Z kilwateru ‘Daru Szczecina” odc. III

0
390

Ten bieg cieszył się szczególną popularnością. Od dawna wiadomo było, że cała flotylla, po osiągnięciu mety w Newport, popłynie do Nowego Jorku, by tam w dniu 4 lipca 1976 roku uczestniczyć w wielkiej paradzie żeglarskiej stanowiącej centralny punkt z rozmachem organizowanych obchodów 200-lecia Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. O wadze przykładanej do tego wydarzenia świadczyć mogło zorganizowane przez ambasadora USA w Polsce, w jego prywatnej warszawskiej rezydencji, przyjęcie dla kapitanów jachtów szykujących się do udziału w Op. Sail.

obraz nr 1

Hamilton (Bermudy) – Newport (Rhode Isl.)

Do startu na redzie portu Hamilton zgłosiła się rekordowa ilość, bo aż 18 wielkich żaglowców klasy A, 37 jachtów nie używających spinakera (klasy B 1) oraz 35 deklarujących użycie spinakerów, wśród nich nasz “Dar Szczecina”. By obserwować start, z portu wypłynęło setki jachtów żaglowych i motorowych, statki pasażerskie, a nad nami pojawiła się cała eskadra małych samolotów i helikopterów, w znacznej części wynajęta przez dziennikarzy relacjonujących to niecodzienne wydarzenie.

Pierwsze startowały wielkie żaglowce. W tłoku na linii startowej nie obyło się bez awarii. Po zderzeniu, ze startu wycofały się amerykańska barkentyna “Gazela Primeiro” i rumuński bark “Mircea”. Chwilę później fregata argentyńskiej marynarki wojennej “Libertad” zderzyła się z czteromasztowym hiszpańskim szkunerem “Juan Sebastian de Elcano”. Potężne uderzenie skutkowało na hiszpańskim statku zwaleniem się stengi (górnego odcinka) przedniego masztu i ciężkim okaleczeniem jednego z marynarzy, a w konsekwencji powrotem do portu. Uwieczniony na zdjęciu moment zderzenia uchwycił płynący na “Darze Pomorza” red. Tadeusz Karwacki z “Głosu Szczecińskiego”.

obraz nr 2

O wynikach uzyskanych w trzecim około 650-milowym etapie Op. Sail’76 w znacznym stopniu decydował moment i miejsce wejścia w nurt wijącego się meandrami oceanicznego prądu Golfsztrom. Znakomicie udało się to gdyńskiemu “Hetmanowi”, który po pokonaniu Golfsztromu, na resztkach zanikającego wiatru dotarł do mety, plasując się na drugim, tuż po amerykańskim “Olinka”, miejscu w naszej klasie. Wiatr pojawił się po kilkunastogodzinnej flaucie. O zaciętej walce regatowej niech świadczy fakt, że – na przykład – “Polonez“ po przeliczeniu zyskał nad nami przewagę 5 minut i 52 sekund.

obraz nr 3

Krótki postój w Newport to – poza ceremonią zakończenia regat – cała seria oficjalnych spotkań i przyjęć, niekończące się wizyty i rewizyty. Media amerykańskie z dużym uznaniem odnotowały fakt, iż polska bandera byłą najliczniej reprezentowaną w międzynarodowej flotylli płynącej z Europy do Ameryki. Dla porządku przypomnę, że do Newport zawinęły: “Dar Pomorza”, “Zawisza Czarny”, “Zew Morza”, “Polonez”, “Hetman”, “Wojewoda Koszaliński”, “Dar Szczecina” oraz – po okrążeniu kontynentu południowoamerykańskiego – towarzysząca nam od Bermudów “Gedania”.

obraz nr 4

Po drugiej stronie Atlantyku

W czasie naszego krótkiego postoju, do Newport zawinął na szczecińskim 11,5-metrowym “Spanielu” Kazimierz “Kuba” Jaworski, kończąc na drugiej pozycji w klasie “Jester Trophy” Transatlantyckie Regaty Samotnych Żeglarzy (OSTAR ‘76). Dla niego morderczy wyścig północnym Atlantykiem trwał 25 dób. Przed nim metę przecięli jedynie sławni francuscy żeglarze Eric Tabarly na dwukrotnie większym “Pen Duick VI” i Alain Colas żeglujący na 70-metrowym(!) “Club Mediterranee” (później zdyskwalifikowany za chwilowe korzystanie z zewnętrznej pomocy) oraz Michael Birch z Kanady na katamaranie “The Third Turtle”. Z angielskiego Plymouth na trasę tych regat wystartowało 110 samotnych żeglarzy, a ukończyło je 78. Zatonęło 6 jachtów, zginęło dwóch żeglarzy. Oczywiście, sukces “Kuby” był powszechnie doceniony, a największy na świecie magazyn żeglarski “Cruising World” nazwał go Pierwszą Gwiazdą Wyścigu przez Atlantyk.

obraz nr 5

W drodze z Newport do Nowego Jorku, zaproszeni przez gospodarzy zawinęliśmy “Darem Szczecina” na Long Island, do przystani ekskluzywnego Port Washington Yacht Club. Przedtem powitani wystrzałem armatnim z klubowego działa, w charakterze honorowych gości uczestniczyliśmy w uroczystym obiedzie z udziałem kilkuset zaproszonych gości, podczas którego przyszło mi wygłaszać krótkie przemówienie. Z kolei my gościliśmy klubową starszyznę, a następnego ranka cała flotylla jachtów klubowych i motorowych towarzyszyła nam w drodze na Long Island Sound.

