Maxus Solo Around – Dziennik pokładowy: Australia – Christmas Island – cz.1

0
297

Czekając na kolejny sygnał od Szymona mamy dla Was następne wydanie dziennika pokładowego. Z Australii do Afryki… No wyszło na Wyspę Bożego Narodzenia, ale jest zapis tych kilku dni. Kto śledzi uważnie zauważył na pewno że brakuje całego odcinka „dzienników” z Markizów do Australi… Fakt. Niestety w mailu od Szymona zatytuowanym  „dziennik pacyfik zachodni” brakuje załącznika z dziennikiem :/

28.09.2015r. 2030UTC Dinach Beach YCA – Darwin, Australia
Do celu 11261 Nm.  

1 doba
W morde jeża!!!  Nie mam zasięgu!!
Telefon satelitarny nie działa! Włącza się normalnie itp, ale nie widzi satelitów. A kilka dni temu go sprawdzałem również dlatego, że trzeba było doładować mu jednostki. I było ok. Logował się do sieci. Zostałem bez możliwości kontaktu ze światem i do tego, co jeszcze bardziej wkurza, ponad sto dolców za doładowanie poszło w … kosmos.
W nocy podchodziłem pod wyspę Bathurst by złapać siec komórkową, ale mimo że prawie wjechałem na brzeg, zasięgu nie było. Nie miałem zresztą wielkich nadziei, bo to jednak jest Australia, a w niej nawet przy głównych drogach poza miastem komórki nie działają.

0600UTC  29.09.2015r M.Timor 11°25S 129°15E  do celu 11161 Nm
Dystans z ostatniej doby (+9h) 136,4 Nm średnia 4,13 kn
Dystans całkowity przebyty 136,4 Nm średnia 4,13 kn
Wiatr 2-3B rosnący na 4-5B i spadający do 0 , szkwały do 24 kn

2 doba
Wycieczka na maszt, prawie na top. Zakładaliśmy w Darwin dodatkowy sztag (no czuje respekt przed Indykiem, no co 🙂 I tam wysoko przy okuciach zaplątał się fał spinakera. Po napięciu sztagu bloczek przytrzasnął  fał bardzo skutecznie. Prawo Murphego – przed wyjściem z portu sprawdziłem wszystkie fały włącznie z topenantą, ale nie fał spinakera. No który mógł zawieść, który? 🙂

0700UTC  30.09.2015r M.Timor 11°14S 127°43E  do celu 11052 Nm
Dystans z ostatniej doby 95 Nm średnia 3,78 kn
Dystans całkowity przebyty 231 Nm średnia 3,98 kn
Wiatr głowie 0B rosnący na 5-6B później 7-8B , szkwały do 50 kn

obraz nr 1

3 doba
Mamo, wszystkiego  najlepszego!!
Mocno przywiało akurat jak przejeżdżałem przez 30 metrowe spłycenia. Fala od razu urosła i łamała się. Pojawiło się dziwne uczucie, które nie zniknęło nawet gdy głębokość zeszła poniżej 100m, a fala wydłużyła się i uspokoiła.

Już wiem, boje się! Zawsze tak mam na początku rejsu, pewnie zamiast choroby morskiej.
Spotkałem dziś zestaw kablujący, tzn. duży statek układający kabel na dnie morza i jednostki pomocnicze. Ochrona (50 metrowy katamaran) bardzo kulturalna wyjaśniła mi żebym nie dał się zwieść pozorom. Statek wprawdzie idzie na W, ale za 5 miniut zacznie skręcać na E. I skręcał tak przez 2h, a ja musiałem przez ten czas jechać na granicy zwrotu przez rufę. Gdy próbowałem zmienić kurs na bardziej korzystny o 5 stopni by móc odejść od rumpla (bo czas obiadu to był!) zaraz podjeżdżała obstawa i miło oraz kulturalnie nakazywała zmienić kurs o te 5 stopni i jeszcze poczekać. Było zupełnie inaczej niż przed dwoma laty na Morzu Północnym, gdy żeglując Małą Mi w sztormie, pod wiatr miedzy platformami spotkałem podobny zestaw kablujący. I mimo, że statek był 5 mil dalej, a nasze kursy rozchodziły się, podjechała do mnie od nawietrznej wielka jednostka towarzysząca. Wydzierając się na mnie przez megafon kazali zmienić mi kurs. Ja nie reagowałem, bo reagować nie mogłem. Wyciągnąłem ręczne radio VHF do kokpitu i nim machałem, ale ci idioci z ochrony (bo na pewno nie byli  to ludzie morza) nie rozumieli i daje krzyczeli przez megafon. A ja byłem coraz bardziej wkurzony. Nie miałem wiatru, bo cały zabrała mi ten pacan stojący po nawietrznej. Nie miałem wiatru, więc nie miałem prędkości i sterowności, a fala jak to na Północnym przy 35-40kt wiatru bardzo zła, krótka stroma, łamiąca się. Dwukrotnie poprosiłem na 16 kanale by się odsunęli i oddali mi wiatr, ale jak grochem o ścianę, z ich strony brak reakcji. Robiło się niebezpieczne bo zgarnąłem już dwa grzywacze na pokład. Pomyślałem, że jak ginąc to z pieśnią na ustach… I zacząłem puszczać na CH16 polsko-angielskie wiązanki z wplecionymi sugestiami o oddanie mi wiatru. Nie wiem co dotarło do nich lepiej „kurrrwa!!!” czy „idiota!!!!”, ale przyniosło zamierzony skutek. Odzyskałem wiatr, prędkość, sterowność i zrobiłem szybko zwrot na N. Bo próba rozmowy raczej była skazana na porażkę. Milę dalej i tak musiałem zrobic zwrot na W bo miałem przed sobą platformę wiertniczą. Gdy usłyszałem w radio, że ktoś mnie wywołuje, chciałem to zignorował, ale sprawdziłem na AIS, że nie wywołuje ten debil – ochroniarz, tylko główny statek układający kabel. Przedstawił się i spytał o moje intencje. Poinformowałem go, że kieruję się na NW czyli dokładnie tam z skąd wieje wiatr, a ja płynę jachtem żaglowym jeżeli jeszcze nie zauważyli, więc płynę jeszcze na N, ale za 2 minuty zmieniam kurs na W. W odpowiedzi usłyszałem, że w porządku i życzą przyjemnej podróży. Chyba mu głupio było z powodu całej sytuacji.

Ja się pytam, gdzie jest policja gdy jest mniet potrzebna? 🙂
Na australijskich statkach jednak wiedzą co to są żagle i do czego służy wiatr. Było więc miło, kulturalnie, bezpiecznie i tylko obiad się spóźnił…

0600UTC  01.10.2015r M.Timor 11°14S 126°09E  do celu 10960 Nm
Dystans z ostatniej doby  95,4 Nm średnia 4,15 kn
Dystans całkowity przebyty 326,4 Nm średnia 4,03 kn
Wiatr 3-5B okresowo 0B , szkwały do 29 kn

 

Szymon Kuczyński

Więcej o rejsie Maxus Solo Around na stronie: www.zewoceanu.pl

Komentarze