Titanic 1912 – historia legendy

0
7458

Kiedy w stoczni w Belfaście powstawał „Titanic”, wiadomo było, że jest to statek wyjątkowy. Miał być największy, najpotężniejszy i oczywiście absolutnie bezpieczny. Projektując go wykorzystano zdobycze ówczesnej myśli konstrukcyjnej i najnowocześniejsze materiały. Linia White Star znana była z wysokiego poziomu usług, a nazwy jej statków: „Olympic”, „Titanic” i „Gigantic”, trafnie odzwierciedlały ambicje armatora.

Jak powstał Titanic? Ile ważył i ilu pasażerów mógł zabrać?

Budowa statku rozpoczęła się 31 marca 1909 roku. Statek przez 2 lata budowało cztery tysiące robotników, a kiedy prace ukończono, powstał największy mobilny obiekt na świecie. Miał 259 metrów długości, 53 szerokości. Titanic ważył 52 310 ton, a sama kotwica tego giganta ważyła 16 ton. Na pokład mógł zabrać ponad 3,5 tysiąca pasażerów. Do ładowni zabierał 6 tysięcy ton węgla, który spalany w 26 kotłach, napędzał statek do prędkości ponad 22 węzłów.

Kiedy Titanic wyruszył w rejs?

obraz nr 1

Kapitanem statku został Edward J. Smith, człowiek o 40-letnim stażu we flocie, niezwykle sumienny marynarz i osoba ciesząca się wielkim zaufaniem zwierzchników i pasażerów. Przeniesiono go z „Olympica” właśnie aby doświadczył jeszcze dziewiczego rejsu na dumie armatora.

Statek wypłynął z Belfastu 2 kwietnia 1912 roku by nazajutrz zameldować się w Southampton, Tutaj miała zaokrętować większość pasażerów, tutaj także pobierano żywność na potrzeby pasażerów oraz węgiel. Z tym ostatnim pojawił się problem z uwagi na strajk brytyjskich górników, a aby zapełnić magazyny statku na atlantycki rejs potrzebowano aż 4,5 tysiąca ton węgla. Udało się problem rozwiązać, termin 10 kwietnia został dotrzymany. Ponieważ statek budził swymi rozmiarami sensację w Southampton, nic zatem dziwnego, że na jego pożegnanie stawiło się kilkanaście tysięcy ludzi chętnych do obejrzenia inauguracyjnego rejsu. Statek przy wsparciu holowników odpłynął powoli od specjalnie zbudowanego nabrzeża, ale tu pojawił się kolejny problem. Omal nie doszło do kolizji z „City of New York”, z którym „Titanic” minął się na przysłowiową grubość lakieru.

– Niedobrze, komentowano na pokładzie, takie zdarzenie zwiastuje pecha dla statku!

obraz nr 2

Trasa rejsu Titanica

Bez komplikacji jednak „Titanic” dostał się do Cherbourga, w którym dołączyła spora grupa pasażerów, a stąd popłynął do irlandzkiego Quenstown po ostatnich pasażerów. Teraz już prostą drogą po oceanie miał popłynąć do Nowego Jorku, a podczas podróży wszystko miało działać jak należy. I początkowo nawet tak było….

Pierwszy rejs super statku miał być okazją do demonstracji siły armatora, ale także kapitan starał się, aby zdobyć Błękitną Wstęgę Atlantyku, prestiżową nagrodę za najszybszy przelot przez ocean. „Titanic” był nieco wolniejszy od rekordzisty należącego do konkurencyjnego armatora, Cunnarda, ale Smith miał jasny plan zwycięstwa; pójście na skróty nieopodal Nowej Funlandii, co redukowało wprawdzie dystans, ale narażało statek na spotkanie z górą lodową.

