CZYTELNICY PYTAJĄ – TADEUSZ LIS SIĘ UWIJA – AUTOPILOT

0
160

Za zgodą Jerzego Kulińskiego www.kulinski.navsim.pl 

 

 

Jedna porada rodzi kilka następnych. Zblizamy się do niebezpieczenstw postępu geometrycznego, a to z kolei rodzi dwa zgrożenia:

– zamęczenia Konsultanta

– zawężenia tematyki newsów SSI 

– odejścia SSI od tyułem zagwarantowanej tematyki tematyki żeglarskiej

Dlatego pozwoliłem sobie na eliminację odpowiedzi na pytania dotyczące nurkowania. Może dlatego, że w tej dziedzinie to ja nieskromnie uważam się za kompetentnego 🙂

Dyskusja podnewsowa o długości snorkla ubawiła mnie setnie.

Żyjcie wiecznie !

Don Jorge

—————————————–

Panie Tadeuszu,
Bardzo dziękuję za wyjaśnienia dotyczące połączenia autopilota rumplowego z samosterem wiatrowym. To doskonały pomysł i praktycznie rozwiązuje problem stabilności na kursach pełnych. 
Uważam też za świetny pomysł schowanie autopilota, mój ST1000 nie przeżył 2 deszczowych sezonów a miał być waterproof… Czy mógłby Pan podpowiedzieć:
1. Czy można by jego ruch przenieść inaczej na samoster wiatrowy niż linkami (hydraulicznie) – u mnie ze względu na kształt kadłuba byłoby to bardzo skomplikowane, no i nie mam bramki na rufie jak Jacek Guzowski?
2. Gdzie najlepiej byłoby umieścić autopilota – w kabinie, koło stołu nawigacyjnego? Wydaje mi się to trochę kłopotliwe, bo przecież czasami trzeba przyciskami zmienić kurs albo go gwałtownie zmienić?
3. Jak zrobić łatwo połączenie, które w niebezpiecznej sytuacji rozepnie mi autopilota?
4. Jak Pan zrobił taką piękną płetwę samosteru do „Donalda” (czy kupił Pan gotową?), którą widziałem w modelarni w Miłowie (Pan Zbyszek mówił, że to właśnie Pana)? 

6. Dlaczego Pana statecznik jest pełnym profilem lotniczym, a nie płaską płytą? Z czego jest zrobiony, że jest taki lekki? Czy może Pan opublikować zdjęcia? Czy sam Pan wymyślił ten samoster? Jak się sprawdza?
Pozdrawiam Pana i Jurka, dzień zaczyna się od SSI!
Bogdan Suchodolski, 

s/y „Margerita”

—————————
PS. Nigdy nie myślałem, żeby na morzu wyjąć wał ze śrubą. Jednak co z minięciem się ze sterem? Ale pomysł jest super, chociaż u mnie rozpięcie wału byłoby koszmarem. Od kilku lat noszę się z zamiarem wymiany cieknącej dławicy oraz sprzęgła, w którym parcieje guma. Ale nie mam ruchu w przenośni i dosłownie, ponieważ mam do nich dostęp tylko z lewej koi, przez małe okienko. Nawet nie włożę tam dwóch rąk, a jak włożę jedną to nic nie widzę. Już myślałem o wyciągnięciu silnika, ale to strasznie ciężki grzmot i bez dźwigu nie dam rady – a i tu nie wiem jak by zaczepić strop. W ten sposób załatwiłbym przynajmniej dławicę – ale to nie rozwiązuje problemu sprzęgła. Nie mam pojęcia jak to zrobili w stoczni – krasnoludki? Może mielibyście Panowie jakiś pomysł?

_____________________________________________
Panie Bogdanie,
Pozwolę sobie podzielić Pan list na trzy wątki tematyczne:
1. Autopilot jako napęd płetwy Flettnera
2. Wyjmowanie wału
3. Trudny dostęp do tyłu silnika
Autopilot:
Faktem jest, że autopiloty rumplowe Raymarine są nędznie uszczelnione, a dodatkowo montaż często jest niestaranny i uszczelka podwinięta. Dlatego musi mieszkać w Aquapacku – pisaliśmy już o tym wcześniej.

 

 

obraz nr 1

.

