Wyprawa na Północ – Svalbar 2011

0
135

SPIRIT rozpoczął wyprawę na Północ. Spędzimy lato na Spitsbergenie, włócząc się po lodowych fiordach i eksplorując surową przyrodę Arktyki. Planujemy odwiedzić polskie bazy arktyczne oraz opuszczone osady górnicze, w tym Pyramiden – spektakularny pomnik socjalistycznej utopii.

Svalbard to jedno z niewielu miejsc na świecie, które można eksplorować niemal wyłącznie z pokładu jachtu i gdzie można dotrzeć w miejsca, w których jeszcze nikogo nie było.

17 sierpnia 2011

Stoimy na wejściu do Hinlopenstretet, wieje 30kn z SE, czekamy na poprawę pogody

 19 sierpnia 2011

Stoimy cały czas w Zorgefjiorden przy wejściu do Hinlopen. Pogoda jest bez zmian – mamy bezchmurne niebo, w zatoczce, gdzie stoimy woda jest lustrzana, natomiast od Hinlopen wali nieprzerwany wał chmur. Dzisiaj po trzech dniach czekania podjęliśmy desperacką proóbę wejścia do Hinlopen, przygotowaliśmy jacht do sztormowania no i wychyliliśmy się zza cypla. Jak powiało 35kn i taka stroma fala, która się tam rozpędza na całej długości Hinlopen, to grzecznie podkuliliśmy ogon i z powrotem wróciliśmy do zatoczki.
Jest jakaś niesamowita sytuacja, to jest czwarty dzień, kiedy wieje cały czas z południa i w Hinlopen robi się dysza, i nie ma najmniejszej możliwości wejścia tam, oprócz niej ciągnie taki gęsty wał mgły, który stąd cały czas widzimy. Razem z nami stoi norweski jacht i chłopaki też czekają, kiedy to się skończy.
W związku z tym na jachcie trwają prace porządkowe, wszystkie okoliczne szczyty zdobyte, próby połowu ryb tradycyjnie z zerowym sukcesem, ogniska na plaży, prace konserwacyjne na jachcie i inne rozrywki typowo żeglarskie podczas postoju czwarty dzień na kotwicy w tym samym miejscu.
[Jerzy A. Kosz]

‎21 sierpnia 2011

Utknęliśmy na dobre w Zorgefjorden na wejściu do Hinlopen, od środy wieje wściekle 30-40kn. Chcąc przełamać złą passę przejechaliśmy wczoraj na drugą stronę, ale wciąż tylko piekło. Przestaliśmy tu noc i już zapadła decyzja, że wracamy, kiedy nagle wszystko się skończyło.. Poderwaliśmy kotwicę i idziemy w głąb Hinlopen, na Nordaustlandet, przy odrobinie szczęścia może uda się odwiedzić bazę Kinvika.

24 sierpnia 2011

Z ostatnich dwóch dni: przeszliśmy cieśninę Hinlopen, w tej chwili jesteśmy po wschodniej stronie Spitsbergenu. Na poczatku walczyliśmy z ciężkim wiatrem, ale na szczęście trochę się uspokoiło. Przez pierwszą noc staliśmy w Augustabukta – bardzo ładne miejsce. Nie było wprawdzie morsów na plaży, ale pływały w pobliżu jachtu i szczerzyły te swoje kły. Potem pojechaliśmy na Barentsoya, a ostatnią noc spędziliśmy przy Edgeoya. 
W tej chwili już powolutku, pod genuą, z wiatrem, który wieje wreszcie mniej więcej z północy, płyniemy w kierunku Sorkapp. Powinniśmy go dzisiaj minąć i wyjść na zachodnie wybrzeże. Potem wizyta w Hornsundzie i w górę, w kierunku Isfjordu, zamykając pętlę wokół Spitsbergenu.
Na jachcie wszystko w porządku. Pogoda wprawdzie trochę marna, niebo zachmurzone, mży, ale przynajmniej wieje z właściwego kierunku. No i dostojnie zmierzamy na południe.

25 sierpnia 2011

Siedzimy w salonie stacji w Hornsundzie. Jak zwykle bardzo cieple przyjecie. Rozmawiamy o planach 34 ekspedycji i o naszych wrazeniach z zeglowania po wschodniej stronie. Po spacerze ruszamy dalej. Jutro jeszce wizyta w Pyramiden i powrot na sobote do Longyearbyen.

28 sierpnia 2011

Stoimy w LYR na boi. Kolejny etap zakończony bez strat. Toast wzniesiony.


29 sierpnia 2011

Nowa zaloga juz na jachcie. Dzisiaj jeszcze zakupy, tankowanie i w droge. 
Mamy 600Nm do Jan Mayen.

