Déjà vu

0
815

Francuski tytuł oznacza zjawisko niezbyt wyjaśnione naukowo. Po prostu nagle jesteśmy przekonani, że wydarzenie które przeżywamy,  już wcześniej widzieliśmy. 

To zdarzyło się sympatycznej żeglarce z Australii panience Watson, która w wieku 16 lat samotnie okrążyła jachtem żaglowym nasz glob. W jej przypadku możemy fakt, że nagle na jej jachcie odwiedziła ją rodzinka, wyjaśnić zmęczeniem i stresem, co często nazywamy też widzeniem sennym.

O jej książce pisałem już jako, że przetłumaczona została na język polski w sposób byle jaki. Przypomnę tylko, że według tłumaczy na przykład: fok to żagiel mocowany do forsztagu. Czytelnika, który jest żeglarzem zaskoczyć też może niezrozumiała troska młodej żeglarki o liny wskaźnika kierunku wiatru. Przysłowiowego konia z rzędem temu kto wyjaśni o co chodzi.

Książkę zabrałem na pokład w miniony długi weekend, aby spokojnie przeczytać na cichych wodach lazurowego Morza Śródziemnego. Oczami wyobraźni płynąłem zatem wspólnie z Jessicą Watson, pokonując zawiły język tłumaczenia tego, co zapewne w oryginale logicznie i używając terminologii zrozumiałej dla każdego żeglarza, napisała dzielna panienka kapitan.  Mój jacht płynął spokojnie wzdłuż złocistych, ale jeszcze pustych o tej porze roku plaż, a Jessica zbliżała się do przylądka Horn. I nagle zdałem sobie sprawę, że czytam coś co już znam. W pierwszej chwili cofnąłem wzrok o kilka zdań. Przeczytałem ponownie i nie miałem wątpliwości. Ja to znam. Przymknąłem oczy i pomyślałem co będzie dalej. Otworzyłem oczy i stwierdziłem, że czytam to o czym pomyślałem. W pierwszej chwili zrobło mi się przyjemnie jako prorokowi i żeglarzowi obdarzonemu przez kosmitów tak wielkim zaufaniem. No przecież moja przypadłość może nawet ocalić ludzkość. Ale z drugiej strony pomyślałem, że ludzkość potrafi być niewdzięczna i może nawet mnie ukrzyżować. Postanowiłem uczcić niezbity fakt moich nadprzyrodzonych zdolności, szklaneczką dobrego wina, co też uczyniłem. Po powrocie z kabiny za ster, postanowiłem, że jednak dokończę przynajmniej ten fragment książki o przylądku Horn. Żeby nie być podejrzanym o to, że coś zmyślam, podaję, że opis żeglugi Jessici koło przylądka Horn zaczyna sie na 240 stronie książki. Po stronie 240 jest strona… i tu przetarłem oczy ze zdumienia.  Po stronie 240 następowała strona 225, po niej 226 i tak aż do strony ponownie 240 aby przeskoczyć do strony 257. Po stronach 241 do 256 ani śladu. Sprawdzałem, szukałem, kartkowałem. Na próżno. Najciekawszy fragment rejsu dzielnej szesnastolatki został być może wklejony do innego egzemplarza książki, której właściciel podobnie jak ja przeżyje deja vu.

Książkę wydało wydawnictwo Hachette Polska. Pomyślałem, że tak zacny i znany dom wydawniczy pewno już zamieścił na swojej stronie internetowej informację z przeprosinami i propozycją bezpłatnej wymiany bubli na poprawnie wydane egzemplarze. Nic takiego.

Pozostaje mi tylko wierzyć,  że jestem w posiadaniu jedynego niestarannie wydanego egzemplarza książki, albo że tak jak ja, inni czytelnicy uwierzyli w swoje deja vu i z obawy przed zemstą zawistnych współziomków nic nikomu nie mówią.

A może Jessica jakoś ominęła przylądek Horn? Jak myślicie?    

Autor: Andrzej Kowalczyk

Komentarze