Tanguy de Lamotte ukończył Vendée Globe 2012/2013

0
120

Dziś przed południem do Port Olona wpłynął dziesiąty zawodnik, który dotarł do mety regat Vendee Globe 2012-2013. Czas okrążenia ziemi – 98 dni, 21 godzin i 10 sekund. Trudno powiedzieć, że rejs de Lamotte’a odbywał się w szaleńczym tempie. W porównaniu do tych, co wcześniej dotarli do mety, wcale tak nie było. Ale podróż Tanguya była wyjątkowa pod wieloma względami.

Po zliczeniu przebytych mil okazało się, że jacht Initiatives Coeur przebył drugą najdłuższą drogę do celu (najdłuższa do tej pory była trasa zwycięzcy, Francisa Gabarta, który pomimo pokonania w sumie 28 649 Mm i tak wygrał). De Lamotte kończy 6 dni i 4 godziny po dziewiątym zawodniku, którym był Bertrand de Broc i 20 dni 19 godzin po Gabarcie.

obraz nr 1

fot. J.M. Liot / DPPI / Vendee Globe

Dla Tanguya de Lamotte był to debiut na wokółziemskiej trasie, ale jacht Initiatives Coeur odbywał tę podróż już po raz czwarty; (zwodowany w 1998 roku jacht projektu Marca Lombarda, zbudowany dla Catherine Chabaud, dwa razy nie ukończył regat VG, a raz wygrał Velux 5 Oceans). Nie dość, że Tanguy z sukcesem włączył się w kampanię zbierania środków na operacje kardiochirurgiczne u dzieci z krajów afrykańskich (taki był cel startu – popularyzacja kampanii społecznej na rzecz chorych na serce dzieci), to zadziwiał skutecznością różnego rodzaju napraw, jakie musiał wykonać i wykonywał z powodzeniem. (Zyskał więc przezwisko TanGyver). Dyplomowany inżynier oraz doświadczony preparator jachtów regatowych umiał poradzić sobie w każdej sytuacji.

Celem żeglarza było osiągniecie satysfakcjonującego czasu w odniesieniu do innych jachtów tej samej generacji – w tej klasyfikacji jest czwarty. Do niedzieli rano na stronie http://initiatives-coeur.fr/ nazbierał 175 000 klików – co wystarczy na zoperowanie 14 dzieci. Pierwsze operacje już się odbyły. Żeby rozbawić leżące w szpitalach dzieciaki kręcił filmy, wysyłał zdjęcia misiów i robił na pokładzie różne dziwne rzeczy, czym podbił również serca kibiców.

Na Oceanie Południowym „płynął swoje”. Pomiędzy spotkaniami z niezidentyfikowanymi obiektami pływającymi, licznymi awariami, kłopotami z żaglami jego poczucie humoru było niezwykłe. Długo będziemy pamiętać jego wersję „Smoke on the Water” (link!!) Tanguy przyznał, że długie przebywanie w samotności ma konsekwencje psychiczne – zdarzało mu się rozmawiać z bratem, którego widział na pokładzie…

De Lamotte to z pewnością jedna z barwniejszych postaci kończących się już regat Vendée Globe, ale z pewnością jeszcze o nim usłyszymy. Ostatni, jedenasty w stawce zawodnik, Włoch Alessandro di Benedetto, ma jeszcze 972 Mm do celu. W tym tygodniu powinien zamknąć stawkę.

/Milka Jung

Fot. OLIVIER BLANCHET / JEAN MARIE LIOT / DPPI – VENDEE GLOBE

Źródło: http://energasailing.pl 

Komentarze