 2 września 2011

Jest czwartek, godz 2100. Nasza pozycja 75st13′ N, 001st18′ W, czyli przeszliśmy już na drugą stronę świata. Zmierzamy wolno w kierunku Jan Mayen, gdzieś tam na środku Oceanu Arktycznego.
Pogoda obrzydliwa, wiatr cały czas przeciwny, wieje dokładnie od Jan Mayen, south-west’owy wiatr, rzadko zresztą spotykany, ale jak zwykle coś się namieszało. Teraz już osłabł, ale był dość silny, dochodziło do 25 węzłów i więcej, więc zarefowani tłukliśmy się tak po ostrej fali. Dzisiaj przez cały czas padał deszcz, mglisto, niski pułap chmur, niewiele widać, na jachcie wilgoć, takie typowe żeglowanie w Arktyce. 
Do Jan Mayen mamy jeszcze 370 mil, na szczęście wiatr teraz zelżał, więc jest nadzieja, że przyspieszymy. Za jakieś 2-3 dni będziemy w JM, wtedy damy znać co dalej.

 4 września 2011

Stoimy na kotwicy przy północnym krańcu Jan Mayen. Wieje wciąż z południa, więc tu jesteśmy w miarę osłonięci. Wulkan Beerenberg rzeczywiście imponujący, choć tylko momentami jego sylwetka prześwituje przez mgłę i chmury. Jesteśmy 570 mil na południe od Svalbardu i wyraźnie daje się odczuć, że to już trochę inna Arktyka, zrobiło się sporo cieplej.

Część załogi wybrała się na wycieczkę do norweskiej stacji radiowo – meteorologicznej (podzieliliśmy się na dwie grupy, gdyż w tych warunkach nie możemy zostawić jachtu bez nadzoru. Na wieczór wychodzimy w kierunku Wysp Owczych. Prognozy wskazują, że szykuje się jakeiś piekiełko nad Islandią, ale powinniśmy przemknąć bokiem. Pozdrowienia.

Norwedzy przyjęli nas wyjątkowo serdecznie, byliśmy urzeczeni gościnnością personelu bazy, a sam komandor obwiózł po wyspie obie drużyny prywatnym samochodem. Cóż, można powiedzieć, że nie ma na Jan Mayen natłoku jachtów, my byliśmy czwartym, który dopłynął tam w tym roku.

Wyspa robi niesamowite wrażenie, szczególnie wulkan Beerenberg o zboczach pokrytych lodem. Zwiedziliśmy też stare stacje norweskie, lawiniska, kolonie ptaków, czyli główne atrakcje dostępne na JM 

8 września 2011

Jesteśmy niecałe 150 Mm od Wysp Owczych, wieje z NW i idziemy w końcu na żaglach. Jesteśmy w centrum niżu, wszędzie dookoła piekło, na Morzu Irlandzkim sztormy do 9, a my przy ‚trójce’ żeglujemy po gładkiej wodzie, choć w typowo niżowej scenerii, w mżawce i przy niskich chmurach. Wczorajszej nocy pokazało się na chwilę niebo z gwiazdami – takiego widoku nie oglądaliśmy od 4 miesięcy!

9 września 2011

Stoimy w Torshavn. Większość drogi za nami. Teraz czas na małe party – stolik zamówiaony na 2100 🙂

12 września 2011

Stoimy w Vagur. Śliczny port najbardziej na południe na Faroes. Jeśli prognoza się potwierdzi, to dziś ruszymy na Hebrides. Saint Kilda to kolejna samotna i opuszczona wyspa.

 14 września 2011

Stoimy na kotwicy na Saint Kilda (57deg 48.5’N 008deg 33,9’W). To takie 
piekne, opuszczone przez ludzi kilkadziesiat lat temu miejsce. Dojechalismy nad ranem troche wymeczeni warunkami. Stacje raportowaly 9B, ale poniewaz nasz windmeter nieco zaniza, u nas bylo tylko 8B. Teraz jedna grupa na ladzie, druga grzeje sie w sloncu na decku. Gora nadal wieje powyzej 30kn. 
Na pokladzie jeszcze nie zmyte slady po wizycie mlodego gluptaka, ktory przejechal z nami kilkadziesiat mil. Tuz przed wyspami jednak nas opuscil zostawiajac zapaskudzony poklad. 

18 września 2011

17.09.2011, 1830: Stoimy w Port Ellen na wyspie Islay. Dojechaliśmy w nocy, trochę z trudem, bo wiało mocno z S. Załoga zwiedza okoliczne destylarnie (liczne), a ja coś tam dłubię przy jachcie w towarzystwie uśmiechniętej butelki Bowmore Islay godnie reprezentującej wyspę. Do Dublina 150 Nm.

20 września 2011

Przy kei w Dun Laoghaire. Zrobiliśmy ładny rejs

I tak zakończyliśmy Wyprawę na Północ…

[JAK]

 Źródło: http://www.facebook.com/events/187324081302104/ 

Komentarze