Tara Tari i Capucine Trochet: niezwykły duet

0
662

Przedstawiamy niezwykłą historię kobiety, która dzięki niewielkiej łódce spełniła swoje marzenie o morskich wojażach.

Geneza Tara Tari

Tara Tari jest żaglówką inspirowaną przez tradycyjne łodzie rybackie z Bangladeszu, zbudowaną z włókien juty, poliestru i materiałów pochodzących z recyklingu.

W latach 70-tych juta była surowcem, który stanowił 70% zysków z eksportu w Bangladeszu. Zastąpienie jej później przez materiały syntetyczne spowodowało wzrost bezrobocia i zwiększenie liczby najuboższych. Zastanawiano się, jak przywrócić reputację materiałowi, który stanowił podstawowe źródło utrzymania całego kraju. Rozwiązanie znaleźli inżynierowie Tara Tari. Corentin Chantelperron zaproponował eksperymentalne zastąpienie włókna szklanego przez włókna juty w produkcji materiałów kompozytowych jako ekologiczną i ekonomiczną alternatywę dla włókna szklanego. Budowę prototypu przeprowadzono na terenie Naval Shipyard Taratari, stąd też pochodzi nazwa łodzi.

Tara Tari zyskała rozgłos dzięki rejsowi Chatelperron z 2010 roku (od Koakata w Bangladeszu, przez Kanał Sueski, do La Ciotat we Francji). Rejs trwał 186 dni, a Chantelperron przebył 9000 mil.

Od października 2011 roku łódka Tara Tari rozpoczęła nową przygodę z Capucine Trochet na pokładzie. Jej zadaniem było przepłyniecie Atlantyku i zebranie funduszy dla projektu Corentin Chatelperron. W lutym 2013 r. bez autopilota i wiatrowskazu, Tara Tari wypłynęła z Wysp Zielonego Przylądka w kierunku Martyniki.

Capucine Trochet: podążaj za marzeniami!

Chociaż Capucine nie pochodzi z rodziny o żeglarskich tradycjach, pokochała morze niemal nad życie. Jak do tego doszło? Trochet wspomina: „Dzieciństwo raczej spędziłam w górach. Między 9 a 18 rokiem życia mieszkałam w Barcelonie, uczyłam się o historii i geografii Ameryki Południowej. Byłam zaintrygowana Chile – dzikim, rozległym krajem, którego 95% powierzchni składa się z gór wzdłuż oceanu. W wieku 23 lat wyruszyłam w Andy, by spędzić tam dwa lata na pieszych wędrówkach. Nie miałam żadnej ustalonej daty powrotu, więc żyłam bez terminów na karku, delektując się przyjemnością robienia czegoś dla samej siebie, z niewielkim budżetem. Po tych 4000 km na piechotę przebyłam cieśninę Magellana
i zobaczyłam znak „Koniec Ameryki”. Marzyła mi się podróż na Antarktydę i nagle doznałam olśnienia: muszę zbudować łódź.”
Zapragnęła wziąć udział w Mini Transat. Była w tym czasie dziennikarką, śledziła zawody, takie jak Solitaire du Figuro i spotkała Tanguy Le Glatin’a, który udzielił jej wskazówek.

Zaczęła od zera, ale szybko się uczyła i pracowała ciężko, by zakupić Pogo2, na którym zamieszkała. W styczniu 2009 roku zaczęła trenować, bez konkretnego terminu na swój pierwszy Mini. Była zmotywowana, pływała każdego dnia. Kilka tygodni przed Mini Fastnet doznała kontuzji nogi i założono jej gips na kilka miesięcy. Później okazało się, że niezbędna będzie również operacja. We wrześniu 2010 roku jej stan poprawił się, lecz chirurg stwierdził, że z drugą nogą jest gorzej. Po ostatniej styczniowej operacji, rekonwalescencja w Kerpape nie szła dobrze. Capucine była sfrustrowana, że musi leżeć w łóżku, podczas gdy jej przyjaciele żeglują.. Trochet musiała zawiesić plany względem Mini Transat na czas nieokreślony.

W tym czasie spotkała się z Corentin. Capucine wspomina: „Powiedziałam mu, że ja nie mogę wziąć udziału w Mini, a on nie wie, co zrobić z łodzią (Chantelperron chciał wrócić do Bangladeszu i kontynuować badania nad jutą). Stwierdziłam, że w takim razie ja mogę pokonać Atlantyk na Tara Tari.” W taki oto sposób przejęła pałeczkę od Corentin Chatelperron na czele legendarnego, małego jachtu z włókien juty.

Kiedy zakończyła rehabilitację, rozpoczęła naprawę Tara Tari. Musiała oczyścić zardzewiałą, brudną łódź. Próbując wejść do środka złamała kość ogonową. „Nic nie mówiłam, bo nie chciałam wrócić do szpitala.” Ale lekarze ze szpitala byli wyrozumiali. Capucine nie mogła się doczekać wodowania swojej jednostki i pracowała nawet w nocy, w świetle reflektorów samochodowych. Kadłub był w dobrym stanie, do konstrukcji dodano kilka kilogramów balastu dla lepszej stabilności.

