CZESANIE SZWEDZKICH WÓD

0
618

Takie newsy są najcenniejsze, ponieważ nie tylko zawierają duży ładunek informacji praktycznych, ale i zachęcają „mazurantów”, aby się wreszcie odważyli.Włodzimierz „Bury Kocur” Ring  czesze wody  szwedzkie, tak jak Agata Trzaska – duńskieMnie oczywiście interesuje co i jak się zmienia. W relacji „Kocura” uderzyła mnie wzmianka o porciku  Västervik. Przystań, o której mowa ponizej, mimo upływu lat  – zapisała się w mojej pamięci marnie. Skusiła mnie informacja, że mają tam małą pływalnię. Pamiętam jakąś koszmarną konstrukcję bramki wejściowej, później szok termiczny, kiedy z Mietkiem Leśniakiem wskoczyliśmy do basenu. Woda była lodowata, choć pływający termometr wskazywał +18 stopni. Okazało się, że czerwony słupek temperatury był … namalowany. Kiedy po 24 godzinach postoju oddawaliśmy cumy – na pomoście warowała bosmanica z zegarkiem, pilnując abyśmy ani minutą nie zahaczyli drugiej doby. Nic dziwnego, że przystań świeciła pustkami.

Zastrzegam – coś takiego w Szwecji spotkało mnie tylko jeden raz.

„Kocurowi” dziękuję także w imieniu potencjalnych gości szwedzkich wód.

Kamizelki – oczywiście i zawsze !

Żyjcie wiecznie !

Don Jorge

————————-

PS. Wkrótce news o czesaniu Holandii

——————————————-

Witaj  Drogi Jurku

„Zarażony” przez Ciebie wiele lat temu bałtyckim pływaniem postanowiłem – podobnie jak w latach ubiegłych – obecny sezon nawigacyjny spędzić na ponownym eksplorowaniu szwedzkiego wybrzeża – tym razem ponownie szkierów Blekinge oraz Sztokholmu. Pozwolisz więc Jurku, że podzielę się z Tobą oraz czytelnikami SSI swoimi spostrzeżeniami tegorocznego pływania po Szwecji.

 

NAWIGACJA I POMOCE NAWIGACYJNE

Jak słusznie zauważyłeś w Swoich książkach – jest wręcz niemożliwe nawigować po szwedzkich szkierach w oparciu jedynie o „generalkę” Bałtyku jak również jedynie w oparciu o Twoje locje (mimo, że bardzo są praktyczne).

 

Dlatego do tegorocznego pływania po szkierach przygotowałem:

– aktualną C-Mapę Bałtyku z ploterem

– szczegółowe mapy papierowe całego wschodniego wybrzeża szwedzkiego

– aktualny szwedzki przewodnik po portach gościnnych GÄSTHAMNS GUIDEN (fotka)

– zestawienie bojek cumowniczych SXK (Svenska Kryssarklubben)

 

Pływając po wewnętrznych szkierach SE doświadczymy bowiem wszelkiej maści szwedzkich rodzajów oznakowania wód – są ich tutaj tysiące (!) – nabieżników dziennych i nocnych, latarni sektorowych, tyczek nawigacyjnych, kardynałek, staw głębokiej wody a także zaznamy frajdy pływania wśród tysięcy skał, wysp oraz wysepek – patrz fotki.

Podczas pływania w takich warunkach – mając załogę choćby dwuosobową – warto podzielić się pracą – wygodnie jest, jak jedna osoba steruje a druga prowadzi nawigację (na mapie lub C-Mapie) gdyż wykonywanie tego przez jedną osobę jest częstokroć niezwykle trudne ze względu na fakt, jak nietypowe i zaskakujące momentami jest pływanie po szkierach (patrz fotka/mapka C-Maps).

 

 

 PLAN REJSU

 

Tegoroczny swój rejs podzieliłem – ze względów urlopowych załóg towarzyszących mi w rejsie – na trzy etapy.

W pierwszym etapie przeskoczyliśmy z Adamem i Asią z Górek przez Hel, do Władkowa, Łeby, Svaneke, Christianse i dalej do Szkierów Blekinge do Karlskrony.

