Kalisperą w kierunku Morza Śródziemnego Hamburg – Dover Listopad 2012

0
102

 

Po przejściu Kanału Kilońskiego, razem z rozpoczynającym się przypływem, rozpoczęliśmy ostatni odcinek rejsu do Hamburga. Co ciekawe na Łabie wiał północno – zachodni wiatr, a co za tym idzie mieliśmy bardzo przyjemną żeglugę wśród statków i boi. Na samym foku łódka płynęła nad dnem z prędkościami dochodzącymi do 8,5 węzła. Taki widok na GPS cieszy. Szczególnie jak się pływa na Bavarii. Po kilku godzinach cumujemy w Marine Wedel niedaleko Hamburga. Próba zatankowania ropy spełzła na niczym ponieważ stacja, akurat we wtorki okazuje się być nie czynna. Marina Wedel to miejsce gdzie normalnie cumuje około 2000 jachtów, tym większe było nasze zdziwienie gdy okazało się że połowa miejsc przy pomostach jest pusta. Po dokładniejsze analizie tablicy ogłoszeń okazało się, że wschodnia część portu jest czynna do 31 listopada. Dodam tylko że my przycumowaliśmy 30. Po kilku chwilach zjawił się havenmaster i potwierdził to co było napisane. Stać wolno nam jedynie do jutra, a później musimy się przeparkować do zachodniej części mariny, która czynna jest o 10 dni dłużej. A ja myślałem że Niemcy to taki morski naród, a tu się okazuję że już prawie wszystkie jachty w hangarach. Dobrze że chociaż prysznice i ciepła woda w nich, były otwarte. Następnego dnia po sprawdzeniu stanu wysokiej wody i zrobieniu zakupów wypływamy nad ranem zobaczyć co nas czeka na Morzu Północnym. Prognozy obiecują wiatr do 20 węzłów, na początku południowo – zachodni. Czyżby znowu miało nam się udać żeglować z wiatrem w dół rzeki. Łaba wita nas poranną mgłą i wiatrem z południowego zachodu. Na morze wychodzimy z korzystnym prądem odpływu i zostawiając po lewej burcie Cuxhaven korzystamy z dobrego, południowego wiatru i opuszczamy gościnne wody Łaby.

Morze północne wita nas jednak trochę mniej korzystnymi warunkami. Ponad 40 godzin zajmuję nam halsowanie się na ostatnią, niemiecką, wyspę fryzyjską Borkum. To niespełna 80 mil, okazuję się niezłą przeprawą przez ruchliwe wody podejścia do Kanału Kilońskiego. Wąska strefa ruchu przybrzeżnego i wiele torów podejściowych do portów, np. do Bremerhaven, nie sprzyja halsowaniu się pod 35-40 węzłów wiatru. Na małym foku w ciągu 12 godzin nocy, bo ciemno teraz robi się szybko, pokonujemy zaledwie 14 mil do celu. Nasza łódka nie lubi być przeżaglowana dlatego nie decydujemy się na dostawienie grota gdy nad ranem dalej wiej wiatr o sile 8 w skali Beauforta. Jakoś jednak płynąć trzeba. Do najbliższego bezpiecznego portu, do którego można wejść w każdych warunkach, czyli wspomniana wcześniej wyspa Borkum, pozostaje 50 mil, a tu jeszcze prąd przeciwny, my blisko brzegu, więc jego siła na poziomie 1,5 węzła. Do foka dołączamy 1800 obrotów silnika i zaczynamy żeglować 70-60 stopni do wiatru. Powiało optymizmem. Po 58 godzinach w morzu od wyjścia z Hamburga, docieramy do portu na wyspie Borkum. Wiatr zelżał dopiero następnego poranka tuż przed wejściem do portu. Załoga jednak dzielnie stawiła czoła trudnym warunkom, traktując, te 2 doby, jako okres adaptacji na listopadowym Morzu Północnym. Wiatr cały czas zachodni, a do Dover daleko. Borkum przywitało nas zamkniętym Haven kantorem, ale otwartymi prysznicami. Co okazuje się, jest dużą motywacją dla załogi do dalszej żeglugi na późno jesiennym Morzu Północnym. W Borkum pozwoliliśmy sobie na odrobinę szaleństwa i całą noc spędziliśmy w porcie, na równej stępce. Korzystna dla nas, ze względu na silny prąd na wyjściu, wysoka woda wypadała o godzinie 14 więc o 1330 załoga w komplecie, gotowa była do wyjścia. Prognozy tym razem łaskawie, zapowiadały wiatry z kierunków południowych i wschodnich. Tak też było przez następne 48 godzin. Sprzyjające warunki spowodowały, że ominęliśmy, kuszący, Amsterdam i kontynuowaliśmy rejs w kierunku Belgii. Dzisiaj dotarliśmy do dużego portu handlowego Zeebregge. Upałów nie było, po drodze trochę gradu, ale czuć że kierujemy się w stronę łagodniejszego klimatu bo temperatury bardziej znośne. 219 mil udało nam się przepłynąć w 48 godzin, cały czas do celu, co pokazuję, jak bardzo różni się pływanie z wiatrem w stosunku do orania morza pod silny zachodni wiatr. Przez pierwsze 58 godzin przelotu z Hamburga do Borkum w rzeczywistości zrobiliśmy 240 mil a do celu jedynie  120. Jutro czeka nas kolejny odcinek, do Dover choć to jedynie 80 mil to wiatr znów odkręcił na zachodni.   

Kpt. Bartek Czarciński  MORKA

Fot. Rainer Blumenstein

Komentarze