Christian Liebergreen: marzenia się spełniają

0
538

Wyzwania i marzenia są indywidualne: niektórzy biorą udział w maratonach, inni wspinają się na szczyty, a pewien Duńczyk postanowił samotnie opłynąć świat. Za projektem stoi zdeterminowany i odważny młody człowiek. Nazywa się Christian Liebergreen, a jego celem było opłynięcie świata w małej żaglówce, non-stop, bez wychodzenia na ląd, zanim znów dotrze do domu – Danii. 

 

Christian H. Liebergreen, lat 29, urodził się w Svendborg. Zaczął pływać od 12 roku życia, gdy otrzymał pierwszą łódź. Od tego czasu pływał na Junker 22, który później został zastąpiony przez Sagitta 35 – Jonna. Jacht jest klasycznym projektem Sparkman-Stephens. Sagitta 35 wybudowano w Svendborg w 1972 roku i ochrzczono jako Jonna, po żonie poprzedniego właściciela. Na jachcie w latach 2005-2007 pływał syn właściciela i jego rodzina. Według Liebergreena, Jonna to jacht doskonały, bardzo bezpieczny i zdatny do żeglugi. 

Christian to przeszkolony nawigator. Podróżował sam po Kanadzie w wieku 17 lat, cyklicznie wokół Nowej Zelandii, spędził 26 miesięcy w północno-wschodniej Grenlandii w Sirius Patrol. Od ponad 10 lat marzył o tym, by opłynąć świat dookoła. Pomysł pojawił się po przeczytaniu książki „Samotny Żeglarz” – o człowieku, który pływał samotnie na długie wyprawy. Zafascynowany solową podróżą dookoła świata Christian od razu stwierdził, że to było wyzwanie, które z chęcią by podjął.  Liebergreen nie miał sponsora projektu. W trakcie przygotowań, oczywiście, skonsultował się z wykwalifikowanymi żeglarzami i ludźmi, którzy mają duże doświadczenie w solowej żegludze, dlatego czuł się dobrze przygotowany, na ile to jest zawsze możliwe.

Podróż, planowana od dłuższego czasu, miała trwać około 300 dni, start – 18 lipca 2012. Christian wyruszył ze Skagen mając przed sobą ok. 30 000 mil do przebycia. Zabrał na pokład sprzęt telekomunikacyjny, aby wysyłać wiadomości z podróży tak często, jak to tylko możliwe. Jego codzienne postępy można było monitorować za pomocą informacji o pozycji, automatycznie wysłanych kilka razy dziennie. Na stronie projektu Duńczyk prowadził blog i każdy mógł włączyć się do dyskusji, a Christian, w miarę możliwości, odpowiadał na posty i maile.

W trakcie podróży czasem doskwierała mu samotność. Jak przyznaje sam Liebergreen: „Brakuje mi bliskich, ale ma to dobre strony, bo po powrocie będziemy mieli lepszy kontakt. Tęsknię za żartami z przyjaciółmi i za moją dziewczyną, chociaż wysyła mi słodkie maile.”

Jeden z internautów zapytał Christiana o to, co robi, żeby nie zwariować, będąc samemu tak długo na morzu. „Mam kontakt z innymi poprzez wiadomości, to bardzo ważne. Chociaż czasem łapię się na tym, że sam siebie głośno pytam, czy jestem głodny, a następnie odpowiadam, że tak.”


Na początku grudnia 2012 r. Liebergreen podarował sobie w prezencie kalendarz adwentowy, szampon i koszulkę. Czekały go samotne święta. Ciekawie wyglądał jego świąteczny posiłek, składający się z konserw, konfitury, zrumienionych na tłuszczu ziemniaków, czerwonej kapusty i wina z czarnego bzu. Na deser zjadł migdały w czekoladzie. „Smakowało cudownie, nigdy nie zapomnę tego świątecznego obiadu.”

Na początku stycznia 2013 r. Christianowi udało się opłynąć Przylądek Horn. Pogoda, zgodnie z oczekiwaniami, była nieciekawa: było pochmurno, deszczowo i wietrznie. Miłą niespodzianką było to, że udało mu się porozmawiać z latarnikiem z Hornu, który chociaż nie był mistrzem angielskiego, zamienił z Duńczykiem kilka zdań.