Nie będę opisywał powyższych tras gdyż było to do znudzenia wałkowane wiele razy.

Ze względu na mocne zróżnicowanie warunki pogodowe etap ten obfitował we wszystkie chyba „frajdy” pływania bałtyckiego – było i mocne „rzygano” świeżo upieczonej bałtyckiej załogi na wspaniałej dwumetrowej fali, ale były tez wspaniałe i niezapomniane nocne przeloty w mocno romantyczną noc…

Drugi etap to trwający właśnie rejs rodzinny – przejście z Karlskrony przez Kalmarsund do archipelagu Św. Anny oraz Sztokholmu i dalej na Alandy.

Trzeci etap to odcinek z wieloletnim moim przyjacielem Andrzej oraz Marcinem – żeglarzem ze Szkocji – odcinek ze Sztokholmu do PL (jeszcze przede mną).

 

Spróbuję w niniejszym opracowaniu zamieścić swoje uwagi i przemyślenia dotyczące dotychczasowej, tegorocznej włóczęgi szkierowej a także opisać kilka rzadko odwiedzanych przez polskie załogi miejsc – nie wiem czy za względu na fakt, iż nie leżą one na szlakach „bicia milimetrówek” czy też rejsów stażowych do Sztokholmu – niemniej, jeżeli ktoś ma duszę włóczęgi a także czas i ochotę to zapewne w miejscach tych odnajdzie urok przyrody a także spokój ducha.

 

 

 

CUMOWANIE W SZKIERACH

Planując pobyt w szkierach SE warto sobie uświadomić jak tam się cumuje lub kotwiczy. Można oczywiście korzystać z przeogromnej ilości portów (wymienionych lub nie wymienionych) w szwedzkim zestawianiu portów gościnnych (GÄSTHAMNS GUIDEN)  niemniej cumowanie w portach:

– jest kosztowne ( i to z roku na rok coraz bardziej – o czym będzie jeszcze mowa) 

– nie daje możliwości bezpośredniego kontaktu z krajobrazem szkierów a są one tak piękne, że grzechem byłoby cumować tylko w portach.

 

W szkierach na dziko cumuje się na trzy sposoby:

1. bezpośrednio do skałek

2. kotwicząc na dziko

3. wykorzystując bojki cumownicze

 

 

Ad 1.

Do skałek cumuje się na dwa sposoby:

– wykorzystując przygotowane wcześniej miejsca cumowania tzn, wbite w skałki elementy do cumowania typu np. kółka metalowe – cumuje się do owego kółka na skałce dziobem a z rufy rzucając kotwicę.

– wbijając w szczelinę skałki posiadane specjalne do tego przygotowane haki skałkowe (w PL można je kupić w szwedzkich marketach JULA) a z rufy odciągając się na kotwicy.

Charakter skałek w szkierach jest taki, iż skałka taka zwykle schodzi do wody dość pionowo w dół od razy przy krawędzi wody, więc nie należy się obawiać (ostrożnego oczywiście) podchodzenia do niej dziobem dla wysadzenia na nią osoby z liną lub hakiem i młotkiem – uwaga na oślizgłe skałki !

 

Ad.2

Cumując lub kotwicząc w szkierach należy sobie zdawać sprawę z głębokości wód wokół szkierowych. Bez posiadania naprawdę dobrych i dokładnych szwedzkich map lub dobrze działającego sonaru (nie echosondy) nie bardzo wyobrażam sobie bezpiecznego tam pływania oraz cumowania lub kotwiczenia.

 

Wybierając zatoczkę na nocleg „na dziko” musimy wziąć pod uwagę długość posiadanej liny lub łańcucha kotwicznego i – mając świadomość faktu, iż do naprawdę skutecznego kotwiczenia musi on być ok. 5 razy dłuższy niż głębokość, na której kotwiczymy – dopiero wtedy podejmujemy decyzję o wyborze miejsca do kotwiczenia.

