Sylwetki żeglarzy – Olek Hanusz

0
800

Kim jest Olek Hanusz?

Olek Hanusz– półwytrawny rocznik 1983 z tradycyjnego szczepu warszawskiego. Jachtowy sternik morski, absolwent Wydz. Geografii UW oraz Turystyki i Rekreacji AWF w Warszawie. Założyciel wypożyczalni kajaków w warszawskim parku Szczęśliwickim, redaktor Forum Extremum, ratownik, instruktor pływania i narciarstwa, na rynku pracy od jakiegoś czasu wolny strzelec – wbrew wszystkiemu panicznie starający się utrzymać ten status.

Od czasów nocnika żeglowałem po Mazurach – miałem 3 latka, kiedy rodzice pierwszy raz zabrali mnie na łajbę. Potem sam zabierałem znajomych, lecz kiedy na studiach wciągnęło mnie morze, wody śródlądowe na zawsze straciły dla mnie dawny blask. Przez pewien okres znowu byłem pilnym załogantem, z czasem oficerem, a po krótkim czasie ponownie sam zbierałem załogi. Żeglowałem po różnych akwenach, prowadząc coraz większe jachty. Pracowałem w firmie eventowo-żeglarskiej – Bavarie, katamarany z sześcioma łazienkami, Chorwacje, nieznani ludzie – te klimaty. Aż tu nagle – przełom! Zostałem niespodziewanie zarażony urokiem maleńkich sklejkowych łódeczek i oddałem się im bez reszty. Z ubitej żeglarskiej ścieżki do góry skręciłem w bok, i to chyba w lewo… Niektórzy powiedzieliby że to załamanie kariery żeglarskiej, ale ja tej odnogi tak nie postrzegam. Swoją pierwszą samodzielnie zbudowaną łódkę “Black Betty” porwałem z garażu z jeszcze miękką farbą, aby zwodować ją od razu w Norwegii. Od tamtej pory wraz z Filipem Sułkowskim z Krakowa realizujemy koncepcję swobodnego żeglarstwa morskiego na jachtach, które nawet na Mazurach uchodziły by za śmiesznie małe. Zamiast czarterować – budujemy i dowozimy swoje trailer-cruisery gdzie dusza zapragnie. A że zapragnęła Karaibów i Bahamów, to trzeba teraz dowieźć nieco dalej, a potem po drodze jest ocean. Oto ja i moja skromna Anabasis – Dinghy Atlantic.

Dotychczasowe wyprawy Olka Hanusza:

  • Przygoda w Norwegii 2009 – Aleksander Hanusz z Kasią Borecką jadą z dopiero co zbudowaną własną mieczówką eksplorować okolice Lysefjordu i zdobywać doświadczenia do przyszłego rejsu wzdłuż wybrzeża Norwegii. Do pobrania: PDF “Żagle” – Łupinką w fiordach Norwegii 2009
  • Spływ Wisłą do Morza 2010 – Filip Sułkowski wraz z załogami na świeżo zbudowanej łódce “Trinidad” w ciągu miesiąca przepływa cały żeglowny odcinek Wisły aż do Górek Zachodnich – ok. 820 km. Zapiski z dziennika pokładowego i galeria: http://www.dkr.alte.pl/trinidad/trinidad.htm
  • Dinghy Baltic Passage 2011, 2 załogi w składzie: Aleksander Hanusz, Maryna Nartowska oraz Filip Sułkowski i Piotr Stokłosa, pokonały bez eskorty morze Bałtyckie z Mrzeżyna przez Bornholm, Christianso, do Szwecji (Kristianstadt) i z powrotem na dwóch bliźniaczych odkrytopokładowych łódkach mieczowych typu Salmo 15-S lugger, które samodzielnie zbudowali . Po okresie ucieczek z PRL, było to pierwsze przepłynięcie naszego morza na tego typu jednostkach. Rejs zdobył wyróżnienie na prestiżowej imprezie “Kolosy 2011″. Do pobrania: PDF (ang) “Watercraft” – Dinghy Baltic Passage 2011
  • Dinghy Polar Expedition 2012, ponownie te same dwie łódki o długości 4,6m – Aleksander Hanusz i Filip Sułkowski przepłynęli po Morzu Norweskim odcinek wybrzeża od Trondheim do Lofotów, przekraczając po drodze Koło Podbiegunowe. Rejs trwał miesiąc. Założenia wyprawy udało się zrealizować w 100%, pomimo dającej się mocno we znaki paskudnej pogody przepłynęliśmy około 585 Mm (1083 km). Było to też spore przedsięwzięcie logistyczne, pokonaliśmy ok. 5500 km z łódkami na przyczepach. Ponownie, kapituła “Kolosów 2012″ w Gdyni, nagrodziła nas wyróżnieniem w kategorii żeglarstwo! Do pobrania: PDF (ang) “Watercraft” – Dinghy Polar Expedition 2012
  • Dinghy Atlantic 2015-2016 – projekt przepłynięcia Oceanu Atlantyckiego na otwarto pokładowym jachcie Salmo 21-Atlantic z Portugalii na Karaiby. Więcej o tej wyprawie na stronie: http://dinghyadventures.pl/wyprawa/