Pod koniec lutego Liebergreenowi udało się przekroczyć Równik. Pogoda była na tyle sprzyjająca, że nawet pozwolił sobie na nurkowanie. „Duńczycy uważają, że rekiny tylko na nich czyhają w wodzie, ale to nie prawda. Żaden rekin nie był mną zainteresowany.”

Na początku marca pogoda była nieco burzowa i pewnej nocy spadła genua. Christianowi udało się ją ponownie wznieść, jednak przypłacił to wieloma siniakami. Przed sobą miał perspektywę przejścia Azorów i Cieśniny Gibraltarskiej. W okolicy Świąt Wielkanocnych zaskoczyło go gradobicie, które bardzo chciał sfilmować, ale mu się to nie udało. Wysokie fale i zmienne wiatry irytowały Christiana, ponieważ trudno mu było oszacować, kiedy dotrze do domu. Wydawało mu się, że najgorsze ma za sobą i udało mu się zrealizować swoje marzenie.

Jednak 4 kwietnia 2013 r. jacht Jonna stracił maszt w Kanale La Manche, na ostatnim odcinku drogi powrotnej do Danii, utknął przez to w Anglii i musiał zakończyć podróż. Po 260 dniach na morzu, gdy do pokonania pozostało mu mniej niż 600 mil, na wybrzeżu Devon 35-stopowy jacht uległ uszkodzeniu. „To stało się o zachodzie słońca. Wiał wiatr o sile 20 węzłów. Zszedłem pod pokład, by zagotować wodę na kolację, kiedy usłyszałem trzask. Wiedziałem, co się dzieje, ale liczyłem, że jednak to nie to, co mi się wydawało. Niestety maszt złamał się i spadł.” Znajdował się około 12 mil od Brixham, w poszukiwaniu spokojniejszej wody i lżejszej bryzy. Technicznie rzecz biorąc, Liebergreen ukończył swój rejs dookoła świata, choć nie było to wymarzone zakończenie.

Duńczyk liczył, że jacht zostanie naprawiony w Anglii, więc udał się do domu. Naprawa jednak zaczęła się przedłużać. Pół roku później okazało się, że dostawca, który wcześniej zaoferował pomoc, nie jest w stanie dostarczyć nowego masztu, ani go opłacić. Christian skontaktował się z firmą Selden Mast i zapytał, czy mogłaby pomóc w uzyskaniu nowego masztu w dobrej cenie. Dyrektor Søren powiedział nawet, że może go dostać za darmo, jeśli znów popłynie, ale „ani jacht, ani załoga nie była jeszcze gotowa”. Mimo wszystko Jonna zyska nowy maszt, ale trzeba jacht przetransportować do Danii.

Sorenstam zasugerował, żeby wysłać Jonnę do Danii na ciężarówce i chociaż z początku Christian był zdecydowanie przeciwny takiemu rozwiązaniu, po długich rozmyślaniach stwierdził, że to nie najgorszy pomysł. Z pewnością nie był to sposób, w jaki chciał, aby jacht dotarł do Danii. Nowy maszt ma zostać zamontowany na wiosnę 2014 r. i ma być nieco dłuższy od poprzedniego. Christian nie może się doczekać!

Rok 2014 zapowiada się bardzo pracowicie dla Liebergreena i już od stycznia dużo się działo w jego życiu. Zaczął prowadzić cykl wykładów w Skerninge, niedaleko Svendborg, jak również w Vallensbæk Sailing Club, którego został członkiem. Podczas wykładów Christian opowiada, jak sobie radzić, gdy nie ma innych ludzi dookoła, a oceany wyglądają tak samo z każdej strony przez niemal 260 dni. Wykłady są także o wierze w siebie i o tym, jak poruszać się w świecie bez sponsorów.

 

Szczegóły z podróży Christiana i jachtu Jonna znajdziecie na jego blogu: www.jonnadenmark.dk 

Tłum. Izabela Kaleta

Źródło: http://www.jonnadenmark.dk

Komentarze