SUND, BEŁT, LIMFJORD, ROSTOCK

0
487

Za zgodą Jerzego Kulińskiego   www.kuliński.navsim.pl 

 

Ciągle powtarzam – trzeba było tylko doczekać normalnej europejskości. Inni mruczą – sawsiem bardak, ludzie włóczą się samowolnie, bez nijakiego pozwoleństwa. Nawet Związunia. 

Skutkiem tego SSI publikuje korespondencje jak to żeglarze, pan z panią, ubrani na biało, jak nigdy nic spacerują sobie po obcych portach. 
Popatrzcie „mazuranci” – czy zazdrośćl w dołku nie sciska?
Korepondencja Witolda Pawłowskiego.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
———————-
16.07.2015 około godziny 1900 wyszliśmy śmiałym manewrem naszym „Rockandrollem” (Carter 30) z Górek Zachodnich i obraliśmy kurs na północ. Gdy minęliśmy trawers Helu, a póżniej Rozewia wiatr przestał nam sprzyjać i już do Łeby było w mordę. Przyszliśmy do Łeby ok. 10 rano z zamiarem pozostania przynajmniej do następnego dnia, ale że na noc przewidziany był wiaterek ze wschodu to o 2230 ruszyliśmy w kierunku Nexo. Wiała mocna trójeczka, w porywach czwóreczka ze wschodu. 
Postawiliśmy grota i genakera i przepięknym baksztagiem suneliśmy z początkową prędkością 6 węzłów, a jak zaczęło trochę lepiej dmuchać to i 7,7

BYŁO PIĘKNIE ! Przy zbliżaniu się do toru statków zawołało nas Słupsk Radio, że za niedługo będziemy na kursie kolizyjnym, to przecieliśmy ten tor pod kątem prostym.
Nexo wydało nam się jakieś senne. Potem odwiedziliśmy piękne Ronne, równie piękne Ystad, trochę mniej piękne Malmo i przepiękną Kopenhagę.
Tak od Ystad wiatry nam zaczęły nam sprzyjać, szliśmy przez kanał Falstebro do Malmo, przechodząc potem pod wielkim mostem łączącym Kopenhagę z Malmo.
Wychodząc z Malmo tuz przy wyjściu spotkaliśmy Polaka pod szwedzką banderą, który radził nam wrócić za most i potem podejść do Kopenhagi od południa/most przechodzi w tunel/, ale my mając już waypoity i trasę wyznaczoną, twardo popłynęliśmy górą.
Potem po zacumowaniu w południowej marinie Kastrup jak jeszcze raz spojrzałem na mapy to o wiele prościej nawigacyjnie byłoby wrócić za most.
Kopenhaga przepiękna. Ścieżki rowerowe wszędzie. Rowerkiem do centrum mieliśmy tylko około 11km. W jeden dzień, a w zasadzie w parę godzin wszystkiego zwiedzić się nie da, ale zadowoleni byliśmy bardzo. Zdjęć zrobiliśmy masę, kopenhaskiej syrenki też.
 

Falsterbo
.
Mieliśmy parę pytań o nasze rowery produkcji bydgoskiego Rometu – tak się spodobały. Z Kopenhagi ruszyliśmy do Helsingoru. Niedaleko 22 mile, to ruszyliśmy o 16-ej. Potem długo szukaliśmy miejsca w marinie, aż jeden żeglarz Duńczyk wskazał nam miejsce rezydenckie, a na moje pytanie o czerwony znak krzyknął, że kolega wyruszył w długi rejs.
 

Kopenhaga i Zamek Hamleta
.

Aalborg
.
Ruch na trasie Kopenhaga – Helsingor był duży, przecinaliśmy tory statków, ale mając AIS, czyli mając więcej informacji o kursie, szybkości, odległości można pewniej zaplanować kurs, czy jego zmianę. W Helsingorze zwiedziliśmy piękny zamek Hamleta. Skończył się nam gaz i musieliśmy zajrzeć do Helsingborga naprzeciw gdzie bardzo uprzejmy bosman wydrukował nam nawet informację, gdzie naszą małą butlę można nabić.
Do Aalborga, a właściwie o parę godzin oddalonego Hals weszliśmy zmęczeni, po około dobowej żegludze z Helsingborga i już w basenie portowym zauważyłem, że z miejscem krucho, a longside lepiej nie próbować, bo fala wchodzi i kiwa niemiłosiernie.
Idziemy w kierunku Aalborga i za godzinkę około po lewej stronie marina.
Nie za duża, okolica to chyba jakaś wieś, ale ma duże pomieszczenie ze stołami, zapleczem kuchennym, a na zewnątrz grill ze stołami, a i rowery które można bezpłatnie wypożyczyć.
Toalety i internet oczywiście też. Niby to wszystko było w prawie każdej marinie, ale że na takiej wiosce też – to bym się nie spodziewał.
I tu troszkę mnie cholera wzięła z zazdrości.
Ale mam nadzieję, a w zasadzie pewność, że u nas też tak będzie. A nawet lepiej!
Ale takie stoły drewniane na zewnątrz to już dziś by mogły być w naszych marinach.
Do Aalborga ruszyliśmy następnego dnia, przechodząc prawie z marszu dwa zwodzone mosty. Był tam koniec regat Tall Ships Race. Żaglowców przepięknych mnóstwo. Scen tez. Muzyka do wyboru. Orkiestry dęte nawet też.
Zwiedzaliśmy tez m.in. naszego Fryderyka Chopina ,który zbiera w skarbonce umieszczonej zaraz przy trapie na trzeci maszt.
Po Aalborgu – Nyborg. Piękna marina otoczona apartamentami. Mojej Chief Mate Aleksandrze nawet się wyrwało, że mogłaby tak mieszkać.
Wchodząc do Warnemuende nie miałem zdecydowania gdzie zacumować, ale już koło centrum Rostoku zaczęlismy wypatrywac miejsca i wypatrzylismy miejsce oznakowane na zielono. 
Podchodząc do miejsca cumowania, zauważyłem jak z sąsiedniego jachtu podnosi się żeglarz, który przyjął od nas cumę. We wszystkich odwiedzanych marinach nie zdarzyło się, żeby ktoś z sąsiedniego jachtu (jeśli ktoś był) nie przyjął z własnej inicjatywy cumy.
obraz nr 4

Rostock
.

Rostock
.
Żaglowców powyżej 20 metrów chyba ponad dwieście. Nasz „Dar Młodziezy” też. Ale i „Kapitan Borchardt”, „Bryza H” a także „Bonawentura”.Od wczoraj w Rostoku Hanse Sail.
Cos mi się wydaje, że nasi organizatorzy Baltic Sail w Gdańsku, albo z terminem nie trafili, albo się słabo starają, bo liczba uczestniczących żaglowców jest cienka jak szczypiorek na wiosnę.
Płatności w marinach przeważnie w automacie kartą. W automacie czytelny display, który pyta o długość jachtu i czy potrzebujemy dodatkowa kartę na prąd, prysznice. Potem tę kartę w tym automacie można zwrócić i wydaje resztę. Przeważnie w marinach była automatyczna, bezobsługowa stacja paliw z instrukcją po angielsku.
Trochę nam już tęskno do Gdańska, Helu, czy Łeby a nawet komunikatów pogodowych Witowa Radio.
Jutro ruszamy na wschód. Może półwiatrem lewego halsu, czyli będzie pięknie!
Pozdrawiam z Rostoku
Witold Pawłowski

Komentarze