Pasażerowie doskonale się bawili na pokładzie supernowoczesnego statku, pobyt umilały zajęcia organizowane przez załogę, spotkania, słowem relaks i swoboda. Pasażerowie klasy pierwszej przebywali głównie w swych apartamentach, klasa druga korzystała z udogodnień niespotykanych dotąd dla niej, a klasa trzecia umieszczona nisko pod linią wody korzystała z okazji by w ogóle dostać się do Stanów. To była najliczniejsza grupa pasażerów, to właśnie na niej armator zarabiał najwięcej w zamian oferując niewiele.

obraz nr 3

Statek pokonywa kolejne mile w kierunku nowego lądu, a na pokładzie zabawa trwała w najlepsze. Pasażerowie zasypali pokładowego radiotelegrafistę telegramami adresowanymi do znajomych i rodzin po obu stronach Atlantyku. Korespondencji było tak wiele, że służby łączności nie zdołały na bieżąco wysyłać komunikatów, a sytuację potęgowały awarie systemów łączności. Tak więc radiotelegrafiści ledwo się wyrabiali z robotą, a tymczasem kiedy „Titanic” dotarł w rejon Nowej Funlandii zaczęły do niego docierać komunikaty o zagrożeniu lodowym słane z innych statków w tym rejonie. Ich także było coraz więcej, tak dużo, że w końcu zaniechano ich odczytywania.

Dlaczego Titanic zatonął? Zderzenie z górą lodową

Był późny wieczór, 14 kwietnia 1912 roku, do północy brakowało niecałych dwudziestu minut. Oko na dziobie i bocianim gnieździe meldowało, że gór nie widzi, ale mgła ogranicza widoczność. Wreszcie jednak dostrzeżono zagrożenie, ale na reakcję było zbyt późno. „Titanic” mknął z prędkością około 21 węzłów, w czasie każdej sekundy pokonywał więc około 10 metrów. Kiedy z mgły wyłoniła się góra lodowa, próbowano zastopować maszynę i wyłożyć ster na burtę, ale stalowy kolos nie był szczególnie podatny na ruchy steru. Dziób odbił  prawą stronę, ale zderzenie z górą było nieuniknione. „Titanic” uderzył burtą o lód, a przy tej prędkości głęboka rysa w kadłubie ciągnęła się aż przez sześć grodzi wodoszczelnych. Problem w tym, że konstrukcja gwarantowała bezpieczeństwo przy zalaniu maksimum czterech. To oznaczało jedno- statek musi zatonąć.

Akcja ratunkowa dla pasażerów Titanica

obraz nr 4

Szybko zebrano kluczowe postaci w miejscu, w którym nastąpiła wyrwa w kadłubie. Diagnoza była przerażająca. Akcja ratownicza musi być szybka, ale wiadomo, że dla wszystkich 2207 pasażerów nie wystarczy miejsca w szalupach, a temperatura wody wynosi zaledwie 4°C. Początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy ze skali zagrożenia. – Taki statek nie może pójść na dno, mówiono. On jest niezatapialny. Niestety, był zatapialny jak najbardziej. Wody szybko przybywało pod pokładem a tymczasem trudno było znaleźć chętnych do obsadzenia szalup zrzucanych na wodę. Było zimno i nie dawano wiary ostrzeżeniom. Orkiestra przeniosła się z salonu na pokład by zachęcić do zajmowania miejsc w szalupach. Strzelano rakiety z nadzieją na dostrzeżenie ich na „Californianie”, którego światła pozycyjne były widoczne. Tam jednak nie zareagowano, kapitan nie podjął żadnej akcji, a radiostacja była wyłączona.

obraz nr 5

Po mniej więcej godzinie zrozumiano, że statku nie uratuje już nic. Teraz w panice pasażerowie próbowali wedrzeć się na pokłady szalup, ale miejsca w nich drastycznie ubywało. Pierwszeństwo zapewniono kobietom i dzieciom, na pokładzie działy się dantejskie sceny w poszukiwaniu ratunku. Aby nie wywołać paniki, załoga zamknęła drzwi łączące pokład z pomieszczeniami trzeciej klasy, co oznaczało wyrok śmierci dla tamtejszych pasażerów. Obawiano się jednak, że kilkuset pasażerów stamtąd może za wszelką cenę usiłować dotrzeć do szalup nie licząc się z hierarchią, płcią i konwenansami. A tego Anglicy starali się uniknąć do końca.

Zatonięcie Titanica

obraz nr 6

Po 2,5 godzinie statek przełamuje się i przechyla, część dziobowa znika w głębi oceanu, a zrozpaczony tłum zgromadzony w pogrążającym się kadłubie wie już, jaki czeka go los. Ludzie rzucają się w panice do wody, chwytają bezradnie szalup, walczą o życie do końca. Ponad 500 ludzi pływa wpław, a na szalupach wciąż są wolne miejsca. Jednak nie spieszą one z pomocą, ich obsługa obawia się próby niekontrolowanego wdarcia się na ich pokłady.

obraz nr 7

Titanic Engineers’ Memorial, Southampton

Ile osób udało się uratować z Titanica? Ile osób zginęło?

