Przesądy żeglarskie i morskie tradycje

0
472
przesądy żeglarskie

Czy żeglarze bywają przesądni? A skąd – przecież to przynosi pecha! A tak na poważnie:  na ten temat można by napisać niejedną pracę doktorską, bo ludzie morza mają w tej kwestii wyjątkowo bogatą tradycję. I nie tylko oni – niech splunie przez lewe ramię ten, kto nigdy nie odpukał w niemalowane drewno… No właśnie. Przyjrzyjmy się najpopularniejszym przesądom żeglarskim i morskim tradycjom, które powstawały przez wieki na morzach i oceanach.

Zacznijmy od najgorszego – baba na pokładzie

Jak powszechnie wiadomo, baby winne są całemu złu świata – koklusz, gradobicie, wymieranie delfinów… tak, tak, to wszystko ich sprawka. Według przesądu żeglarskiego, baba na pokładzie to wyłącznie kłopoty – i wcale nie chodzi o to, że zajmie łazienkę na pół doby. Rzecz w tym, że statek to też baba (przynajmniej dla Brytyjczyków, a swojego czasu mieli oni spory wpływ na żeglarską kulturę). 

A ponieważ żadna pani konkurencji nie lubi (o czym można się przekonać, kiedy jakaś lafirynda przyjdzie na imprezę w identycznej kiecce), kiedy przyjmiecie jedną z nich do załogi, spodziewajcie się problemów.

Zakaz obcinania włosów

Prawdziwy wilk morski powinien być malowniczo zarośnięty – tak przynajmniej uważano w epoce świetności żaglowców, bo wtedy właśnie panował zakaz obcinania włosów, brody, a nawet paznokci. 

Oczywiście w porcie należało się ogarnąć – ale w czasie rejsu obowiązywał image à la tarzan. Przyczyna tego stanu rzeczy była prozaiczna – w samczym towarzystwie (patrzcie punkt wyżej) gładkie liczka były zupełnie zbędne, a wręcz niewskazane. Poza tym statek bujał, brzytwą można było się zaciąć, no i po co to komu… 

Zakaz gwizdania

Podczas rejsu absolutnie nie wolno gwizdać. I trzeba przyznać, że to nie tylko przesąd – są ku temu powody.

Po pierwsze, gwizdkiem zwykle posługiwał się bosman, bo wydawane w tej formie polecenia były lepiej słyszalne przez szum fal, niż tradycyjne wrzaski. Dla własnego dobra lepiej było nie robić mu konkurencji. 

Po drugie, żeglarzom tylko się wydaje, że są muzykalni – większość z nich fałszuje, chociaż w to nie wierzy (tak samo jak we własne chrapanie). A kiedy taki niespełniony artysta zacznie nam gwizdać serenady i jesteśmy przez dłuższy czas na ograniczonej przestrzeni… No, sami wiecie. Nie jest lekko.

Trzeba też przyznać, że w niektórych załogach czyni się pewien wyjątek od tej reguły – otóż gwizdać wolno kukowi. Bynajmniej nie dlatego, żeby był bardziej utalentowany muzycznie od innych: po prostu, kiedy gwiżdże, to przynajmniej wiadomo, że nie podjada zapasów. 

Piątek – dobry początek?

To zależy. W niektórych krajach jest on uznawany za szczęśliwy dzień, a więc idealny na wyjście z portu. Tak przynajmniej uważał niejaki K. Kolumb. I rzeczywiście, wypłynął w rejs w piątek 3 sierpnia 1492 roku i odkrył całkiem spory kawałek świata – chociaż nie ten, o który mu chodziło. Więc może jednak miał pecha? Z pewnością mieli go Indianie.

W większości krajów piątek uważany jest jednak za dzień pechowy i żaden kapitan, o ile naprawdę nie musi, nie wychodzi wtedy z portu. Chyba że do tawerny. 

Pechowe sztućce

Zapewne każdy z Was usłyszał w dzieciństwie od mamy, by pijąc, wyjąć łyżeczkę ze szklanki, bo w przeciwnym razie wybijecie sobie oko i zostaniecie piratami. 

W przesądzie ze sztućcami wcale nie o to chodzi (ale łyżeczkę wyciągajcie – mamy trzeba słuchać). Rzecz w tym, że ludzie morza wierzyli, iż pomieszanie herbaty niewłaściwym przedmiotem, np. nożem, przynosi straszliwego pecha. 

Jak to miało działać? Nie wiadomo. Być może chodziło o to, że skoro ktoś użył noża, to dlatego, że wszystkie łyżeczki były brudne – a bałagan w kambuzie to proszenie się o kłopoty. 

Wnioski?

Jak widzicie, przesądów żeglarskich jest całkiem sporo – to, co znajduje się wyżej, to zaledwie mała próbka żeglarskich możliwości. Można by zastanowić się, dlaczego właściwie ludzie morza wierzyli w te wszystkie rzeczy? 

O to trzeba by zapytać ich samych. Faktem jest jednak, że niepowodzenia każdemu się zdarzają – żeglarzom również. A w takiej sytuacji po prostu łatwiej jest zrzucić winę na niewłaściwy dzień, sztuciec, a najlepiej na babę, niż przyznać się do błędu. I chyba o to tu właśnie chodzi.

Komentarze