Rejs „Ewy3” „Szlakiem wyprawy Stefana Czarnieckiego do Danii……

0
344
Szanowny Don Jorge;
Przytłoczeni nieco rejsami morsko – oceanicznymi relacjonowanymi przez SSI, nieśmiało informujemy Cię o rejsie „Ewy3” (antili 22 z niezmiennie tą samą dwuosobową załogą) w dniach 14 czerwca – 31 lipca. Tradycyjnie rejs miał charakter żeglarsko – krajoznawczo – rowerowy pod hasłem głównym „Szlakiem wyprawy Stefana Czarnieckiego do Danii (1658 – 1659) i morskich wycieczek Jana Chryzostoma Paska” oraz ubocznym „Północnoeuropejski Szlak Gotyku Ceglanego”. 

obraz nr 1

 
Pozwolimy sobie przypomnieć Czytelnikom, że pod koniec „potopu szwedzkiego” do wojny ze Szwecją włączyła się Dania, która jednak poniosła szybko sromotną klęskę i król Fryderyk III prosił o pomoc wszystkich potencjalnych sojuszników w myśl idei „wrogowie mojego wroga są moimi przyjaciółmi”. W sierpniu 1658 roku wyruszyła „ratować Danię” również dywizja hetmana Czarnieckiego (4500 „towarzyszy” z czeladzią) pokonując trasę: Drahim (Stare Drawsko) –  Międzyrzec – Sulęcin – Kostrzyn (wówczas Brandenburgia) – Wriezen – Eberswalde – Templin – Nyboel (to już Dania) – Soenderborg – Kolding – Hoderslev – Horsens – Aarhus – Ebeltoft. Polacy wrócili przez Hamburg do Poznania późną jesienią 1659 roku. W ekspedycji tej uczestniczył Jan Chryzostom Pasek – syn zubożałego szlachcica mazowieckiego, który jak sam to określił w swoich „Pamiętnikach”, był ciekawy świata (i potrzebował pieniędzy). Opis jego „wypraw morskich” wykonywanych w wolnych chwilach na „czarterowanych” wraz załogą łódkach, pozwala go uznać za pierwszego na wodach duńskich,  „turystę – wodniaka” rodem z Polski, a więc naszego „ojca duchowego”. Desant Czarnieckiego w Soenderborgu z Jutlandii na wyspę Als mamy natomiast „wpisany” w Hymn Polski. Poza tym na terenach między Odrą i Łabą jest wiele romańsko – gotyckiej architektury i ciekawych budowli hydrotechnicznych. Tak umotywowani, po starannym zebraniu odpowiedniej dokumentacji i egzemplarza „Pamiętników” na pokład „Ewy3”, wyruszyliśmy w rejs.
Łódka została przewieziona z Zalewu Zegrzyńskiego do Gorzowa Wkp. (na 57 km Warty) a następnie emulując dychawiczną motorówkę przepłynęła około 650 km wodami śródlądowymi Niemiec do Lubeki. Tam została „przerobiona na żaglówkę” i już pod właściwym napędem dotarła wzdłuż Jutlandii do Ebeltoft, skąd wróciła przez Duńskie Morze Południowe, Warnemuende i Stralsund do Szczecina pokonując około 810 Mm, a następnie, na lawecie została przewieziona na macierzysty Zalew Zegrzyński
..
obraz nr 2

.
Oto bardzo zwięzły opis trasy z króciutką informacją o tym co warto było zobaczyć. Etap śródlądowy to: Gorzów Wkp. – Kostrzyn – Hohensaten Ost – Eberswalde – Niederfinow (podnośnia statków – robi wrażenie) – Brandenburg an der Havel („gotyk ceglany do oporu” i miejsce urodzenia vice – admirała II Rzeczypospolitej Józefa Unruga; bardzo pouczający życiorys)  – Rathenow (kolebka przemysłu optycznego Niemiec) – Havelberg („gotyk ceglany”) – Doemitz (kompletna twierdza XVI – wieczna) – Lauenburg (perła „ architektury szachulcowej”) – Kanał Łaba – Lubeka (zbudowany w XIV wieku jako pierwszy w Europie kanał pokonujący dział wodny, zabytkowa śluza z XIV wieku) – Lubeka (niegdyś „królowa Hanzy” , starówka czyli Innenstadt jest pełna „gotyku ceglanego”; warto też spędzić trochę czasu w kościele św. Jakuba w kaplicy poświęconej windjammerowi „Pamir”).

obraz nr 3

.