Wezwane na pomoc statki płyną całą naprzód w kierunku „Titanica”. Najszybsza z nich, „Carpathia”, dociera po 4 godzinach, ale wyławia rozbitków z 13 szalup. W wodzie nie ocalał już nikt. Zabiera rozbitków i płynie do Nowego Jorku. Z „Titanica” udało się ocalić zaledwie 705 osób, wolnych miejsc na szalupach było jeszcze około trzystu. Zginęło ponad półtora tysiąca osób. Była to wówczas najtragiczniejsza katastrofa morska, która wstrząsnęła opinią publiczną. Szok był tym większy, że oto w pierwszym rejsie zatonął statek uważany za niezatapialny zabierając ze sobą elitę Ameryki.

obraz nr 8

Pierwsza strona New York Herald po katastrofie Titanica

Śledztwo w sprawie katastrofy Titanica

Śledztwo podjęte po wypadku nie wykazało działania osób trzecich, wskazało na błędy dowodzenia, odpowiedzialnością obarczono także kapitana „Californiana” za nieudzielenie pomocy. Odpowiedzi na wiele pytań przyniosło dopiero dotarcie do wraku statku leżącego na głębokości ponad czterech kilometrów. Rozprucie burty było dłuższe niż pierwotnie sądzono, fragmenty jednostki leżały rozrzucone na powierzchni ponad 800 metrów. Wokół odnajdowano fragmenty statku, rzeczy osobiste załogi i pasażerów, zastawę stołową, części garderoby. Po latach wznowiono postępowanie wyjaśniające, które przyniosło zaskakujące rezultaty. Statek uległ wypadkowi wskutek splotu nieprzewidywalnych czynników meteorologicznych. Po pierwsze, płynął w epicentrum obszaru o bardzo wysokim ciśnieniu, zanotowano ponad 1030 hPa, podczas gdy wokół tego obszaru ulegało ono gwałtownemu załamaniu. Po drugie, „Titanic” wpłynął feralnego dnia w obszar prądu zimnego, co spowodowało gwałtowne obniżenie temperatury. Wreszcie po trzecie, tej nocy niebo było wyjątkowo rozgwieżdżone, a splot tych wszystkich okoliczności spowodował, że szczególnie uwydatniło się zjawisko refrakcji i będące jego skutkiem miraże. W tych warunkach zaburzeniu ulega widzenie obserwatorów, a zniekształcenia mogą osiągać zaskakujące rozmiary. Dlatego właśnie załoga na oku nie zdołała wcześniej wypatrzeć góry lodowej zwiastującej niebezpieczeństwo, dlatego załoga „Californiana” nie pospieszyła z pomocą, dlatego też osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo statku zostały zmylone.

obraz nr 9

Katastrofa „Titanica” – podsumowanie

Katastrofa „Titanica” była znana od niemal stulecia, ale prawdziwy rozgłos przyniosły jej dwa wydarzenia. Pierwszym z nich była ekspedycja doktora Ballarda zakończona dotarciem zdalnie sterowanych pojazdów podwodnych do wraku i wyjaśnienie wielu hipotez. Drugim ważnym wydarzeniem było nakręcenie filmu „Titanic” z udziałem Kate Winslet i Leonarda Di Caprio, który to film stał się prawdziwym hitem zgarniając 11 Oscarów. Ta katastrofa wcale nie była największa w dziejach żeglugi, ani najbardziej spektakularną. O wiele bardziej tragiczny rejs pasażerskiego statku zakończył się na Bałtyku, nieopodal Łeby. Na statku „Wilhelm Gustlof” uciekającym przed Armią Czerwoną z Gdyni na Zachód ofiar było wielokrotnie więcej, prawie 10 tysięcy, ale ta katastrofa nie została tak nagłośniona.

Z okazji setnej rocznicy wypadku świat powraca do tragicznych wydarzeń. W Belfaście zbudowano muzeum „Titanica”, w Nowym Jorku odbywały się uroczyste obchody, przypomniano sobie o pomniku w angielskim Southampton, temat powraca także na ekrany telewizji i kina, gdzie premierę miała wersja 3D słynnego wyciskacza łez Jamesa Camerona.

Autor: Marek Słodownik
 
 Za zgodą: www.marynistyka.pl

Komentarze