Celują w olimpiadę – to już za rok na wodach Kanału La Manche

0
304

Są w tej materii spore szanse, gdyż trzech naszych najlepszych: po jednym w klasie „Finn”, i „Laser”, a także załoga „470” kobiet – wszyscy z morskiego klubu – mają szanse na kwalifikacje.

Ostatnią przed olimpiadą barierą będą eliminacje w dalekiej Australii, w Perth nad Oceanem Indyjskim, gdzie właśnie odbędą się kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich. Kto pomyślnie przejdzie przez te eliminacje, dostanie olimpijski paszport. Jak powiedzieliśmy wyżej, olimpijskie szanse naszych żeglarzy warunkuje w Pogoni cały cykl szkoleń. W tym sezonie trener Zbigniew Muraszko zrezygnował z prowadzenia klasy „Optimista”, na rzecz klas dwuosobowych „420” i „470”, oraz częściowo „Finna”. Pierwsza z tych klas jest jachtem dwuosobowym i służy głównie do szkolenia przyszłych załóg olimpijskiej klasy „470”. Nazwy klas pochodzą od długości kadłubów – pierwszy ma 420 cm, a drugi 470 cm. Powierzchnia żagla to odpowiednio 11 i 15 m kw. W listopadzie tego roku nastąpią także decyzje w sprawie udziału poszczególnych klas w następnych  igrzyskach olimpijskich (w 2016 r.). Mówi się o możliwości wprowadzenia klasy „29 maxi” dla kobiet i o likwidacji łodzi „Star”, a także – co wydaje się mało prawdopodobne – rezygnacji z udziału w igrzyskach „desek z żaglem”.

Zostawmy na razie te dalekowzroczne plany i popatrzmy na rewelacyjne wyniki żeglarzy szkolonych w Pogoni przez Zbigniewa Muraszkę. Znakomicie dotąd spisywali się młodzi zawodnicy w klasie „Optimista” – Tadeusz Kubiak, Ewa Ilska i Michał Gryglewski. Zdobywali na przestrzeni kilku ostatnich lat najwyższe medale na mistrzostwach Europy, a Agnieszka Skrzypulec uplasowała się na ME tuż za podium, na miejscu czwartym. Przez kolejnych osiem lat zdobywano złote medale Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. Ta młodzież już wyrosła, w wysokim stopniu poznała żeglarskie rzemiosło i siłą rzeczy przesiadła się do wyższych klas łodzi. Można tylko żałować, że Pogoń zaprzestaje szkolenia w kl. „Optimista”, gdyż jak dotąd była to kopalnia talentów.

– Trudno jest – mówi Z. Muraszko – prowadzić jednocześnie klasy młodzieżowe i seniorskie. Uważam, że tymi pierwszymi w większym stopniu powinno zająć się rozbudowywane obecnie Centrum Żeglarskie. Z chęcią podejmiemy w tej sprawie oraz z innymi młodzieżowymi klubami współpracę.

Ta koncepcja podziału na szkolenie przez poszczególne kluby odżywa nie pierwszy raz. Przed laty była już lansowana, ale kluby szkolące młodzież broniły się przed przekazywaniem najlepszych wychowanków do innych klubów, gdzie prowadzono wyższe klasy. Wszystko polegało na ocenie wyników, głównie w kategoriach młodzieżowych i za wynikami przyznawaną pulą gotówki. A wiadomo, że na żeglarstwie nie bardzo można zarobić. Trener Z. Muraszko, oglądając rozwiązania światowe, uważa również, że nasza kadra trenerska ma zbyt wiele obowiązków. W krajach odgrywających przodującą rolę w tej dyscyplinie, czołowych zawodników prowadzi kilku szkoleniowców. Jeden jest od trymowania (ustawiania i regulacji) żagli, inny od szkolenia ogólnego, jeszcze inny prowadzi zajęcia na wodzie. Nasza praktyka trenerska to zatrudnianie człowieka „orkiestrę”, który w jednym ręku trzyma kamerę i filmuje przebieg zajęć, w drugim ma gwizdek, przydałaby się jeszcze jedna para rąk do ustawiania boi oraz do kierowania motorówką. Taka jest nasza praktyka i tylko od wielkiego wysiłku trenera zależy prowadzenie zajęć na wysokim poziomie i w konsekwencji uzyskiwanie dobrych wyników. Miejsce pracy żeglarskiego trenera to motorówka i przyczepa, gdyż niemal ciągle jest w rozjazdach..

kpt. Andrzej Gedymin – „Kurier Szczeciński”

Komentarze