O wpływie słonej wody na rozwój cywilizacji

0
502

Jedną z najważniejszych rzeczy jaką poznaliśmy w trakcie przygotowań do rejsu oraz w czasie jego trwania jest wiedza o rodzaju stali nierdzewnej. Popularnie nazywana „nierdzewka” może nam przysporzyć nie lada problemów. Dzięki udziale w regatach Poloneza w 2012 r. wiedzieliśmy, że musimy przed Atlantykiem wymienić całe olinowanie stałe – po 4 dniach na Bałtyku nasze „nierdzewne” wanty pokryły się lekkim rdzawym nalotem.

Wtedy na poważnie zaczęliśmy zgłębiać temat „nierdzewki”. Myśleliśmy błędnie że osprzęt jachtowy produkowany jest fabrycznie tak by spisywał się zarówno na wodach słodkich jak i słonych. Jak się okazało – myliliśmy się. Produkty tworzone na potrzeby żeglarstwa morskiego wytwarzane są ze stali nierdzewnej A4 tzw. „kwasówki” (stal kwasoodporna), natomiast zwykła nierdzewna to stal A2. Rozpoczęliśmy poszukiwania elementów ze stali A4. Okazało się m.in., że nie do dostania są nakrętki lewe ze stali A4 (dostaliśmy je dzięki uprzejmości kolegi żeglarza – sprowadzone zza granicy).

Na oceanie znacznym problemem była dla nas korozja elementów metalowych. Ofiar było wiele – między innymi nasz mały garnuszek aluminiowy, od którego odpadła rączka. Najdotkliwiej odczuliśmy uszkodzenie ręcznych odbiorników GPS – zarówno w Garminie eTrex jak i Garminie 72 (dedykowany dla celów morskich) rozsypały się wtyczki do zasilania sieciowego (odłamane piny w odbiornikach). Poszłuszeństwa odmówiły również zasilacze do  telefonów komórkowych 12V (najpopularniejsze z hipermarketu i stacji benzynowej). Dla odmiany zasilacze 12V do komputerów działały bez zarzutów, a były w użyciu bez przerwy. Po zalaniu fala przestała również działać lampka nad stolikiem nawigacyjnym. Kolejną rzeczą, która musimy wymienić są gniazda zapalniczki do 12V. Przekonaliśmy się, że nie warto na nich oszczędzać.

obraz nr 1

Liczne straty zaobserwowaliśmy też w skrzynce narzędziowej. Większość narzędzi pokryła się rudym nalotem, a do elementów ruchomych nie można było podejść bez WD40 i młotka (również zardzewiałego). Po Atlantyckim przelocie zauważyliśmy również, że część elementów schowanych w organizatorach (nakrętki, podkładki, wiertła, itp.) również ma ślady korozji mimo, że nie miała żadnego kontaktu ze słoną wodą. Wystarczyła sól w powietrzu.

Bardzo dobrze natomiast spisały się anteny zewnętrzne które dostaliśmy od firmy Mitcom Electronic. Mimo, że podłączone były one na stałe na zewnątrz jachtu, ich stan w żaden sposób się nie zmienił. Drugim hitem były chińskie lampki kupione za 5 zł za 3 sztuki (z bateriami!). Po 8 miesiącach nie ma najmniejszego śladu rdzy. Podobnie jest z kuchenką turystyczną z allegro (29.99 zł z 4 kartuszami gazu). Byliśmy przekonani że pierwszym elementem który w niej przestanie działać będzie elektryczny iskrownik, ale nic podobnego!

obraz nr 2

Źródło: http://www.zewoceanu.pl

Komentarze