Można go zrobić lepiej z popychaczem pracujacym w Simmeringu… Ale jeszcze lepiej z dedykowaną obudową sklejoną z poliwęglanu i uszczelnionymi popychaczami przycisków – to nie jest ani drogie, ani trudne
Najprościej będzie użyć gotowego cięgła Bowdena od sterowania silników przyczepnych, są mocne, pewne i można je kupić za rozsądne pieniądze. Również jako używane – kosztują grosze. Proszę tylko pamiętać, że nie da się ich skracać, trzeba kupić od razu potrzebny wymiar. Ideę rozwiązania przedstawiłem na rysunku. Proponuje umieścić autopilota w:
1. Zamykanej przeźroczystą klapką jaskółce
2. Jak wyżej – przy krawędzi bakisty
3. Jak wyżej – przy krawędzi achterpiku. Proszę się nie obawiać – cięgło wygięte o 180 stopni po właściwym łuku działa idealnie, bez żadnych zacięć.
Połączenie wykonałby w postaci tulei z przetyczką z zatrzaskiem kulkowym, zakończoną dużym uchem do linki awaryjnej. Zwykle taką linkę kończę dużą kulką z korka. Wszystkie takie połączenia wykonuje w ten sposób na Donaldzie, zakładając, że będę je musiał błyskawicznie rozpiąć w nocnym sztormie, gdy widzialność wynosi zero. Ludziom, którzy pukają się w głowie widząc przewymiarowaną dźwignię rozrusznika lub gaszenia silnika odpowiadam: być może nie ma ona sensu, ale ja cały czas żyje, między innymi dlatego, że udało się mi w 10 sekund uruchomić w nocy silnik, aby uciec z drogi niemieckiej torpedy, która przybrała postać Baylinera Maxum z głośną muzyką, pijanymi i niedogmatycznie ubranymi panienkami na wysokości Kaminke. Nie wyobrażacie sobie, jak to plastikowe gówno mającej niewiele ponad 500 KM (2 x 260) potrafi pędzić po płaskiej wodzie! 

 

obraz nr 2

Fig. 2 – przeniesienie napędu cięgłem Bowdena z autopilota rumplowego

.
Wracając do rozwiązania. Warto zwrócić uwagę na elegancję prostoty tego rozwiązania. Cięgło może pracować pod różnymi kątami, jest naturalna amortyzacja uderzeń fal na płetwę, a pancerz cięgła wystarczy zamocować w jednym miejscu – tuż przy autopilocie. W istocie docelowo nie używałbym przycisków na autopilocie. Raczej po rozkręceniu dolutowałbym sześć kabli do dużych przycisków wodoodpornych wyprowadzonych na zewnątrz i montowanych gdzieś na owrężnicy kokpitu. Przewody wyprowadzamy przez dławicę. Inny pomysł to sześciokanałowy pilot od otwierania bramy. Większa komplikacja, ale w czasie żeglugi po kanałach przyjemnie się siedzi na materacu na dziobie – z dala od pomruku silnika.
.

 

obraz nr 3

..
Wał
Już na etapie montażu napędu, zakładam, że będę go wyciągał pod wodą. Dlatego zawsze dbam, aby nie było kolizji z trzonem steru. Zwykle nie miałem żadnego problemu z tym przy śrubach dwułopatowych – przekoszenie wału na łożysku gumowym jest wystarczające, aby minąć ze śrubą. Teraz, gdy od Jurka dostałem śrubę trzyłopatową o znacznie lepszym przekryciu, a tym samym ciągu ma małych obrotach, wyciąłem właściwe okno w płetwie. 

 

obraz nr 4

Fig. 3 – Odpowiednio podcięte okno umożliwia wyjęcie wału ze śrubą bez demontażu steru

