W pogoni za resztą – BoG z pokładu Skotchka

0
647

 

Najważniejsza impreza żeglarska sezonu zakończona. Wiem że zainteresowanie tymi trudnymi regatami było spore i trochę osób mi kibicowało, to pewnie jesteście ciekawi relacji z pierwszej ręki.

Sobota przed startem upłynęła na przygotwaniach – zmiana żagli/instalacja wytyku do genakera/ wynoszenie masy niepotrzebnych gratów,  pakowanie… taka mała masa roboty …udało się uwinąć w pół dnia – (Dzięki Marta z pomoc J )

 

W sobotę przestawiłem się do Mariny Delphia, z daleka widać że wioska regatowa tętni życiem. Dopływając już widziałem znajome twarze z poprzednich  regat, cumy odebrali Piotrek, Kuba  i Jacek (czyli Hadron, Bizzi i Quick) – zacumowałem w doborowym towarzystwie. Zaczął się wir wydarzeń, najpierw było szkolenie – pogadanka z zasad bezpieczeństwa – prowadzone przez Radka Kowalczyka – Radek podzielił się swoimi doświadczeniami z wielkiego świata regat na Mini, a zaraz po nim przypłyneła łódż ratunkowa SARu. Szef tej służby opowiedział nam jak wygląda ratowanie na morzu z ich strony, później ogladaliśmy z bliska łódź ratunkową ‘Wiatr’ – mam nadzieję że tylko w takich okolicznościach ją ogladam.

Jeszcze trochę przygotwań i wieczór nastał, a wraz z nim odprawa meteo, obiadokolacja, szybki drink i…  szybko spać .

 

Niedziela – dzień startu – śniadanie w wiosce, w kambuzie układam sobie po rąką kabanoski, i inne frykasy oraz robię sobie kanapki – są pod ręką przez najbliższe 2 dni. Oficjalne otwarcie regat , pamiątkowe zdjęcie i na wodę. Powoli wszyscy się ruszają.  

 

Start o 1200. Na 7 minut przed startem wszyscy zawodnicy stanęli w dryf, upamietniając Tomka Turskiego, który podobnie jak my, realizował swoje marzenia i oddał za nie życie.  Tuż po 12 mijaliśmy linie startu obierając kurs na Gotlandię. Wszyscy w grupie – pełny bajdewind – słońce …jedzieemy. Przez pierwszą połowę trasy zapowiadany bajdewind ponad 15 kt. Wspaniała żegluga – ulubiony wiatr Skotchka – dzielnie trzymamy się całej grupy. Niestety po kilku godzinach w miarę jazdy na północ – wiatr słabnie – a nasza prędkość wraz z nim. Niestety – lżejsze i dłuższe jednostki oddalają się na północ,  a my człapiemy L . Przed samą TSZ – czyli autostradą statkową na południu Gotlandii wpadam w kompletną ciszę. Dwie godziny czekam przed ‘routą’ na jakiś podmuch watru. Przeskakuję na jakiś szczątkowych podmuchach jeden kierunek ‘ruty’ i znomu cisza – stoję między dwoma pasmami TSZ – statki w jedną i druga stronę prują,  a ja się kiwam jak ta … bojka …

W końcu nad ranem  zaczyna lekko dmuchać z NE, a ja mozolnie pnę wzdłuż wyspy na północ. Wszyscy odjechali,  a  ja zwiedzam brzegi Gotlandii – cała nadzieja, że pod pasmami chmur więcej wieje, dużo ręcznego sterowania, aby wykorzystać jak najwięcej wiaru.   Lubię jechać wśród bezludnych krańców północnej Gotlandii – świeci słońce, a do boi coraz bliżej. Dotacie do boi zwrotnej Salvorev zajmuje mi prawie dwie doby – mijam ją w ciemną noc, księżyc jeszcze się nie pojawił, więc niebo jest usłane milionem gwiazd. 

