Żeglowanie bez patentu – czy można żeglować bez uprawnień?

0
276

Krótko mówiąc – można żeglować bez uprawnień. Ale nie wszędzie i nie na każdej jednostce. To trochę tak, jakby zapytać, czy można korzystać z jezdni, nie mając prawa jazdy. Owszem, da się to zrobić – ale raczej na hulajnodze lub rowerze, niż samochodem.

Jeżeli kochacie wodę, wolność i wiatr we włosach, zdecydowanie warto wyrobić sobie stosowne uprawnienia. Jeśli jednak z jakiegoś powodu nie macie na to czasu/ochoty/możliwości, nic straconego – po prostu odbędziecie mniej „epicki” rejs. Ale pewnie i tak będzie fajnie. 

Jak to wygląda w szczegółach? Zaraz wszystko stanie się jasne.

Żeglowanie bez uprawnień

A właściwie to bez plastiku, bo papierowe patenty to już pieśń przeszłości. Pragnąc żeglować bez nich, trzeba się liczyć z pewnymi ograniczeniami co do wielkości jednostki oraz mocy jej silnika. 

Warto pamiętać, że te przepisy nie powstały po to, żeby Was zirytować, naciągnąć na koszty, ani żeby zrobić z osób mających uprawnienia jakiś ekskluzywny klub, do którego zwykły śmiertelnik nie ma wstępu. 

Rzecz w tym, że na wodzie naprawdę można zrobić krzywdę sobie lub innym. Wbrew pozorom jachty żaglowe czy motorowe są dość ciężkie, a chociaż przemieszczają się znacznie wolniej, niż samochody, mają tę przykrą właściwość, że nie posiadają hamulców. Osoba, która nie zdaje sobie sprawy z sił, z jakimi ma do czynienia i nie ma umiejętności pozwalających nad nimi zapanować, jest trochę jak dziecko z odbezpieczonym pistoletem: krótko mówiąc, to kwestia czasu, aż kogoś zaboli. Fizycznie lub finansowo – bo łodzie to  drogie zabawki.

Czym wolno pływać bez uprawnień żeglarskich?

Nie mając absolutnie żadnych uprawnień, możecie prowadzić następujące typy jednostek:

  • jachty żaglowe o długości kadłuba nie większej, niż 7,5 m
    Co ważne, jednostki te mogą mieć dodatkowy napęd mechaniczny (zwykle pod tą szumną nazwą kryje się niewielki silniczek zaburtowy),
  • jachty motorowe o długości kadłuba nie większej, niż 13 m i mocy silnika do 75 kW
    Jest jednak pewien warunek – takie jednostki muszą mieć ograniczenie pozwalające rozpędzić się do maksymalnie 15 km/godz. (Chodzi o to, by amator, który pierwszy raz w życiu stanął za sterem, nie wjechał motorówką na plażę ani do hotelowego baru). 

O czym należy pamiętać?

Istnieje mnóstwo ludzi, którzy każde wakacje spędzają pod żaglami (i to na morzach), a nie mają, ani nie zamierzają mieć patentu. Jeżeli do szczęścia wystarcza im rola członka załogi, nie ma potrzeby, by wyrabiali jakiekolwiek uprawnienia. 

Fakt, że można żeglować bez patentu, nie oznacza jednak, że da się pływać bez chociażby podstawowej wiedzy i umiejętności. Jeżeli nigdy wcześniej nie postawiliście stopy na pokładzie, poproście kogoś, by pokazał Wam, „czym się to je” – a najlepiej, by w pierwszy rejs (nawet kilkuminutowy) popłynął z Wami. Dzięki temu zyskacie pewność, że przygoda na wodzie będzie dla Was wielką frajdą, a nie jakimś zbędnym stresem. 

Nie zapominajcie również, że na dowolnym akwenie, podobnie jak na każdej ulicy, obowiązują pewne zasady ruchu. Warto poznać je, zanim natkniecie się na inną jednostkę, płynącą kursem kolizyjnym (bo wtedy nie będzie już czasu tego sprawdzać). Generalna zasada jest taka, że silniejszy ustępuje słabszemu – czyli ludzie na motorówce przepuszczają żaglówkę, a żaglówka – kajak. W przypadku dwóch żaglówek pierwszeństwo ma ta, która płynie prawym halsem. 

Podsumowanie – żeglowanie bez patentu

Pływać bez patentu jak najbardziej można. Brak oficjalnych uprawnień nie zwalnia jednak nikogo ze znajomości podstawowych zagadnień związanych z bezpieczeństwem i obsługą jachtu. 

Jeśli pożyczacie łódź po raz pierwszy i macie jakieś pytania, zadajcie je, zanim odpłyniecie od brzegu. Potem pozostanie Wam Wujek Google – a sami wiecie, czym kończą się jego złote rady. Bądźcie zatem rozsądni i bawcie się dobrze. Życzymy Wam wiatru w plecy i stopy wody pod kilem!

Komentarze