 

Kotwicząc w szkierach – przed rzuceniem kotwicy – należy BEZWGLĘDNIE sprawdzić na mapie (a także na brzegu !) czy w miejscu przez nas wybranym nie jest położony żaden lokalny (pomiędzy-wyspowy) kabel zasilający – kabli takich jest naprawdę DUŻO i są one oznakowane na każdej dokładnej lokalnej mapie (nie na „generalkach”) a w miejscu jego przeprowadzenia w szkierach wystawiane sa na brzegach stosowne oznakowanie tablicą „KABEL” – fotka. Dla pływania w szkierach bardzo ale to bardzo pomocny będzie sonar (patrzący pod wodą do przodu). Dzięki niemu możemy na bieżąco korygować zaplanowany kurs pomiędzy wysepkami a także wybrać miejsce do kotwiczenia.

Osobiście pływając w szkierach mam go stale włączonego ze stale ustawionym alarmem głębokości na poziomie 2 m.

 

Ad 3.

Szwedzki związek „cruisingowy” (Svenska Kryssarklubben – www.sxk.se) wychodząc naprzeciw potrzebom swoich członków przygotowuje corocznie na terenie wybrzeży SE ok. 200 bojek cumowniczych dla jednostek pływających. Sa one specjalnie pomalowane na kolor ciemnoniebieski z bardzo wygodnym – górnym – uchwytem do cumowania. Wada korzystania z nich polega na tym, iż trzeba być członkiem SXK, aby mieć moralne prawo do korzystania z tych bojek (posiadają one napis „ONLY FOR SXK”). Bojki te wystawianie są ze składek członkowskich SXK a członkowie otrzymują w formie corocznych broszur spis miejsc wystawionych bojek z ich dokładnymi pozycjami geograficznymi.

 

Tu na marginesie mała dygresja – gdyby polski związek żeglarski – mieniący się być przedstawicielem polskiego żeglarstwa (?) wykonał dla polskich żeglarzy choć 10 % tego co SXK (za opłacane coroczne składki w wysokości 540 SEK / os. (tj. rocznie 260 PLN / os.) wykonuje dla poprawy bezpieczeństwa żeglarstwa szwedzkiego to poziom bezpieczeństwa zwiększył by się na wodzie w PL wielokrotnie …

Osobiście – jako członek SXK – niejednokrotnie korzystałem z tej bardzo wygodnej formy noclegu na dziko – fotka z cumowania na bojce.

 

W wielu zatoczkach wystawiane są także prywatne bojki przez lokalnych ich właścicieli i do bojek takich NIE NALEŻY absolutnie cumować – jest to nieeleganckie i niezwykle niemiło widziane ! Znając z autopsji w/w sposoby cumowania w szkierach oraz przygotowując się do tegorocznego rejsu sprawdziłem przede wszystkim posiadanie haków do cumowania w skałkach oraz działanie sonaru.

 

AUTONOMIA PŁYWANIA

 

Woda.

Włócząc się po szkierach SE musimy posiadać stosowny zapas wody pitnej i użytkowej na przynajmniej 2/3 dni pływania. Kłania się tutaj przygotowanie wcześniejsze albo stacjonarnych zbiorników wody pitnej albo przynajmniej kanistrów przenośnych.

Wodę uzupełnić można niestety nie w każdym porcie. W wielu marinach położonych na wyspach nie jest udostępniana woda do zatankowania do jachtów, dlatego nie od rzeczy jest wykonanie w jachcie instalacji wody zaburtowej dla zmywania naczyń, gdyż jak pokazuje praktyka – właśnie na zmywanie zużywamy na jachcie najwięcej wody.

 

Prąd

Przygotowując się do przebywania w szkierach przez dłuższy czas dobrze jest przemyśleć swoje elektryczne źródła zasilania dla potrzeb odbiorników – oświetlenia, działania pomp, lodówki, (elektrycznego WC – ?) …

Nie od rzeczy jest wcześniejsze zaopatrzenie się w np. w fotoogniwa lub generator wiatrowy – oba źródła zasilania warte są wcześniejszego przemyślenia i zainstalowania ich na jachcie, gdyż w szkierach nie wszędzie będziemy mieć do dyspozycji w portach pełne wyposażenie w rozdzielnice elektryczne a jeżeli już naprawdę chcemy powłóczyć się tam z noclegami na dziko to zapewnienie sobie alternatywnego źródła zasilania w prąd jest wręcz nieodzowne i konieczne.

