Uratuj Polonusa – Kapitan o akcji

0
270

Zamieszczanmy tekst napisany przez kapitana Polonusa po dotarciu do Puerto Wiliams. Sebastian napisał jak przebiegła akcja wypłynięcia oraz kilkudniowa żegluga do brzegów Ameryki Południowej.

28 stycznia 2016

17 stycznia 2016 – 3 dni po ściągnięciu jachtu Polonus z brzegu wyspy króla Jerzego Podjąłem decyzję o wypłynięciu w rejs w stronę Ameryki Południowej.3 dni postoju na kotwicy i testowania silnika, potwierdziły że paliwo zanieczyszczone jest wodą i innymi ustrojstwami. W efekcie zanieczyszczenie filtrów i konieczność ich czyszczenia co około 5-6 godzin pracy.Po uświadomieniu problemu załodze (Marcinowi i Tomkowi ) i omówieniu ryzyka podjęliśmy decyzję o wypłynięciu w rejs. Decyzja o opuszczeniu jachtu przez Basie i Janusza niewątpliwie spowodowała osłabienie ekipy, jednak znając obie pozostałe osoby wiedziałem że mogę im zaufać i przez parę kolejnych dni będziemy jak i dotychczas stanowić zgrany zespół. ponad 700 mil, wg z góry ustalonych wacht a i tak każdy z nas jechał Tyle na ile miał ochotę. Nie byliśmy zmęczeni a nadmiar energii spożytkowaliśmy na prace pokładowe i zajęcia wspólne. Od momentu wypłynięcia na Dreaka, jedyny nasz napęd stanowiły żagle, a silnik uruchamianiem tylko w celu ładowania akumulatorów. Gdy przed wejściem w Beagla wiatr zaczął wiać w mordę postanowiliśmy włączyć silnik i dopłynąć w ten sposób do Ushuaia. Silnik odpalił, pochodził chwilę a w momencie włączenia biegu okazało się że nie mamy napędu. Szybka inspekcja organoleptyczna potwierdziła brak śruby. Tej którą wymienialiśmy na Wyspie Króla Jerzego, ponieważ poprzednią została zniszczona przez lód podczas postoju jachtu na łożu w wodzie.

Ponieważ zbliżał się sztorm postanowiliśmy znaleźć schronienie na boi Armady Chilijskiej w pobliżu wyspy Lenox. Zrzuciliśmy ponton i sprawnie z napędem żaglowym zacumowaliśmy na boi. Po 2 dniach wiatr ucichł a my za pomocą pontony z silnikiem za burtowym dopłynęliśmy w stronę Puerto Williams. Od dłuższego czasu byłem w stałym kontakcie z Piotrem i Krzyśkiem z Selmy i knuliśmy intensywnie jak pomoc nam bezpiecznie bez silnika dotrzeć do cywilizacji, jednocześnie w dość krótkim okresie czasu. Prośbą o pomoc wydawała mi się najbardziej rozsądnym i bezpiecznym sposobem dotarcia do portu. Chłopaki z Selmy oczywiście stanęli na wysokości zadania. Spotkaliśmy się w kanale Beagla, podali nam hol i przez prawie 7 godzin stanowili nasz główny napęd. Później dodatkowo zrzucili ponton i wraz z naszym wholowali Polonusa do portu. W tym miejscu składam ogromne podziękowania dla Piotra i Krzyska z Selma Expedition. Przez kilka ostatnich dni stanowili ogromne wsparcie logistyczne. Widać że w tym rejonie czują się „jak u siebie”. Również przekazuje podziękowania dla załogi będącej podczas akcji holowania Polonusa na Selmie. Wszak ta zmiana planów była nie spodziewana. I w taki oto sposób, kolejny mały mroczek w akcji ratunkowej Polonusa został zrobiony. Dziękuję Za pomoc .oczywiście również przekazuje podziękowania 2/5 załogi, która jak się do wiedziałem dotarła już bezpiecznie na kontynent. Nie chce w tym miejscu rostrząsać i mieszać w tym kotle i szambie, które co po niektórzy ważą .chce być poza ale na wszystkie konkretne pytania z chęcią odpowiem osobom zainteresowanym a przede wszystkim zaangażowanym w akcję. Bo czuje że jestem Wam to winien a przede wszystkim byliście w tych wszystkich chwilach z jachtem i że mną.. (…).

Polonus jest na wodzie – Polonus jest bezpieczny i dla wszystkich zaangażowanych pamiętajcie – żaden tłum nie dotarł nigdy na Wasz szczyt !!!

Seba

 

Komentarze