obraz nr 6

4 lipca 1976 roku paradę żeglarską na rzece Hudson dla uczczenia jubileuszu 200-lecia Stanów Zjednoczonych oglądało setki tysięcy nowojorczyków oraz miliony telewidzów na całym świecie. Odbierał ją na wysokości Statuy Wolności prezydent Gerard Ford w towarzystwie czołowych polityków amerykańskich oraz licznych delegacji państwowych z całego świata. Do udziału w paradzie dopuszczono jedynie żaglowce uczestniczące w Operacji Żagiel. Korzystny kierunek niezbyt silnego wiatru umożliwił podniesienie żagli, co niewątpliwie stanowiło wyjątkowy widok w nowojorskim porcie.

obraz nr 7

W trakcie kolejnych kilku dni polskie żaglowce, szczególnie “Dar Pomorza”, “Zawisza Czarny” i “Zew Morza”, stały się celem odwiedzin przede wszystkim dla wielotysięcznej amerykańskiej Polonii. O dobrej żeglarskiej postawie polskich załóg na transatlantyckiej trasie Operacji Żagiel oraz o wielkim sukcesie kpt. Kazimierza Jaworskiego w OSTAR’76 pisała amerykańska prasa, donosiły stacje radiowe i telewizyjne. “Dar Pomorza” i jachty odwiedzające później inne amerykańskie porty, wszędzie były przyjmowane z wielkimi honorami.

6 lipca nastąpiła wymiana załóg na większości jachtów. Prowadzenie “Daru Szczecina” przekazałem kpt. Leszkowi Zarębskiemu, który przyleciał tu wraz ze zmieniającą nas załogą. Z dotychczasowej na jachcie pozostali Marek Czaja i – na ponad miesiąc – Jerzy Łągiewka. Tym samym samolotem czarterowym, wynajętym przez PZŻ, po kilkunastogodzinnym locie, wróciliśmy do kraju. W naszych sportowych książeczkach żeglarskich przybył zapis o przebyciu w tym rejsie 6869 mil morskich.

Nowy Jork – Szczecin, czyli droga powrotna.

obraz nr 8

Załogę “Daru Szczecina” stanowili przybyli ze Szczecina: Leszek Zarębski – kapitan jachtu, Zygmunt Łodygowski, Jan Żukowski, Jan Piguła, Włodzimierz Huber, Kazimierz Rypiński, Piotr Hodyński oraz pozostający na jachcie Marek Czaja i Jerzy Łagiewka. Po dwutygodniowym postoju wymuszonym przez przedłużającą się dostawę zamówionego w Anglii sprzęgła oraz stale rosnącą rzeszę zaprzyjaźnionych z jachtem Polonusów, 22 lipca oddają cumy i kierują się na oceaniczne łowisko na umówione spotkanie z “odrowskimi” rybakami. Ponieważ nie dotarł tu jeszcze statek łącznikowy z wysłanym ze Szczecina zaopatrzeniem dla jachtu, płyną na Bermudy. Tu przez tydzień serdecznie goszczeni są przez zaprzyjaźnione z “Darem” od poprzedniego tu postoju szefostwo luksusowego pensjonatu Newstead Hotel oraz starych znajomych, bo poznanych jeszcze w roku 1973, mieszkających na Bermudach Maika Gadzińskiego i Johna Cebulaka.

obraz nr 9

Z Bermudów płyną do Halifaxu, gdzie żegnają wracającego statkiem do Polski Jurka Łągiewkę. Stamtąd płyną znów na łowisko, gdzie przy mglistej pogodzie, mimo braku na jachcie współczesnych nowoczesnych urządzeń nawigacyjnych, na umówionej drogą radiową pozycji 23 sierpnia spotykają się ze świnoujskim “Kaszalotem”. W ładowniach trawlera oczekiwał wysłany z kraju prowiant, zapasowe żagle i inne wyposażenie dla jachtu.

obraz nr 10

Nietypowe dla północnego Atlantyku o tej porze roku słabe wiatry wschodnie, do tego definitywny brak możliwości uruchomienia wysłużonego jachtowego silnika sprawiły, że od odcumowania na atlantyckim łowisku od burty “Kaszalota” do zacumowania 17 września przy gościnnej burcie stojącego w Plymouth statku szkolnego “Jan Turlejski minęło 26 dni. Kolejne 8 dni zajęła pozbawionemu silnika “Darowi Szczecina” jesienna mglista żegluga pod słabe i przeciwne wiatry przez Kanał La Manche i Morze Północne. Właśnie zamierzali w pobliżu Cuxhaven przeczekać na kotwicy niekorzystny prąd pływowy, gdy za rufą pojawił się wracający także do kraju “Zew Morza”. Na holu za szkunerem wpłynęli w śluzę Brunsbittelkoog, a następnie przebyli cały 96-kilometrowy Kanał Kiloński.

Dar Szczecina”, powracający z trwającej 174 dni podróży. w trakcie której przebył on w sumie 13 524 mil morskich, odwiedzając na trasie Operacji Żagiel i w drodze powrotnej 13 portów w siedmiu krajach po obu stronach Atlantyku, powitaliśmy na macierzystej przystani w dniu 5 października 1976 roku. (cdn)

Zygmunt Kowalski

Źródło: http://mojalasztownia.pl

 

Z kilwateru „Daru Szczecina” cz. I

Z kilwateru „Daru Szczecina” cz. II

Komentarze