mi do dziś w kącie na podłodze chyba ze sto kilo starych map papierowych z bardzo różnych stron oceanów.

Ale wróćmy na pokład i zobaczmy co mamy na dalszą drogę. A więc przeglądam, przeglądam, przeglądam… W końcu szukam gorączkowo w różnych innych miejscach gdzie na pewno nie ma prawa być żadnych map i wreszcie muszę się poddać. Nie ma. Na pewno nie ma żadnej Zatoki Biskajskiej. Brakuje prawie 500 mil trasy. Czarna dziura.

A mapa musi być. Nie było wówczas magicznego ekraniku z paroma klawiszami. Nie było gdzie wpisać pozycji końcowej do której chcieliśmy dopłynąć, wcisnąć ENTER i GOTOWE. Nic nam nie napisze jakim kursem dopłyniemy z każdej pozycji tam, gdzie chcemy. Był sekstant, chronometr i nie było takiej opcji aby linie pozycyjną narysować mazakiem na stole nawigacyjnym.

Mapę trzeba było narysować. A więc znalazłem jakąś inną mapę, która na odwrocie była dość czysta i miałem już wolne miejsce na wykonanie mojej siatki kartograficznej. Miałem też współrzędne aktualnej pozycji a także mogłem sobie wybrać taką pozycję docelową, która była trochę poniżej północno-zachodniego skraju Hiszpanii po drugiej stronie Zatoki.

Miałem więc różnicę szerokości geograficznej oraz wysokość mojej czystej karty papieru w milimetrach,  na której miała powstać moja siatka. To jest potrzebne. Każda minuta szerokości to jedna mila morska, ale nie są one równe sobie, tylko zależne od miejsca geograficznego (odległości od równika).

Na siatce kartograficznej Merkatora używanej do nawigacji mile morskie (minuty) są tym dłuższe im dalej od równika. Odległości wzajemne między południkami są natomiast równe sobie i zależne tylko od  skali mapy.

Na dole kartki rysuje się równoleżnik podstawowy, a po lewej stronie krańcowy południk. Ich przecięcie to punkt „A” , a nasza pozycja docelowa mieści się gdzieś blisko tego rogu. Obszar jest stosunkowo duży, więc  rysujemy na południku odcinki dziesięciominutowe, czyli ich sześć na każdy stopień szerokości (można je oczywiście jeszcze dalej podzielić)..

Długość każdego odcinka musi być tak obliczony w zależności od wysokości arkusza, aby zmieścił się nam cały przedział potrzebnych szerokości geograficznych.

obraz nr 1

Wystarczy odwrotna strona jakiejkolwiek mapy oraz proste przyrządy: cyrkiel, trójkąt, ołówek.

Na  dużym obszarze można rysować taką metodą graficzną równoleżniki co dwa stopnie (nie więcej z uwagi na zmieniający się wymiar mili morskiej). Odkładając np. sześć odcinków dziesięciominutowych uzyskamy odstęp jednego stopnia  szerokości w punkcie „B”.

Jeżeli przyjmiemy nasz równoleżnik podstawowy na szerokości 43o to z punktu „A”wyprowadzamy  półprostą pod kątem średniej szerokości między kolejnymi równoleżnikami, czyli 43o 30’.

Teraz z kolei przenosimy z południka nasze wrysowane odcinki dziesięciominutowe (cyrklem) na półprostą, a z niej prostymi równoległymi do południka na równoleżnik podstawowy. W ten sposób uzyskujemy odcinki dziesięciominutowe długości geograficznej na cały obszar od góry do dołu. Możemy je też skopiować teraz na całą szerokość siatki, czyli w prawo.

punkcie „B” przy przyjętych założeniach mamy równoleżnik 44i z tego punktu powinniśmy wyprowadzić kolejną półprostą, ale już pod kątem 44o 30’ aby uzyskać następny, czyli 45o . Teraz postępować będziemy odwrotnie. Na półprostej równolegle do południka  wyznaczamy określone wcześniej odcinki długości geograficznej z dolnej ramki i łukami przenosimy je na boczną ramkę.

Te kolejne odcinki szerokości dziesięciominutowej będą nieco dłuższe, gdyż nowa półprosta jest pod trochę większym kątem do równoleżnika. I w ten sposób rysujemy kolejny równoleżnik, i kolejny…  I tak możemy sobie narysować CAŁY ŚWIAT.

obraz nr 2

Za zgodą: http://zeglarstwo-kursy.pl/ 

Komentarze