 

Osobiście na własnym jachcie zainstalowałem w tym roku generator wiatrowy i bardzo sobie pomysł ten chwalę. Już od siły wiatru 5 m/s doładowuje mi on baterie użytkowe prądem > 1 A, a przy wietrze > 7 – 10 m/s otrzymuje prąd doładywywujący owe baterie prądem powyżej 2 – 3 A. Jeżeli chce się więc zachować autonomię pływania nie w oparciu o codzienne doładowywanie akumulatorów w portach (koszty) instalacje powyższe warte są zachodu.

 

WARTE POLECENIA NIEKTÓRE MIEJSCA DO CUMOWANIA

Jak pisałem wcześniej – miejsc wartych odwiedzenia są w szkierach tysiące, ale opiszę tylko kilka – tegorocznie przeze mnie zwiedzonych a co do reszty – to zapraszam wszystkich do szkierów osobiście (naprawdę WARTO.)

Pierwszy – licząc od Bornholmu polecany przeze mnie postój w szkierach Blekinge tzn. w najbliższych nam z PL zachodnich szkierach Karlskrony, które warte są odnotowania to Jarnavik i okolice..

Jarnavik to mała osada położona w końcu dość długiego i niezwykle przyrodniczo ciekawego i malowniczego szkierowego fiordu Blekinge.

Znajduje się tam bezpłatny port administrowany przez „Karlskrona Kommun” i płaci się w nim tylko za prąd. Woda + WC jest gratis.

Dla „smakoszy” przyrody dodam tylko, iż krajobrazy okolic dojścia do Jarnaviku naprawdę warte są trudów dopłynięcia tam – patrz fotka.

Współrzędne portu Jarnavik to: 56 st. 46” 729 oraz 017 st. 29’ 869.

Drugim miejscem wartym odwiedzenia w szkierach Blekinge to wyspa Tarno ( 56 st. 46’ 730 N oraz 017 st. 29’ 898 E).

Od północy wyspy tej znajduje się bardzo dobrze osłonięta zatoczka z bezpłatnym pomostem a także z naprawdę dobrym kotwicowiskiem. Wyspa warta jest odwiedzenia ze względu na znajdujące się na niej bunkry z czasów „zimnej wojny”.

 

Następnym wartym odwiedzenia miejscem w szkierach Blekinge to znajdująca się niejako po drodze do Jarnaviku wyspa Tjaro będąca rezerwatem przyrody – w jej wschodniej części ( 58 st 46’ 730 N oraz 017 st 29’ 899 E) znajduje się przeurocza zatoczka z bezpłatnym pomostem do cumowania a ze względu na niezwykle wysokie szkiery tam występujące (ok. 30 metrów) wyspa naprawdę warta jest odwiedzenia. Miejsc godnych polecenia mamy w szkierach Blekinge jeszcze setki, jeżeli nie tysiące także na chwilę zostawiamy gościnne wybrzeże Karlskrony i popłyńmy na północ.

 

Z Karlskrony płynąc do Sztokholmu po minięciu Kalmarsundu wchodzimy w wewnętrzne szkiery archipelagu Św. Anny. Na włóczęgę po tej części Szwecji przeznaczyć warto na tyle dużo czasu, aby nie psuć go sobie koniecznością pędzenia morską – zewnętrzną – częścią szkierów na przełaj Bałtyku do Sztokholmu i zdobywaniem na siłę Bóg wie ilu mil a oddać się degustacji wewnętrznych tras szkierowych.

 

Dla prostego porównania – różnica pomiędzy pędzeniem po morzu do Sztokholmu a przejście tej samej trasy szkierami wewnętrznymi jest taka sama jak pomiędzy wypiciem duszkiem podłego najtańszego wina a delektowaniem się dobrym jakościowo oryginalnym francuskim szampanem.

