PATMOS – WYSPY APOKALIPSY

0
898
Czytamy na różnych łamach alarmujące tytuły informacji: „Uwaga nadchodzą gwałtowne burze z gradem”, „Potężne burze na południu kraju”. W ślad za nimi biegną informacje o zniszczeniach, i ludzkiej niedoli. Na usta poszkodowanych ciśnie się pytanie: „Jak żyć premierze?”, „Jak żyć?”
Dawno, dawno temu nasz stały korespondent na SSI – Marian Lenz – przeżył gradobicie w niezwykłych okolicznościach – w czasie rejsu na Morzu Egejskim – co skłoniło go do metafizycznych rozważań. Poniższy tekst ukazał się w 1982 roku na łamach tygodnika, który już od ćwierćwiecza nie istnieje; warto go przypomnieć w kontekście zmian klimatycznych, które ostatnio przeżywamy.
Przepraszam Kolegów Ponaglaczy – musiałem chociaż na chwilkę oderwać Was od Lisa i Kuboty. Czeka już na Was pogadanka o budowie kolektora wydechowego chłodzonego wodą. Czuwajcie !
Zyjcie wiecznie !
Don Jorge 

Motto:
„Herodot z Halikarnasu przedstawia tu wyniki swoich badań, aby dzieje ludzi nie zatarły się z czasem w pamięci i aby nie zgasła sława wielkich i niezwykłych czynów dokonanych czy to przez Greków, czy to przez barbarzyńców.” (Herodot I 1,1)
—————————————————————- 

Patmos, to jedna z wysp Dodekanezu u wybrzeży tureckich na Morzu Egejskim. Panuje przeświadczenie, że właśnie na tej wyspie powstała część Ewangelii – Apokalipsa*) św. Jana. Koniec ludzkości wpisany jest w historię dziejów Świata. Wizja Apokalipsy opisuje ten moment.

