Świnoujście – Hamburg Jesień 2012

0
148

Krótka relacja z pokładu s/y Kalispera, z tego co już za nami na trasie w kierunku Morza Śródziemnego 🙂

Załoga zaokrętowana, zakupy zrobione, pozostało tylko się wyspać i nad ranem wypływamy. 

Poranek przywitał nas lekko zachmurzonym niebem i delikatnym wiatrem z zachodu. Wszyscy pełni entuzjazmu oddawali cumy o 0730. Ja trochę mniej się cieszyłem, że pora wypływać, bo od dwóch dni wysłuchiwałem na radiu prognoz pogody w których cały czas motywem przewodnim były ostrzeżenia przed sztormem. Po zestawieniu polskich prognoz pogody ze stroną www.passageweather.compodjąłem decyzję, czas wychodzić. Sytuacja na morzu miała być następująca: wiatr zachodni do północno zachodniego 6-7 wzrastający na 8 w skali Beauforta. Już wieczorem wiatr miał słabnąć na 5-6 B, dlatego zdecydowaliśmy się pomęczyć na początku i później miało być tylko lepiej. Jak to w życiu bywa, prognoza prognozą, a życie życiem. Od samych główek portu wiało 25-30 węzłów, czym byliśmy dalej od portu tym wiatr się wzmagał aż osiągnął siłę 35-40 węzłów. Pogoda się ustabilizowała. Efekt był taki że na malutkim foku sztormowym łódka płynęła pod wiatr 6 węzłów. Kierunek wiatru też pozostawiał wiele do życzenia, odkręcił na północny i okazało się, ze jednym sensownym portem schronienia jest dla nas oddalone o 30 mil Świnoujście. Przez chwilę gdy wiało już ponad 40 węzłów ustawiliśmy się z wiatrem i mieliśmy na tyle dość tej stabilnej pogody, że podjąłem decyzję o powrocie do Świnoujścia. Na szczęście neptun okazał się łaskawy i wiatr zmienił kierunek na północno – zachodni i gdy tylko schowaliśmy się za wyspę Rugię, morze trochę się uspokoiło i zmieniliśmy kierunek na Sassnitz.
Podsumowując w ciągu doby pod wiatr udało nam się dopłynąć do portu oddalonego niewiele ponad 40 mil od Świnoujścia. A u jeszcze przed nami kawał drogi. O dziwo po sztormowej nocy i ciepłym prysznicu załoga w komplecie stawiła się na pokładzie o umówionej godzinie wyjścia. W Sassnitz staliśmy przy nabrzeżu zaledwie 6 godzin. Z portu wyszliśmy z fokiem sztormowym i 3 refami na grocie, w pięknym jesiennym słońcu. Tym razem wiatr był bardzo przyjemny i szybko okazało się że mamy za mało żagli, jednak po przejściu pierwszej chmury gradowej stwierdziliśmy, że się nie rozrefowujemy. Pomijając grad z deszczem i od czasu do czasu sam grad, przelot z Sassnitz do zatoki kilońskiej był bardzo przyjemny. Dodam jeszcze tylko, że temperatura odczuwalna przyjęła wartość w okolicach 5 stopni Celsjusza, ale do tego już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Nic tylko pływać. 
Po dwóch dobach dotarliśmy do Holtenau, wrót kanału kilońskiego. Nikogo nawet nie zdziwiła moja uwaga przed podejściem do keji żeby nie poślizgnąć się wychodząc bo może być ślisko na pomoście. Tak też było, bo lód bywa bardzo niestabilnym podłożem dla nóg. Kanał kiloński przywitał nas pięknym słonecznym niebem i gdyby nie liście spadające na pokład, nikt by nie doszedł, patrząc na zdjęcia z tego etapu rejsu, że mamy zaawansowaną jesień. 
Noc spędziliśmy w 1/3 kanału w Rendsburgu i dzisiaj niestety już w strugach deszczu i pod 20 węzłów wiatru płyniemy dalej przez kanał do Brunsbuttel. Czy ktoś zna odpowiedz na pytanie dlaczego w kanałach i na rzekach zawsze, lub prawie zawsze płynie się pod wiatr? Dobrą whisky obiecuję przywieźć z Helgolandu temu kto zna odpowiedź.
Plan na następne dni Hamburg.

 

Bartek Czarciński 

Komentarze