Porady Morki: Jak zostać żeglarzem?

0
197

Szkoła Żeglarstwa Morka w tym roku obchodzi 10-lecie powstania i w związku z tym postanowiła podzielić się swoim doświadczeniem na łamach naszego portalu. Polecamy pierwszy artykuł z serii Porady Morki:

Jak zostać żeglarzem?

Żeglarstwo niejedno ma imię, ja zajmuję się żeglarstwem czysto rekreacyjnym. Prowadzę rejsy, od prawie 18 lat uczę żeglarstwa na wodach słodkich i słonych. Głównie ludzi dorosłych. Jestem instruktorem żeglarstwa w trzech organizacjach (PZŻ, ISSA oraz RYA) od 10 lat prowadzę własną szkołę żeglarstwa.

Nie będę rozpisywał się o szkółkach dla dzieci, ani o obozach żeglarskich dla młodzieży. Nie będę pisał o żeglarstwie regatowym – bo się prawie na tym nie znam. Napiszę natomiast o tym, jak dorosły człowiek może zostać żeglarzem. Kilka razy w roku mam kursantów, którzy nigdy wcześniej nie pływali, albo byli dawno temu ze znajomymi na rejsie, a teraz chcieli by samodzielnie nauczyć się prowadzić łódkę.

Odpowiedź teoretycznie jest bardzo prosta – musi zacząć pływać. No ale jak się nie ma wśród znajomych albo rodziny żeglarza, to sprawa trochę się komplikuję. A zakładam, że nasz kandydat ma ambicje i ochotę samodzielnie prowadzić łódki nie tylko na śródlądziu ale i na morzu. Czyli powiedzmy, że naszym zadaniem jest zrobienie ze szczura lądowego – prawdziwego wilka morskiego 🙂 A poważnie – dobrego kapitana, czy jak kto woli skippera.

Chyba największym problemem naszych czasów jest brak czasu. Ludzie wszędzie gonią, rzadko kiedy pracującym osobom udaje się zdobyć więcej niż jeden/dwa tygodnie urlopu na raz.

RYA(Royal Yachting Association) ma taki gotowy program szkolenia, nazywa się to Fast Track Yachtmaster (w wolnym tłumaczeniu – szybka droga do angielskiego kapitana) i np. w jednej ze szkół w Anglii trwa to 105 dni. Co prawda szkolenie jest podzielone na trzy moduły, ale to i tak ponad 3 miesiące szkolenia praktycznego i teoretycznego. Życzę każdemu, żeby mógł brać takie długie urlopy.

Oczywiście to i tak bardzo krótki okres szkolenia, gdyż żeglarz uczy się całe życie. Ja pływam od 20 lat i za każdym rejsem zdobywam nowe doświadczenie, uczę się czegoś nowego.

No dobra, ale po kolei, od czego ma zacząć nasz kandydat na skippera? Pierwszym krokiem jaki proponuję kandydatom jest kurs na śródlądziu. Przede wszystkim z dwóch powodów:

– Żeglarstwo śródlądowe jest u nas bardzo popularne, ze względu na jego dostępność. Praktycznie w każdym miejscu w naszym kraju mamy w niewielkiej odległości jakiś akwen, gdzie można popływać chociażby weekendowo czy popołudniowo. Zatem, po takim podstawowym kursie można zdobywać doświadczenie i ćwiczyć umiejętności w wolnych chwilach, nie tracąc cennego urlopu.

– Drugim powodem jest według mnie to, że łódki używane do tego typu szkoleń, są to przede wszystkim lekkie jachty, gdzie trzeba bardzo dobrze opanować pracę żaglami czy balastowanie. Duże, morskie jachty balastowe wybaczają wiele błędów.

Różnie kluby czy szkoły żeglarskie realizują takie szkolenia. Są to często kursy weekendowe, popołudniowe itp. Ja preferuję szkolenia weekend plus poniedziałek – piątek plus drugi weekend – ze spaniem na jachcie. Mam wtedy kursantów cały czas pod ręką i przez 9 dni szkolenia można dużo podziałać, a urlopu wystarczy tylko 5 dni wziąć.

Dobrze, żeby jacht, na którym odbywać ma się szkolenie był porównywalny z jednostkami możliwymi potem do czarteru. Czyli, żeby np. miał urządzenie do kładzenia masztów, rolfoka, silnik pomocniczy itp.

Można powiedzieć, że pierwsze koty za płoty i nasz kandydat na kapitana został już żeglarzem.

Kolejnym etapem jaki proponuję naszemu świeżo upieczonemu żeglarzowi jest samodzielny czarter jachtu lub udział w rejsie morskim. Często po kursach zdarza się tak, że na samodzielne czartery jedzie paru kursantów z danego kursu – jak to mówią co dwie głowy to nie jedna.

Po paru samodzielnych rejsach lub po udziale w rejsach jako załoga, przeważnie nasz kandydat sam dojrzewa do tego, żeby nauczyć się prowadzić coś większego.

W międzyczasie sugeruję żeglarzowi douczanie się na kursach teoretycznych – zwłaszcza zimą. Do dyspozycji są kursy nawigacji, obsługi radia, pierwszej pomocy itp. organizowane praktycznie przez większość klubów i szkół żeglarskich.

Kolejnym krokiem jest nauczenie się prowadzenia samodzielnie pełnomorskich rejsów. Najlepiej, żeby kandydat na skippera wcześniej odbył jako załogant kilka takich rejsów, wtedy zupełnie łatwiej przebiega nauka. W naszym kraju takie kursy „morskiego skippera” to szkolenia o nazwach „Sternik Jachtowy”, „ISSA Inshore lub Ofshore Skipper” oraz popularne szkolenia w Chorwacji „Voditelj Brodice”. Na takim szkoleniu oprócz nauki manewrówki na różne sposoby w portach uczy się samodzielnego planowania trasy i prowadzenia jachtu w morzu.

Kolejny etap i w zasadzie prawie ostatni to samodzielne prowadzenie jachtu po morzu. Często kursanci biorą czarter jachtu w tym samym terminie co mam jakieś rejsy i wtedy płyniemy w dwa lub więcej jachtów. Jak to mówią – w kupie zawsze raźniej! I teraz to już tylko kolejne rejsy, najlepiej samodzielne i zdobywanie doświadczenia. Dlaczego napisałem, że to prawie ostatni etap w szkoleniu dobrego kapitana? Bo z własnego doświadczenia wiem, że do tego, żeby być dobrym dąży się cały czas. Zawsze przyjdzie pomysł na zdobycie dodatkowej wiedzy i umiejętności (a może nauczyć się manewrować katamaranem, albo motorówką, albo nauczyć się astronawigacji itp.). Moim zdaniem ostatniego  etapu w nauce żeglarstwa po prostu nie ma. Ale im większe doświadczenie ma żeglarz, tym więcej wie na temat swoich braków i czego jeszcze trzeba się douczyć.

 

Czego życzę zawsze początkującym skipperom:

Początkujący skipper ma mało doświadczenia i dużo szczęścia. Musi zdobywać szybko doświadczenie, zanim mu się szczęście skończy.

 

Pozdrawiam i do zobaczenia na wodzie

Piotr Lewandowski

http://www.morka.pl/ 

Komentarze