W upalny poranek jednego z ostatnich dni czerwca 1977 roku opuściliśmy port jachtowy w Kusadasi i żegnając się z Turcją pożeglowaliśmy ku greckiej wyspie Patmos. Płynąc na silniku, około południa, bez przeszkód, sforsowaliśmy wąską Cieśninę Samos pozostawiając po prawej burcie górzystą wyspę Samos, a po lewej jeszcze wyższe brzegi Anatolii. I wówczas nad tureckim górami ukazały się – pierwsze zwiastuny wiatru – maleńkie chmurki. Przed czwartą, już z postawionymi żaglami, na lekkich wiatrach zaczęliśmy podchodzić do archipelagu wysp Arki.
Czuję dziwną niechęć do tych skalistych, nieprzyjaznych, niczym nie porośniętych, prawie bezludnych, wysepek. Postrzępione ich brzegi i zatoki nie dają żeglarzom należytego schronienia, a moja awersja bierze się być może i stąd, że ilekroć tu płynę spotyka mnie jakaś nieprzyjemna przygoda. Tym razem na trawersie archipelagu, gdy na kursie już zamajaczyła Patmos, coś zaczęło się dziać. Wpierw wiatr po kilkakroć zachodził i odchodził zmuszając do ciągłego manewrowania żaglami. Chmury nad tureckim brzegiem zaczęły rosnąć i szybko przemieszczać się z północy na południe. Piętrząc się objęły swym zasięgiem cały brzeg stałego lądu, całą wschodnią część widnokręgu, przeszły nad Samos i pociemniały. Tydzień morderczego upału naelektryzował atmosferę.
Burza wisiała w powietrzu. Złe zebrało swe moce i czekało rozładowania. Zarys Patmos odcinał się coraz wyraziściej. W pół drogi między Arki a Patmos burza zaczęła przyśpieszać. Niebo zrobiło się ciemne – upodobniło się do wody, ale i woda poczęła ciemnieć. Jeszcze kilka chwil i horyzont znikł. Zatarła się granica między morzem, a niebem. Ziemia i niebo stały się jedno. Teraz wszystko ciemniało, cała wschodnia połowa nieba robiła się stalowa, szara, wreszcie czarna z fioletowymi refleksami i jakaś ciężka.
Tchnęło grozą. Oczekując najgorszego zrzuciliśmy grotżagiel, pozostawiając na sztagu tylko małego foka. Niebawem, nie wiadomo, z której strony uderzył szkwał. 
Jeszcze chwila, jeszcze moment i zaczęło się: dziób jachtu znikł w ciemności, ciemność wchłonęła nas, znikł stały ląd, znikły wszystkie wyspy. Szkwał uderzył gwałtownym wirem. Wicher zawył, przez jacht przeszły dreszcze. Olinowanie jęczało. Fok furkotał i strzelał. Jachtem kładło z burty na burtę nurzając w wodzie aż po otwór zejściówki. Zaciął deszcz, który natychmiast zmienił się w grad, tłukący kulkami średnicy 10 do 15 milimetrów po pokładzie i nadbudówce. Sternik skulił się pod uderzeniami osłaniając sobą kompas, ale nie wytrzymał i porzuciwszy rumpel skrył się w mesie.
Kilka minut trwała gradowa nawałnica nim grad ponownie przeszedł w deszcz. Dookoła biły bez przerwy pioruny – ostrymi zygzakami wbijały się w stały ląd, w okalające wyspy i w morze. Rozświetlane ich blaskiem kontury skał upiornie fosforyzowały. Odgłosy grzmotów turlały się po wodzie odbijając się głuchym echem to od Patmos, to od Samos, to od Arki. Całą godzinę trwał ten koncert, akurat na tyle by zbliżyć się do zatoki nad którą leży Skala – port Patmos. 
W zatoce było już spokojnie, jedynie od brzegów niosły się inne odgłosy: strzały karabinowe przeplatane seriami z broni maszynowej. Jednak zaabsorbowani omijaniem skalistych głazów i występów, i cumowaniem w porcie zaniechaliśmy dociekań co mogą one oznaczać. Dopiero później okazało się, że były to ćwiczenia greckiej armii. Sytuacja docierała do szczytu w ówczesnym grecko-tureckim sporze o podział roponośnego szelfu.
Wyspa Patmos jest jedną z wysp archipelagu Wysp Południowych Azji Mniejszej – czyli Dodekanezu – u wybrzeży tureckich na Morzu Egejskim. Pochodzenia wulkanicznego geograficznie należy do Azji, a politycznie (od 1948 r.) do Grecji. Długości 8 i szerokości 3 do 4 km ma powierzchnię 34 km2. Najwyższym szczytem jest Profitis Ilias – 269 m. Posiada 3.000 mieszkańców, z czego 1.200 mieszka w Skala – porcie wyspy. 
Na szczycie, charakterystyczne, główne miasto – Chora z okazałym, przypominającym zamek, klasztorem pod wezwaniem św. Jana Ewangelisty. Budowę rozpoczął w 1088 roku – za czasów cesarza bizantyjskiego Aleksego I Komnenosa – przybyły z Kos mnich Christodulos, na miejscu dawnej chrześcijańskiej bazyliki z 300 – 350 roku. Klasztorna biblioteka posiada wspaniałe zbiory, najstarsze inkunabuły pochodzą z V wieku, a w XII wieku biblioteka liczyła już 330 egzemplarzy. 
Na wyspie znajduje się grota w której mieszkał święty Jan Ewangelista i w której powstała – tak głosi tradycja – Apokalipsa. W 1647 roku tutejsi mnisi podarowali carowi Rosji: „dziwny i cudny kamień z wyobrażeniem Bogurodzicy, który wypadł z rąk anioła, gdy św. Jan pisał swoją Ewangelię”. Kamień przechowywano w kremlowskim soborze. Dzisiaj jest tu 40 mnichów, którzy mają służbę – prowadzą modły – od godz. 3 do 6 rano. W roku 1999 klasztor św. Jana Ewangelisty i Święta Grota Apokalipsy zostały wpisane na listę dziedzictwa ludzkości UNESCO (nr 942). Co się stało z „dziwnym i cudnym” kamieniem, nie wiadomo? 
Nowy dzień wstał pogodny. Wróciło poprzednie ciepło. Przybyłym na Patmos turystom mieszkańcy pokazują przy drodze na szczyt wyspy, skalistą grotę (obudowaną kaplicą), w której mieszkał św. Jan. Apokryfy głoszą o tym, że przebywał on na wyspie w latach 95-96 zesłany na banicję, z pobliskiego Efezu, przez cesarza rzymskiego Domicjana Germanicusa (51-96). W Efezie będącym, w owym czasie portem i wielką metropolią licząca około dwustu tysięcy mieszkańców, Jan głosił Dobrą Nowinę. Banicja zaś miała miejsce za sprawą zagrożonych w swej pozycji zwolenników wielopierśnej Artemidy, dotychczasowej pogańskiej patronki miasta.
Siedząc na odludziu, pod koniec życia, Apostoł raz jeszcze, któryś z rzędu, przemyśliwał nauki swego Mistrza. Starzec przebiegał myślą sześćdziesiąt lat życia poświęconego głoszeniu Ewangelii, raz jeszcze ocenił wszystkie wzloty i upadki, sukcesy i porażki. Jak na dłoni miał przed sobą Jonię ze wszystkimi wspaniałymi miastami: Efezem, Tigani, Priene, Didyma, Miletem. Tuż za horyzontem znajdowały się Halikarnas i Kos, i Knidos, i Rodos, a dalej: Pergamon, Tiatyra, Sardes, Filadelfia i Laocydea. Obserwował zamieniający się w czarną, aksamitną zasłonę krajobraz, wściekle bijące pioruny, zbiesione morze i burze miotające szkwalistym wiatrem i gradem.
 