Ustawiam waypoint gdzieś pod Helem – licznik pokazuje namiar 190…odległość  204 mile… 5kt .. to daje ok. 40godzin ..ech..ale, teraz to już nie ma co zawracać J . Genaker w górę i jedziemy. Wieje równo z pólnocy, Giienek jednak lubi wiatr trochę z boku, a autopilot którego nazywam „gdzie_ku..wa_płyniesz” nie lubi baksztagu – no nic, kombinujemy to z czym mamy i wychodzi, że na sobotę rano będziemy. Włączam kolejnego audiobooka i siadamy do sterowania.  W nocy słyszę jak po rosyjsku ktoś wywołuje moją pozycję – udaję że nie rozumiem i się nie odzywam. Koło południa mijam jakiś rozpadający się okręt wojenny, przelatuje helikopter bojowy, a następnie podpływa jakiś nowoczesny okręt i słyszę: „vessel on position 55… – this is Russian Warship please report” , ale po krótkiej gadce słyszę „You are clear” – „ok bye have good watch” – jedziemy dalej …

Następnej nocy przy zwrocie  genaker zawija się dookoła sztagu – zrzucam go mozolnie i porządkuje bałagan – zabawa w ‘zwrot’ zajmuje mi z 1,5 godziny – obrażam się na niego i  do rana jadę 0,5 kt wolniej na foku. Rano jednak genaker w górę i jedziemy ..do Helu zostało 40 mil. Wiatr zmienia na się powoli na bajdewind SW , powoli odzywa się Witowo Radio, i Straż graniczna – coraz bliżej mety. Niedaleko Helu widzę już 23 kt wiatru więc szybki ref na grocie – którego zdejmuję po dwóch godzinach. Koło Helu łącze sięz Zimorodkiem i Trygławem którzy akurat  kończą ClassiC Cup’a …wszędzie są przyjaciele.  Pędzę do boi GW, ciemna noc, a wokoło rozświetlona zatoka, płyną statki swoimi dróżkami, w żaglach ostry bajdewind… uwielbiam Zatokę ciemną nocą.  O 22.18 w asyscie motorówki Delphi mijam linię mety … skończyłem samotnie tak długą trasę – duża satysfakcja koniec – ponad 500 Mm – razem ze Skotchkiem mam kwalifikację na OSTAR J …(ale to jeszcze nie tym razem). Zwijam żagle i płynę do mariny. Wpływam do basenu, a tu słyszę z Nautiki ulubione „Smoke on the Water” – zupełnie zapomniałem że mogliśmy zamówić piosenkę na powitanie w marinie… czekają przyjaciele – gratulują, pomagają w cumowaniu  – te momenty zostają  w pamięci na zawsze.  Powitanie ostatniej załogi kończy regaty…  ale tak naprawdę ich nikt nie chce skończyć, opróżnianie baryłki z Quicka ciągnie się do 4 rano. 

 

Sobota mija na sprzątaniu jachtu (dzięki Magda za pomoc) ..wioski regatowej. W niedzielę już definitywny koniec – przestawiam się do NCŻ i Skotchek idzie spać.

Cieszę się że znowu wziąłem udział w Bitwie, najlepszy wiatr wiał co prawda tylko na początku ale i tak było fajnie. Męcząca żegluga z ogromną satysfakcją na mecie, podobnie jak we wspinaczce satysfakcja jest na końcu drogi.   Jeszcze jedna rzecz jest niesamowita – doping całej rzeszy znajomych, wszyscy patrzą w tracking i kibicują , wracam i okazuje się że w pracy wszyscy codziennie zaglądali na stronę yellow bricka – to naprawdę daje kopa. Następne takie emocje za rok, trzeba się zastanowić nad większym żaglem przednim na przyszły rok i już myśleć o następnej Bitwie.

Ogromne podziękowania dla Organizatorów którzy jak zwykle zapewnili super imprezę i klimat na który z utęsknieniem będę czekał cały rok.

Honorata, Dobrochna, Jacek, Krystian, Tomek, Radek – Dzięki.

Podziękowania dla jachtów osłonowych i ich załóg – Delphia V, Fujimo i Filmar IV  

Tomek Ładyko

 

Organizatorami BoG jest OceanTeam i Sklep Żeglarski Maristo.pl

 

Komentarze