PIERWSZA POMOC NA MORZU

0
142
Za zgodą Jerzego Kulińskiego
Znana, ceniona i zasłużona oficyna ALMAPRESS – specjalizująca się w publikacjach żeglarskich, nurkowych i militariach wydała przydatny (nie tylko na jachcie, ale i w domu) poradnik PIERWSZA POMOC NA MORZU. Tytuł oryginału – First aid at sea. Tłumaczenie Małgorzata Czarnomska, konsultacja medyczna tłumaczenia – dr Marcin Milecki, redakcja Jacek Zyśk. Autorami są doświadczeni lekarze-żeglarze Douglas Justins i Colin Berry. Cechą wyróżniającą tego 29-stronicowego zeszytu jest jego forma. Zaryzykuję wyświechtane słowo compact – nadużywane teraz do określania … wszystkiego.
Wszyscy wiedzą – pierwsza pomoc musi być udzielana natychmiast. Bez zwłoki! Nie ma czasu na studiowanie opasłych tomów traktujacych o diagnozach i terapiach. Prezentowany w tym newsie poradnik jest precyzyjnym, dobrze usystematyzowanym brykiem przeznaczonym dla „zwykłych ludzi” *), czyli nie lekarzy.
Celem pierwszej pomocy jest ratowanie życia, zapobieganie pogarszaniu się stanu pacjenta, uśmierzanie bólu, przekazanie pacjenta do lekarza.
obraz nr 1

Co w środku zeszytu?
Utrata krwi i wstrząs, trudności z oddychaniem i zadławienia, oparzenia, utonięcie i hipotrmia, procedury w sytuacjach awaryjnych, łączność, medyczna „czeklista”, złamania i zwichnięcia, resuscytacja, zewnętrzny masaż serca, sztuczne oddychanie, nagłe zachorowania, utrata przytomności i uraz głowy, zranienia i urazy, apteczka pierwszej pomocy.
Zeszyt ma formę kołonotatnika (sprężynka). Ilustracje kolorowe, strony kartonowe. Poradnik jest polecany przez Royal Ocean Racing Club i pod patronatem „ŻAGLI”. SSI na patronat się nie załapał 🙁
Cena – 30 zł.
O kamizelkach pamiętacie?
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
 
—————————
*) Dygresja: dziwicie się, że lekarzy nie zaliczam do „zwykłych ludzi”? Ooo – to przecież znana sprawa. W szpitalch każdy polski lekarz chodzi z przewieszonym przez szyję steteskopem, aby go ktoś nie wziął za zwykłego człowieka, czyli pielęgniarza.
Pamiętam jak wiele lat temu, kiedy m/s „Batory” przywlekł na Wybrzeże jakąś tropikalna zarazę (chyba ospę) i wszyscy mieszkańcy Trójmiasta musieli poddać się bezwarunkowemu rygorowi szczepienia. Zapytałem wówczas moją sympatię – lekarkę Baśkę czy już się zaszczepiła. Z wyrzutem odparła – to jest dla „zwykłych ludzi”. Dygresja trochę off topic. Przepraszam.

Komentarze