Projekt trwał całe lato. Zabrakło budżetu na wymianę chińskiego silnika. Żagle z dacronu, ofiarowane przez firmę Impact już w Bangladeszu, nadal się dobrze trzymały. Żeglarski świat bardzo wspierał Trochet w jej działaniu, chociaż nie chwaliła się tym, co robi. Sprezentowano jej narzędzia i udzielano wielu cennych rad. Nautix ofiarował przeciwporostowe prototypy testowe, Harken knagi i rolery, Plastimo nowe okno… Tanguy de Lamotte, Sidney Gavignet, Bertrand Delesne i David Raison przynieśli materiały, fały, rolery i nawet połączenie GST! Iridium to dar Armel Le Cléac’ha. Sidney, Jean Le Cam i Michel Desjoyeaux dali kilka kilogramów liofilizowanej żywności.

Łódź zwodowano w październiku 2011 roku, a chrzest miał miejsce w Cité de la Voile de Lorient. Przed wyjazdem do Indii Zachodnich Trochet obchodziła 30-te urodziny.

Tara Tari waży 1,5 tony i jest o wiele mniej wydajna niż Mini – nie przekracza 6 węzłów, ale wymaga mniejszego zaangażowania mięśni. Chociaż ze względu na rozmiar, wiele czynności jest skomplikowanych, np. stale przebywa się w pozycji kucającej. Trzeba też wykazać się przytomnością umysłu i przewidzieć różne scenariusze, na przykład któregoś razu w ciągu 10 minut w łodzi zebrało się ponad 20 cm wody.

Capucine jadła liofilizowane jedzenie na zimno, ponieważ kuchenka kiepsko działała. Używała jej oszczędnie: do przygotowywania ciepłych napojów do walki z zimnem (nie miała specjalnej odzieży żeglarskiej) oraz makaronu na kolację. Poza tym jej dieta składała się z sałatki z tuńczyka, konserwowej kukurydzy i oliwek Nie mogła też poświęcić odpowiedniej ilości czasu na sen, ponieważ na Morzu Śródziemnym panował spory ruch. Przepłynięcie go okazało się nawet trudniejsze, niż przepłynięcie Atlantyku. Hiszpańscy rybacy, których spotkała w dorzeczu rzeki Ebro, byli niezmiernie zdumieni, widząc kobietę w tak małej łodzi i to o tej porze roku. Podarowali Capucine sporo jedzenia, żeby mogła kontynuować rejs.

Spartańskie warunki na łodzi nie były straszne Trochet. W wieku 15 lat wzięła udział w projekcie budowy szkoły w Burkina Faso w Afryce. Odeszła zaraz po uzyskaniu dyplomu, w wieku 17 lat. Ukończyła wtedy także m.in. kursy księgowości. W Afryce Capucine ciosała kilofem cegły, przebywała mile w buszu, by zaopatrzyć się w wodę ze studni. Obsadziła również drzewami niemal 700 metrów gruntu. To uświadomiło jej, że chce żyć w najprostszy, możliwy sposób. „Na Tara Tari przeżyłam najlepsze chwile mojego życia. Nie zawsze było łatwo, ale nie żałuję ani jednego dnia podróży.” – mówi. – „Miałam okazję nauczyć się pływania od najlepszych. Chcę przekazać innym, żeby nie porzucali swoich marzeń, nigdy się nie poddawali i dążyli do realizacji celów. Trzeba je tylko dostosować do życia, które bywa kapryśne.”

Na Wyspach Zielonego Przylądka na początku pogoda była całkiem dobra, lecz uległa pogorszeniu w ciągu 48 godzin. Pojawił się silny wiatr 45 węzłów oraz duże fale. Z jedenastu dni żeglugi aż dziewięć było w trudnych warunkach. Płynęła w towarzystwie kaszalotów
i dorad, nawet pojawił się rekin. Na Martynikę dotarła 23 lutego 2013, gdzie przezimowała. Tara Tari była pokryta skorupą soli, ale poza tym była w dobrym stanie.

Niebawem Trochet odpłynie w kierunku Karaibów. Ale w planach ma też projekt transatlantycki. Nie wie jeszcze, kiedy i jak. Rozważa różne możliwości, biorąc pod uwagę bezpieczeństwo swoje i łodzi. Póki co planuje projekt edukacyjny w szkołach: chce przedstawić dzieciom historię morza Karaibskiego jako kulturowego skarbu, aby poznały naturalne dziedzictwo tego regionu.

Więcej o wyprawie na blogu autorki: http://www.whereistaratari.blogspot.com 

 

Tłum. Izabela Kaleta

Źródło: www.fr.wikipedia.org, www.en.bayokcreation.comwww.voilesetvoiliers.com

Komentarze