Z kilwateru „Daru Szczecina” – odc. IV

0
305

Przez trzy kolejne sezony żeglarskie (1977 – 1979) jacht, prowadzony przez zmieniających się kapitanów (m.in. Bogusław Byrka, Marek Czaja, Krzysztof Plewiński), startował w różnych regatach oraz odbył szereg turystycznych i szkoleniowych rejsów po Bałtyku i Morzu Północnym. Sam prowadziłem “Dar Szczecina”, (18.07. – 12.08.1979) w klubowym rejsie do Amsterdamu, Hamburga i Malmo.

obraz nr 1

Po dziesięcioletniej intensywnej eksploatacji , w roku 1980-1981 jacht poddany został niezbędnemu już remontowi w Szczecińskiej Stoczni Jachtowej. Dopiero w roku 1983, po złagodzeniu restrykcji wynikających z wprowadzenia w grudniu 1981 roku stanu wojennego, “Dar Szczecina” znowu mógł wypłynąć poza świnoujskie główki portowe.

The Cutty Sark Tall Ships Race’ 83

            W roku 1983 organizator, brytyjskie stowarzyszenie The Sail Training Association, do udziału w dorocznych międzynarodowych regatach pod patronatem producenta szkockiej whisky zaprosiło tylko mniejsze statki żaglowe i jachty. Stąd tamten zlot żaglowców, połączony z regatami na blisko 600-milowej trasie z Travemünde – wokół Gotlandu – Karlskrona popularnie nazywany był Małą Operacją Żagiel. Ponieważ po opisywanym wcześniej udziale “Daru Szczecina” w Op. Sail ‘76, jako kapitan klubowego “Hajduka” uczestniczyłem także w organizowanych przez STA regatach w latach 1980 i 1982, Zarząd Sekcji Żeglarskiej MKS Pogoń powierzył mi prowadzenie “Daru Szczecina” w The Cutty Sark Tall Ships Race’ 83.

obraz nr 2

W rejsie, rozpoczętym 9 lipca, najpierw – zgodnie z życzeniem organizatorów – zawinęliśmy na krótki postój do Kilonii, a następnie do Travemünde, gdzie nastąpiło oficjalne rozpoczęcie regat. Zgłosiło się do nich ponad 60 jachtów z 10 krajów, w tym 18, tak jak my, deklarujących używanie spinakerów. Pierwsze godziny po starcie, który wyznaczono w pobliżu duńskiej wyspy Falster, to szybka (wskazania logu 11-14 węzłów) i pełna emocji żegluga pod spinakerem przy silnym (6 stopni B), baksztagowym (wiejącym skośnie od rufy) wiatrem. Pęknięcie wypracowanego fału zmusza do błyskawicznego wyciągnięcia z wody opadającego płótna. Nie wytrzymuje także następna lina, na której  przez kilka godzin niesiemy mniejszego “sztormowego” spinakera. Teraz znacznie wolniej żeglujemy pod zarefowanym grotem i genuą, tracąc nieco przewagę osiągniętą nad wieloma konkurentami.

Pęknięcie okucia poprzeczki prawego dolnego salingu, grożące złamaniem blisko 20-metrowego masztu, zmusza mnie do przerwania regat i skierowania jachtu do odległego około 50 mil portu Visby. Drogą radiową informuję o sytuacji “Somerset”, statek łącznikowy organizatorów. Jednostka ta towarzyszy nam aż do momentu wejścia do portu schronienia.

obraz nr 3

W 40 godzin od spostrzeżenia awarii, z naprawionym w Visby takielunkiem, znów ruszyliśmy, za całą flotyllą, na trasę regat. Metę pod Karlskroną przecięliśmy jako 40 jednostka, plasując się ostatecznie na 13 miejscu w swej klasie. Ku naszemu zdziwieniu okazało się, że po nas dotarło jeszcze około dziesięć jachtów. Kilkanaście wycofało się z różnych powodów, bądź nie zmieściło się w regulaminowym czasie. Brytyjski “Petard” rozbił się na skałach przy północnym cyplu Gotlandu, załoga – na szczęście – uratowała się.

Blisko tygodniowy postój w Karlskronie obfitował w liczne oficjalne i towarzyskie imprezy, spotkania i przyjęcia. Osobiście – jako jedyny przedstawiciel wszystkich polskich żeglarzy – zaszczycony zostałem zaproszeniem władz okręgu Blekinge na lunch w kilkunastuosobowym międzynarodowym gronie , w którym uczestniczył Karol Gustaw, król Szwecji.

W Szczecinie, na przystani MKS Szczecin, dokąd wróciliśmy 1 sierpnia, prowadzenie jachtu oddałem kpt. Jerzemu Kisielewskiemu, mojemu zastępcy w trakcie opisywanych regat, a od 1982 roku etatowemu opiekunowi i kapitanowi Daru Szczecina”. (dcn)

Zygmunt Kowalski

Źródło: http://mojalasztownia.pl

Komentarze