 

Tutaj zastanowiłem się – co pisać dalej gdyż szkiery Sztokholmu to w linii prostej do Alandów ok. 150 mil przecudownego wynaturzenia przyrody tyle, że dla skosztowania tej przyrody nie należy oglądać ich od strony morza a zanurzyć się w ich urocze wewnętrzne przejścia. W wewnętrznych tych szkierach spotkaliśmy tysiące jachtów wszelkich chyba europejskich narodowości z wyjątkiem … polskich.

Sorry – w podejściu do Marin Arkö spotkaliśmy JEDEN jacht ze Szczecina.

 

Być może jeszcze gdzieś tam pływały po szkierach jakieś jachty pod biało-czerwoną banderą ale w zalewie pływających tam tysięcy jednostek szwedzkich, duńskich, niemieckich, francuskich i holenderskich, amerykańskich czy tez kanadyjskich – zginęły one – niestety – w ich tłumie.

Czy to wynika tylko ze zbyt napiętych terminów rejsów krajowych czy też zbyt małego rozpropagowania tych akwenów w Polsce ?

 

Powtórzę wiec raz jeszcze – miejsc, które warto odwiedzić i zobaczyć w szkierach jest tutaj tysiące – wysp, wysepek oraz zatoczek. Niektóre z nich są zamieszkałe, niektóre całkowicie bezludne, ale wszystkie są przeuroczo kamieniste.

 

Warto np. zapłynąć w bok od szlaku głównego do Västervik tyle, że w nie polecam (Jurku wybacz) przez Ciebie sugerowanej w „Wybranych Portach Bałtyku” – Mariny „Blå Kustos Marina” natomiast zdecydowanie sugeruję leżącą tuż obok (1,5 kabla dalej Marinę Klubową WSSA (Westerviks Segelsällskap Wikingarna – 58 st 46’ 729 oraz 017 st 29’ 884) – (patrz fotki) – gdyż zamiast 290 SEK w tej pierwszej – w tej drugiej marinie zapłaciłem tylko 150 SEK za te same usługi. (prąd, woda, WC, prysznic).

 

Tak na marginesie – pływając po Szwecji warto naprawdę poświecić wcześniej przysłowiowe 5 minut na sprawdzenie w katalogu marin gościnnych GÄSTHAMNS GUIDEN (fotka) ceny marin i ich usług, gdyż powyższy przykład dobitnie świadczy, iż nie należy stawać w pierwszej z brzegu Marinie. Sytuacja taka powtarzała się potem bowiem jeszcze wielokrotnie.

 

Podobnie było też w Marinie Nävekkvarsvilken (58 st 37’ 729 oraz 017 st. 29’ 883) gdzie zamiast w Marinie Arkö zapłacic 290 SEK – w naszym porcie zapłaciliśmy dokładnie połowę tego a staliśmy nie w zatłoczonej „ekskluzywnej” miejskiej Marinie a w przesympatycznym klubowym porciku (fotka).

Dodatkowym plusem była tam stacja paliw gdzie można zatankować do jachtu ropę w cenie stacji paliw miejskich.

 

Gdyby ktoś zechciał zapuścić się jeszcze dalej w wewnętrzne szkiery i wewnętrzne porciki to polecam także fajną zatoczkę na wyspie Håskö w archipelagu Św. Anny (N 58 st 15’ 10 oraz E 16 st 54’ 80). Wyspa posiada świetnie ukryty i osłonięty wewnętrzny porcik chroniony przed wiatrami z każdej chyba strony. Bo jak wspomniałem – marin w Szwecji jest tysiące – trzeba tylko przypłynąć tutaj i poświęcić czas oraz ochotę na włóczęgę wśród nich.

 

CENY MARIN W SZWECJI

Pływając od wielu lat po przeciwnej stronie naszego morza rzeczywiście dostrzegam wzrost cen usług w marinach u naszych północnych sąsiadów.

Tzn. na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat ceny usług portowych wzrosły o ok. 50 – 80 % – niemniej nadal w wielu marinach są one całkowicie (nawet jak na nasze polskie portfele) akceptowalne.