obraz nr 1

Sąd Ostateczny
.
Rozmyślając popadł w zachwycenie. Przemożna siła kazała mu spisać Objawienie. Więc dyktował swemu uczniowi Prochorowi: „Słońce stało się czarne jak włosienny wór, a cały księżyc stał się jakby krew (…). Niebo zostało usunięte jak księga, którą się zwija, a każda góra i wyspa z miejsc swych poruszone zostały (…), bo nadszedł Wielki Dzień Jego gniewu (Ap.6,12-17). 
I dalej: – „Anioł zaś wziął naczynie na żar, napełnił je ogniem z ołtarza i rzucił na ziemię, a nastąpiły gromy, głosy, błyskawice i trzęsienie ziemi.” (Ap.8,1-5). 
I jeszcze: – „…a nastąpiły błyskawice, głosy, gromy i wielki grad”. (Ap.11,18), „I ujrzałem jakby morze szklane, pomieszane z ogniem.” (Ap.15,2). „I grad ogromny o wadze jakby talentu spadł z nieba na ludzi, a ludzie bluźnili Bogu za plagę gradu, bo plaga jego jest wielka.” (Ap.16,21).
Nam, słyszącym wczorajsze strzały, nasuwa się jeszcze inny werset Janowej Apokalipsy: „…a siedzącemu na nim [na koniu barwy ognia – symbolu wojny] dano odebrać ziemi pokój, by się wzajemnie ludzie zabijali – i dano mu wielki miecz.” (Ap.6,4)
Po burzy świeci słońce. Napawające otuchą, wspaniałe słońce. W miasteczku na szczycie sielski obrazek: maszeruje objuczony osiołek, jak w czasach, gdy Janowi, rozmyślającemu nad przemienną koleją losów kazał pisać Apokalipsę, Ten, który jest – „…Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec.” (Ap.22,13).
Wersety wg Biblii Tysiąclecia wyd . VII – Pallotinum 1977.

Marian Lenz
———————————————————————————-
*) Określenie „Apokalipsa” dosłownie znaczy – „Objawienie” i w terminologii judaistycznej, a także chrześcijańskiej literatury religijnej jest szczególnym rodzajem proroctwa dotyczącego zdarzeń w dniach ostatecznych. Apokalipsa św. Jana stanowi ostatnią część Nowego Testamentu. Od tego utworu wywodzi się określenie gatunku literackiego podobnych ksiąg, których autorami byli różni autorzy. Literaturę apokaliptyczną cechuje symbolika i wieloznaczność; miała duży wpływ na tradycję religijną i inne rodzaje sztuki. Szczególnie znana jest Apokalipsa św. Jana i jej popularne motywy: „Czterech jeźdźców Apokalipsy” i opis „Sądu Ostatecznego”. Gdy ziemia zostanie oczyszczona z wszelkiego zła Sprawiedliwi dostąpią zbawienia i wiecznego szczęścia, a bezbożni jako karę poniosą wieczną zagładę. Będzie miała miejsce paruzja – powtórne przyjście Jezusa Chrystusa. Moment ten u nas najbardziej znany jest w malarskiej interpretacji Hansa Memlinga, którego obraz Sąd Ostateczny (1471) znajduje się w Muzeum Narodowym w Gdańsku(kopia w Kościele Mariackim). Imponująca jest interpretacja Sądu na ogromnym fresku (1512) wykonanym przez Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, w Watykanie. Pełen ekspresji, bardzo ciekawy w swej wymowie obraz znalazłem w cerkwi pod wezwaniem Ag. Dionisios na greckiej wyspie Zakhinthos. 

 

Komentarze