Nagrody Olka Hanusza

Nie pływamy dla samych wyróżnień, ale oczywiście jak ktoś czasem poklepie po plecach i powie „panowie, dobra robota”, to jest szalenie miłe i motywujące do dalszych działań.

  • Wyróżnienie w kategorii żeglarstwo na Ogólnopolskim Spotkaniu Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów „Kolosy 2011” w Gdyni za rejs „Flotylli Śledziowej” do Skanii, czyli wyprawę Dinghy Baltic Passage
  • Wyróżnienie w kategorii żeglarstwo na Ogólnopolskim Spotkaniu Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów „Kolosy 2012” w Gdyni za „kontynuowanie misji żeglarstwa swobodnego na samodzielnie zbudowanych jachtach”, czyli wyprawę Dinghy Polar Expedition
  • 1 miejsce za najlepszy pokaz na XXX sesji Koła Naukowego Studentów Geografii UW w Murzynowie
  • Relacje z naszych wypraw dwukrotnie były tematem z okładki angielskiego czasopisma „Water Craft”

obraz nr 1

Projekty szkutnicze

Pasja samodzielnego budowania łódek wzięła się od pomysłu na własne “dinghy”. Po kilku latach klasycznego pływania morskiego na różnego rodzaju “normalnych”, coraz większych jachtach – od polskich dogorywających drewniaków i stalowych “jotek”, przez czarterowe floty pełne płaskodennych Bavarii, po katamarany z czterema łazienkami i kostkarkami do lodu, pragnąłem powrotu do esencji żeglowania – bliskiego kontaktu z wodą, lekkości, żywych reakcji na ster, wrażliwości na wiatr, duszy…

  • Moja pierwsza łódka to 15- stopowy sklejkowy ket o ożaglowaniu lugrowym, którą nazwałem “Black Betty” – od znanego szlagieru rockowego, o korzeniach jeszcze z plantacji bawełny. Łódka mieczowa, bez kabiny, ale przemyślana do wielodniowej włóczęgi nawet po morzu. W 2012 została wyposażona w dodatkowy fok na bukszprycie, a więc stala się slupem lugrowym. Po 5 latach bezkompleksowego użytkowania, przeszła już 2 małe remonty. Aby mieć fundusze na budowę nowego jachtu na Dinghy Atlantic, “Black Betty” została sprzedana.
  • Popełniłem także 11-stopową łódkę wiosłową o poszyciu sklejkowym imitującym tradycyjne poszycie klepkowe (lapstrake plywood) – piękny bączek o tradycyjnym wyglądzie, z opcją wstawienia skrzynki mieczowej, zawieszenia steru i postawienia małego żagla. Wynajmuję ją do sesji ślubnych.

Dlaczego chcę znów samodzielnie budować jacht?

  • Bezpieczeństwo – jacht jest nam znany w najmniejszym szczególe i w każdym przekroju, mamy 100% kontrolę nad mocą wzmocnień w kluczowych miejscach, nie martwię się, że mi coś niespodziewanie odpadnie.
  • Pod wymiar – wszystkie wymiary mogą być dostosowane do mojego wzrostu (195cm), preferencji przybierania różnych pozycji ciała podczas żeglowania.
  • Kontrola kosztów, rozłożenie ich w czasie, inwestycja własnej pracy pomaga zbudować jacht względnie tani.
  • Piękno tradycji i nowoczesne rozwiązania – Dzięki wielowiekowej wiedzy o jachtach, możemy budować dziś łodzie nawiązujące do najlepszych, wybranych tradycji szkutniczych, ale z użyciem nowoczesnych materiałów, innowacyjnych rozwiązań i zaawansowanej chemii jachtowej.

Zobacz również: O projekcie Dinghy Atlantic

Komentarze