 

Tegoroczne ceny marin wahają się od 90 SEK do 350 SEK / dobę, przy czym tej pierwszej ceny oczekiwać należy od leżącej gdzieś na uboczy małej klubowej marinki – nie zawsze dysponującej wszystkimi usługami (WC, prysznic, woda, prąd) natomiast dającej oddech schronienia i w większości ciszę oraz spokój od miejskiego zgiełku (!) – natomiast tą drugą opłatę zapłacimy w Sztokholmie lub Visby w szczycie sezonu często otrzymując w zamian prąd oraz prysznic płatny dodatkowo

 

W tym miejscu raz jeszcze polecam stałą (!) lekturę polecanej przeze mnie wcześniej książeczki o gościnnych marinach (GÄSTHAMNS GUIDEN) w SE. Książeczka ta jest dostępna wszędzie bezpłatnie w każdej większej marinie w Szwecji.  Informacje tam zawarte dają pełny i kompletny obraz czego i za jakie opłaty możemy oczekiwać w danej – wybranej przez nas – marinie wraz z informacją – jak się tam cumuje (boja, kotwica, Y-bom, pomost …), co mamy w porcie (kiosk spożywczy, sklep ICA …) itd. a w większości – w wydawnictwie tym – wybraną marinę można także w większości obejrzeć na załączonej fotografii z lotu ptaka.

 

Pływając po Szwecji musimy kalkulować w naszym budżecie rejsowym cenę mariny na średnim poziomie 150 – 200 SEK (na rok bieżący). W cenie tej otrzymamy zwykle wodę na kei oraz WC / toaletę na lądzie. Czasami prąd będzie w cenie ale często będzie on płatny dodatkowe 40 – 60 SEK a za prysznic trzeba zapłacić także dodatkowo 5 – 10 SEK / 3 – 6 minut kąpieli.

 

Niemniej jeżeli za średni tegoroczny dobowy port w SE trzeba zapłacić realną kwotę ok. 150 SEK to osobiście uważam, iż jest to cena w granicach cen polskich portów takich jak Hel czy też Łeba a nawet od nich niższa. Jeżeli bowiem policzymy koszt cumowania dobowego w Helu jednostki 30 stopowej (40 zł) i dodamy do tego dodatkowy jednorazowy (!!!) koszt prysznica w nie najczystszych niestety kontenerach w cenie 7 zł/osobę to przy 4-osobowej załodze prosta arytmetyka daje nam koszt tego noclegu 68 zł ( z jednym prysznicem – wieczorem lub rano). Jeżeli natomiast któraś z naszych Pań będzie większym czyścioszkiem niż inni z załogi i zechce się wykąpać zarówno wieczorem (po przypłynięciu) jak i rano (przed odpłynięciem) to koszty noclegu niestety nam rosną.

 

W tym samym momencie w przeciętnej (klubowej zwykle – ładnie i czysto utrzymanej) marinie w SE za koszt cumowania zapłacimy średnio 150 SE (70 PLN) i w cenie tej mamy „all inclusive” wszelkie usługi to z przykrością stwierdzimy, iż „droga” Szwecja jest tańsza od „taniej” Polski, bo za wszelkie usługi typu WC, woda, prąd, prysznice zapłacimy w SE średnio równowartość 70 zł (przy często nielimitowanych prysznicach (oraz np. saunie). Także jeżeli chcemy pływać u naszych północnych przyjaciół w miarę nie za drogo to znajomość portów zawarta w lokalnych przewodnikach żeglarskich jest absolutnie nieodzowna.

 

Ponieważ przewodniki te (GÄSTHAMNS GUIDEN ) są w PL niedostępne to przywożę ich zawsze ze szwedzkich wojaży kilka sztuk więcej do rozdania ewentualnym zainteresowanym (zainteresowanych nimi proszę o kontakt mailem burykocur@onet.eu).