Etap „morski” to: Lubeka – Travemuende (najstarsza na Bałtyku niemiecka latarnia morska, zacumowny windjammer „Passat” – warto zwiedzić)– Orth (Fehmarn) – Bagenkop (Langeland; klif i neolityczcne grobowce) – Sonderborg (tutaj właśnie, 14 – 18 grudnia 1658 roku, hetman Czarniecki wykonał  desant „morski” pokonując cieśninę o szerokości 250 – 500 m; warto też zwiedzić skansen dokumentujący wojny prusko – duńskie w XIX w) – Aaroe (Aaroe – urocza wysepka) – Fredericia (dobrze zachowana fortyfikacja z XVII wieku zdobyta wpierw przez Szwedów a następnie przez hetmana Czarnieckiego) – Aarhus (skansen budownictwa miejskiego – robi duże wrażenie, katedra z XVwiecznym ołtarzem autorstwa Berndta Notkego) – Ebeltoft (urocza „szachulcowa” uliczka Adelgade oraz fregata „Jylland” – najdłuższy na świecie zachowany drewniany okręt – duński bohater bitwy pod Helgolandem w roku 1864; naprawdę warto zwiedzić. okolice to kraina Djursland  – bardzo malowniczy krajobraz polodowcowy plus neolityczny dolmen) – Marup (Samsoe; śliczna wyspa z resztkami kanału z epoki Wikingów) – Horsens (tu urodził się Vitus Bering; „gotyku ceglanego” też nie brakuje.) – Vejle („gotyk ceglany” oraz „Frau von Haraldskaer” – mumia zakonserwowana w torfie, 13 km dalej w głębi lądu Jelling – kolebka państwowości duńskiej ze słynnymi kamieniami runicznymi, młodszy to „metryka chrztu Danii”) – Brejning (musieliśmy do niego uciekać) – Kolding (zamek istniejący do dziś zdobyli wpierw Szwedzi a następnie 25 grudnia 1658 roku, hetman Czarniecki przy aktywnym, szczegółowo opisanym w „Pamiętnikach”, udziale pana Paska) – Aaroe (znowu było „po drodze”) – zat. Genner Bugt (świetne kotwicowisko)– Faldsled –  Kloeven (Aeroe; bardzo malownicza wyspa a miasteczko Aeroeskobing to perełka „szachulcowa” nie do pominięcia) – Troense (Taessinge; pałac Valdemar Slot) – Bagenkop (był „po drodze” i musieliśmy czekać 3 doby na znośną pogodę) – Grossenbrode Ost – Warnemuende – Altefar (Stralsund – zwiedzaliśmy go w roku 2010) – Deviner See (urocze „jeziorko” dostępne tylko dla mieczówki) – Zicker See (Rugia, świetne kotwicowisko) – Rankwitz (przytulny, tani porcik)– Trzebież – Szczecin Dąbie. 
Mieliśmy nieco  bardziej ambitne plany, ale uniemożliwiła je fatalna lipcowa pogoda w rejonie cieśnin duńskich oraz zdrowy rozsądek. Łącznie straciliśmy pięć dni na przeczekiwanie złej pogody w portach, a wielokrotnie musieliśmy wspomagać się silnikiem aby szybko szukać schronienia.
Jak się wydaje opłaty portowe w Niemczech i Danii nie uległy, w porównaniu z rokiem 2010, istotnej podwyżce. Większość portów duńskich została jednak „totalnie zinformatyzowana”; hafenmajster pojawia się ewentualnie na godzinę rano lub wieczorem; opłaty wnosi się w „terminalach komputerowych” (dialog po niemiecku, angielsku oraz w powszechnie znanym języku duńskim); zasadniczo „nie da się żyć bez karty kredytowej”.
Nasze wrażenia z rejsu są jak najbardziej pozytywne; dotyczy to zarówno akwenu, portów (infrastruktury i atmosfery) oraz przyjęcia przez „tambylców”. Zachęcamy usilnie „bardziej ambitnych „szuwarowców” do podobnych rejsów bez obaw o sprzęt i życie. Należy studiować prognozy pogody, realnie oceniać możliwości własne i łódki oraz mieć „zapas czasu” na przeczekanie złej pogody. Szkoda, że nie są to wody odwiedzane często przez polskich armatorów małych jachtów; spotkaliśmy zaledwie cztery polskie jachty – wszystkie na wschód od Stralsundu. 
Obszerne sprawozdanie z rejsu z licznymi wstawkami historyczno – krajoznawczymi znajduje się na stronie klubowej JKPW (www.jkpwwolica.waw.pl ); jest tam też dostęp do duuużej galerii podpisanych fotek – w znacznej części dokumentacyjnych. 
 
Hydropozdrowienia   
Ewa Dziduszko
Waldemar Ufnalski
 
 

Komentarze