.
Dzięki temu wszystko działa lepiej, ster się zrobił znacznie lżejszy (wdzięczność autopilota), przy marszu na silniku nie ma uciążliwych drgań i mam delikatne pełznięcie jachtu na obrotach minimalnych – ale z dobrze reagującym sterem. Pycha przy manewrach portowych w pojedynkę. Dlatego uważam, że dopasowanie geometrii śruby i płetwy sterowej, tak, aby dał się wyjąć wał jest istotnym czynnikiem zwiększającym bezpieczeństwo. Nie robiłem tego, ale nawet przy moim zerowym doświadczeniu nurkowym, uważam, że bez problemu na bezdechu założę na śrubę wcześniej przygotowany węzeł masztowy (różę masztową) i wyciągnę całość na pokład. Również proste wydaje mi się włożenie wału z powrotem podwieszonego na stropach przeciągniętych pod kadłubem. Proszę pamiętać, że tę sytuację brałem pod uwagę projektując opisane wcześniej na SSI uszczelnienie. Aha, nie wiem czy pisałem, że koniec wału najlepiej jest zatoczyć w stożek lub półkulę – inaczej łatwo jest wypchnąć sprężynkę simmeringu przy zakładaniu uszczelnienia.
Brak dostępu do tylnej części silnika
To bardzo duży ból. I realne niebezpieczeństwo. W stoczni układ napędowy był zmontowany prawdopodobnie przed pokryciem kadłuba. To powszechna technologia. Na ilustracji – produkcja Bavarii, najpiękniejszej łódki biesiadnej, jaką znam. Może jest trochę niedopracowana we wnętrzu, ponieważ z roztargnienia zostawiono tam jakieś atawizmy w rodzaju stołu nawigacyjnego, zamiast rozbudowanego barku, a dla kobiet nie ma dedykowanych toaletek, co przed przyjęciem wieczornym jest brakiem dotkliwym – ale łódka jest piękna we wnętrzu, a kanapy zoptymalizowane pod kątem bardzo długich wieczorów. Nieco, podkreślam jednak, tylko nieco, razi brak dedykowanego lądowiska dla samonaprowadzają dronów donoszących butelki. To nie jest malkontenctwo, tylko wyraz bezpieczeństwa w klarze portowym. Kto nie widział dzielnego uczestnika imprezy, który po trapie (za wąskim i bez sztywnych poręczy) usiłuje wydostać się na nabrzeże – ten nie zrozumie, jak i wyczerpująca może być droga do Tipperary (https://www.youtube.com/watch?v=cPk21C0Wpkg) z pokładu na keję.

 

Proszę mój lekki dystans do tych łódek traktować właściwie – większość czarterowanych modeli ma uczciwie opisane zastrzeżenie, że powyżej 5B nikt nie gwarantuje, że zostaną w jednym kawałku. I to szczera prawda – mi nie zostawały. Choć jako technolog jestem rzucony na kolana mistrzostwem w optymalizacji kosztów produkcji tych łódek. Ale porzućmy dygresję…

obraz nr 5

.
Wracając do Pana „Margerity”. Jeżeli nie zdecyduje się Pan na zrobienie klapy w podłodze kokpitu (proponuje temat skonsultować z Kolegą Tomkiem Piaseckim) w pierwszym rzędzie próbowałbym wyciąć większe okno boczne. Ale i tak będzie to mordęga. 
Jeżeli nie wchodzi to w grę, bo na przykład naruszyłby Pan usztywnienie poszycia, to jedyny pomysł jaki przychodzi mi do głowy to zainstalowanie silnego oświetlenia i użycie kilku miniaturowych kamer cofania do rozebrania dławicy i sprzęgła. Czasami pomaga wstawienie lustra na przeciwległą ściankę. Zdecydowanie odradzałbym czekanie, na pogorszenie się stanu w którym nie będzie Pan miał wyjścia – przyjdzie to w zapewne najgorszym momencie dla jachtu. Oczywiście całej operacji nie robiłbym na wodzie.
Co do wyciągnięcia ciężkiego silnika. Mam tylko jeden sprawdzony sposób. Ramka na kółkach ze starych łożysk na którą opuści Pan silnik i dwa ceowniki jako szyny prowadzące. Silnik podnosi Pan małym podnośnikiem samochodowym, tak, aby dźwignąć go z poduszek. Alternatywnie czasami można podbić kliny pod łapy silnika. Potem spuszcza go Pan na dopasowaną ramkę (na obrzeżach miski olejowej) i wyciąga po szynach do przodu. Proszę rozważyć wykonanie prostej tulei zaciskowej na wał – tak, aby sprzęgło zmontować wewnętrz kabiny, a potem zostawić sobie tylko zaciśnięcie tulei na wale. Czasami bardzo mi pomaga, jak do klucza dospawam przedłużkę z rurki. Można też użyć przedłużki montowanej obrotowo do końca klucza z grzechotką – tak da się odkręcić tylne śruby poduszek. Aha, szyn muszą być podbite klockami opartymi o podłogę kokpitu – inaczej łatwo jest połamać sobie ręcę lub nogi silnikiem, który spada na podłogę. 
Jeżeli śruby były nie ruszane od dawna, to raczej będzie kłopot z ich odkręceniem. Pomoże lutlampa i gruszka z wodą (lepsze byłoby sprężone powietrze do czyszczenia wnętrz komputerów). Grzejemy/chłodzimy śruby, aż do skutku – czyli do momentu, aż gwint śruby zerwie połączenie adhezyjne z otworem. Potem wykręcenie jest już łatwe.

——————–

Pozdrawiam Klan SSI

T.L.

Komentarze