 

JACHTOWE SPRAWY SANITARNE czyli WC i prysznice

Jeżeli zdecydowaliśmy się na kilkudniową szkierową włóczęgę w SE to musimy pod uwagę wziąć jeszcze najbardziej wstydliwą część naszego bytowania na jachcie czyli sanitariaty.O prysznicach pisałem wczesaniem także teraz chciałbym o WC…. Dobry Pan Bóg skonstruował nas tak, iż – czy nam się to podoba czy tez nie – to do toalety chodzić musimy … I tutaj rodzi się pewien jachtowy kłopot – najwygodniej posiadać bowiem jest na jachcie toaletę tzw. „morską” ze stałym (ok. 50 – 70 l.) zbiornikiem na nieczystości. Wszelkie jachtowe toalety chemiczne są:

a/ mało wygodne i krępujące (dla płci pięknej szczególnie)

b/ mało autonomiczne, gdyż ich zasobnik na nieczystości to góra 10 – 15 litrów.

 

Oczywiście – jeżeli już taki WC chemiczny mamy i przerabiać jachtu nie zamierzamy to trudno, ale liczyć się wtedy niestety musimy z faktem, iż (choćby ze względu na nasze Panie) długiej autonomii pływania mieć w szkierach nie będziemy.

 

Najwygodniej bowiem jest mieć – jak wspomniałem wcześniej – fekalny zbiornik stacjonarny WC z odsysaniem go z zewnątrz. Obecnie w szwedzkich portach mamy już praktycznie wszędzie odsysarki wliczone w koszty mariny. Związane jest to z faktem, iż od maja 2014 roku na terenie całego Królestwa na terenie wód przybrzeżnych SzwecjiZABRONIONE będzie wypuszczanie do wody jakichkolwiek nieczystości fekalnych. Obecnie jeszcze możemy spuszczać je do wody (oczywiście poza pasem 2 mil od brzegu), ale – jak piszę – to już niedługo się zmieni.

Z własnego doświadczenia – zbiornik nieczystości o pojemności 70 litrów czteroosobowa załoga „zapełnia” w trzy/cztery dni, co pokrywa nam się z koniecznością dotankowania w tym samym czasie wody oraz doładowania akumulatorów.

 

PROGNOZA POGODY

Ponieważ pływać będziemy na terenie Królestwa Szwecji siłą rzeczy najwygodniej będzie korzystać ze szwedzkich, lokalnych prognoz pogody.  Osobiście od wielu lat korzystam ze strony www.klart.se gdzie możemy znaleźć bardzo szczegółowe prognozy pogody na obszar Bałtyku północnego, szwedzkich wód przybrzeżnych, wód wewnętrznych SE z zakresie mapek ciśnienia, wiatru, opadów oraz wszelkich niezbędnych żeglarzowi informacji meteorologicznych na obszar, na którym pływa.

 

MAŁE POSUMOWANIE

Myślę, że wstępnie wyczerpałem temat pływania po szkierach Szwecji. Gorąco zachęcam tutaj wszelkich żeglarzy do takiej eskapady – jeżeli nawet nie własnym jachtem w poprzek Bałtyku i dalej w szkiery (bo perspektywa 150 mil może być dla niektórych przerażająca) to może zachęci Was możliwość przewiezienia jachtu promem z Gdańska lub Gdyni i tutaj zwodowania go – a potem popływania po lokalnych – wyżej opisanych przepięknych wodach szkierowych oraz powrót do PL tę samą drogą ? …

Bo ileż można pływać stale na coraz bardziej zatłoczone Mazury czy też Jeziorak ?

Osobiście zdaję sobie sprawę z faktu, iż dla wielu żeglarzy śródlądowych jest to decyzja trudna, ale uwierzcie Drodzy Żeglarze – tutaj jest tak PIĘKNIE, że wynagrodzi Wam to wszelkie trudy…

Do czego zachęca ze szczerego serca

 

Włodzimierz „Bury Kocur” Ring

 

Za korektę powyższego tekstu autor bardzo chciał podziękować swojej Partnerce Marzenie oraz Córce Weronice – obywatelce SE …

Miau ! Miau !

 

Za zgodą: www.kulinski.navsim.pl/

 

Komentarze