TEQUILA JUŻ NA WODACH NIEMIEC WSCHODNICH

0
138

Nie ukrywam mojego ukontentowania i satysfakcji, że locyjka „Porty Niemiec wschodnich” zwabiła nie byle kogo, ale prawdziwego bywalca.

Andrzej Remiszewski płynie wśród oczeretów na zachód – uważnie lustrując portowe poczynania naszych sąsiadów. Kolejną porcję przyjemności dostarczyła mi konstatacja – „bez kompleksów !”

Zalew to Zalew, ale rozlewiska wokół Rugii to bardzo atrakcyjny akwen dla „drobnoustrojów”. Liczę, ze pożegluje jeszcze dalej na zachód (urlop, urlop!)

A to że Niemcy wschodnich landów nadal ani, ani w obcych językach – utrwala ocenę, że tam czas płynie zdecydowanie wolniej niż u nas.

Żyjcie wiecznie !

Don Jorge

—————————-

P.S. Przy okazji przypominam – już przyjmuję zgłoszenia rejsów morskich do Nagrody „ŻAGLI” w konkursie „RR 2013”

__________________________________

Włóczęgi „Tequilą” część trzecia

 

Po polskich portach otwartego morza i portach polskiej części Zalewu Szczecińskiego przyszła pora na cześć niemiecką. Miała to być okazja porównania jakości przemian, jakie zaszły po obu stronach granicy, przynajmniej w oczach turysty-żeglarza.

 

Muszę zacząć od pochwały pod adresem Szanownego Gospodarza. Korzystałem z wydawnictwa „Wybrane porty Niemiec wschodnich”, przewodnik dla żeglarzy okazał się jak zawsze treściwy i komunikatywnie napisany, a do tego, ku mojemu zaskoczeniu, praktycznie nie stracił aktualności.

Niezwykle cenną pomocą nawigacyjną okazała się aplikacja Navionicsa dla Androida zainstalowana na smartfonie. Kosztuje to 84,90 (w złotych), nawigacyjną mapę Bałtyku (z wyłączeniem Danii) ściąga się za darmo. Mapa jest intuicyjna w obsłudze, do tej pory nauczyłem się wprowadzać sobie planowaną routę, zapisywać przebytą drogę (track), stosować różne stopnie przybliżenia, a więc i szczegółowości. Nie dla wszystkich portów są informacje o zakresie usług i do tego na przykład dla Basenu Północnego w Świnoujściu, są to ikonki, a dla Moenkebude opisy. Zaobserwowałem pewną słabość: brak niektórych nazw, albo brak nazw po polsku (Wapnica!).

Odwiedziłem Ueckermunde (Yachtclub Ueckermunde i Pier 24), Wolgast (Jachtklub Horn i keję miejską) i Moenkebude oraz, na krótką chwilę, Kamp – maleńką, za ciasną i za płytką dla „Tequili” przystań naprzeciwko Karmin.

Obserwacje są zaskakujące. Wydawałoby się, że kilkakrotnie bogatsi Niemcy biją nas i infrastrukturą żeglarską. Tymczasem warunki postoju w wymienionych wyżej portach są owszem, o niebo lepsze, niż np. w Ustce, lepsze niż w Gdyni, ale znacznie gorsze, niż w większości opisanych przeze mnie w poprzednich odcinkach polskich portów.

Wyraźnie widać, że infrastruktura polskiego wybrzeża w ostatnich pięciu latach robi ogromny postęp. To zapewne zasługa dostępu do funduszy europejskich, z czego nie korzystają landy byłej NRD. Ale to też kwestia mentalności. W wymienionych portach ANI RAZU nie natrafiłem na kogoś władającego choćby elementarnym angielskim. Myślę, że można to uznać za fakt symboliczny.

Czego więc nam brakuje? Oczywiście ogólnej zamożności i czasu wolnego, by żeglowanie mogło uprawiać proporcjonalnie tylu Polaków, co Niemców.  Przez Zecherinbrucke przechodzi naraz kilkadziesiąt jachtów, w tym jeden lub dwa polskie; przez most w Wolinie kilka, w tym połowa niemieckich. To pewnie jeszcze kilkanaście lat, może całe pokolenie musi minąć nim nadgonimy gospodarczo. Ale wiem, że to tylko kwestia czasu. Ja nie doczekam, moi synowie tak. A na dziś? Na dziś mniej rygorów administracyjnych, mniej bezsensownych przepisów i obyczajów. Więcej komunikowania się lokalnych i centralnych władz ze środowiskami żeglarskimi.

URZĘDNIK NIE MUSI się ZNAC NA WSZYSTKIM. ON POWINIEN ZAPYTAĆ TEGO, KTO SIĘ ZNA.

Jestem pewien, że żadna organizacja żeglarska, żaden żeglarz pomocy i rady urzędnikom nie odmówi.

Tylko niech chcą pytać!

 

Andrzej Colonel, nieodmiennie w kamizelce, Remiszewski

Za zgodą; www.kulinski.navsim.pl/

Komentarze