MARYNARZE SZKOLĄ ŻEGLARZY

0
310
obraz nr 1

Ale ja tu muszę się wtrącić.
Lektura  oceny Krzysztofa utwierdza mnie w przekonaniu, że marynarze (na ogół) żeglarstwa nadal nie znają i nie rozumieją. Akademie Morskie wyrobiły w nich nie tylko poczucie wyższości (wiedzy), ale i koniecznosci sformalizowania wszystkiego, co jest możliwe. Odczuwamy to na każdym kroku negocjacji mających zliberalizować przepisy dotyczące żeglugi jachtowej. Jak nadal czytam na przykład o kreskach na wodzie, to pusty śmiech mnie ogarnia.  
A  ja na to tak – popatrzcie na fotografie lotnicze europejskich portów jachtowych. To są miliony jachtów. No i jak to z tymi wypadkami śmiertelymi ich załóg?
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
——————
PS. Fotografie otrzymałem jako pliki tekstowe
————————————————– 
Drogi Don Jorge,
Na początku chciałbym złożyć Ci najserdeczniejsze wielkanocne życzenia wszelkiej pomyślności, zdrowia oraz wielu sił i wytrwałości w propagowaniu swobodnego żeglowania zwłaszcza po najpiękniejszym z mórz, jakim jest nasz Bałtyk.
 
W załączeniu przesyłam sporządzoną własnoręcznie relację z zakończonego 2 dni temu kursu bezpieczeństwa na morzu zgodnie z konwencją STCW 95. To, co wyróżniało to kurs ten od setek podobnych, to dedykowanie go przez organizatorów specjalnie dla żeglarzy, w związku z niedługim wejściem w życie przepisów zobowiązujących członków załóg (skiperów) jachtów komercyjnych do posiadania zdobytych na tego rodzaju kursie uprawnień. Niezależnie od tego, wiedza tam przekazywana w pewnym zakresie przydatna będzie każdemu jachtsmenowi, a nawet zwykłemu wodnemu turyście.
 
Pozdrawiam serdecznie
Krzysztof Kusiel-Moroz
=======================================================================================
Kurs STCW – szczegółowa relacja obiektywno – subiektywna
I.        Część obiektywna
W Wielki Piątek zakończył się współorganizowany przez naszego formowego kolegę Andrzeja Szklarskiego  zintegrowany Kurs Bezpieczeństwa Na Morzu popularnie zwany STCW. Głównym organizatorem kursu był Ośrodek Szkolenia Ratowniczego Fundacji Rozwoju Akademii Morskiej w Gdyni, z którego ramienia grupą troskliwie opiekował Pan Grzegorz Szawarski, wicedyrektor Ośrodka.
Nasza grupa liczyła kilkunastu żeglarzy i kilku marynarzy, bądź kandydatów do tego zawodu.
Treści programowe:
ZAGROŻENIA W ŻEGLUDZE, ZASADY PRZEŻYCIA, TECHNIKI EWAKUACJI
Te 3 wykłady omówię razem, ze względu na osobę jednego wykładowcy, którym był pan Janusz Haffner, komandor porucznik MW, były oficer ORP „Błyskawica”, a także oficer floty handlowej w randze kpt. ż.w.   Już na wejściu dowiedzieliśmy się, że zawód marynarza jest czterokrotnie niebezpieczniejszy od zawodu górnika i dwukrotnie od zawodu kierowcy. Wg przytoczonych danych IMO (Międzynawodowej Organizacji Morskiej) wypadek śmiertelny zdarza się raz na 1500 osób zatrudnionych na statkach. W ponad 80 % za główną przyczynę śmierci marynarzy uznaje się hipotermię.  
Dla tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą przypomnę, iż aby w wodzie ograniczyć ucieczkę ciepła z organizmu należy zadbać o jak największą ilość warstw ubrania na sobie, z zastrzeżeniem jednak, aby były to warstwy bawełniane lub z poliestrów, nigdy natomiast z wełny, oraz aby ich ilość pozwoliła zachować swobodę ruchu. Poznaliśmy także tabelę przeżycia, której analiza daje do myślenia szczególnie wtedy, gdy wybieramy się na chłodniejsze morza: 0 st C – 15 min; 5 st C – 1,5h; 10 st C – 3h; 15 st C – 6h; 20 st C – 12h; 25 st C – 24h. Dane dotyczą tzw. średnio statystycznego człowieka (170 cm wzrostu i 70 kg. Wagi), przebywającego w wodzie bez ubrania. Na marginesie należy dodać, iż w przypadku wyższych, a przede wszystkim grubszych osobników czasy się wydłużają.
.
W tym bloku zajęć omówiono także procedury ewakuacyjne, sposoby wodowania tratwy oraz najczęstsze błędy pośród których trzeba ku ogólnemu pożytkowi wymienić: 1. Niezatrzymanie się jednostki w momencie ewakuacji;
2. Korzystanie z przeterminowanych i niesprawnych środków ratunkowych i sygnalizacyjnych,
3. Nieprzestrzeganie procedur dotyczących ubrania;
4. Nieznajomość  środków ratunkowych, ich budowy i sposobów użytkowania.
Na zakończenie wspomnę tylko o kilku pozycjach obowiązkowego wyposażenia tratwy ratunkowej: nóż bezpieczny do odcięcia falenia lub linki łączącej tratwę z jednostką, środki ochrony cieplnej (rodzaj nieprzemakalnego, sznurowanego u góry worka, do które możemy wejść sami lub zapakować najbardziej zmarzniętego), środki pirotechniczne w liczbie 4 rac czerwonych, 6 pochodni i 2 pławek dymnych. Wyposażenie to dotyczy tzw. tratwy konwencyjnej, a więc minimum 6 – osobowej, zgodnej z konwencją SOLAS – A (w SOLAS – B wyposażenie może być zmniejszone).
.
SRODKI PIROTECHNICZNE
Był to jeden z ciekawszych
, bo połączonych z praktycznymi ćwiczeniami wykładów. Prowadził go kpt. ż.w. Czesław Wydmuch, znakomity, konkretny wykładowca, podający samą esencję potrzebnej wiedzy. Ponieważ wiedza na temat sygnałów wzywania pomocy jest dość dobrze dostępna, więc wspomnę tylko, iż w przypadku konieczności ich użycia warto przemyśleć skuteczność wyboru danego środka w danych warunkach atmosferycznych i aktualnej porze doby (np. nie marnować  rakiet spadochronowych strzelając w gęstej mgle, lub nie używać pławki dymnej nocą).
Istotne jest także zachowanie środków bezpieczeństwa w czasie, kiedy już musimy użyć pirotechniki, aby przez nieostrożność nie pogorszyć jeszcze bardziej swojej sytuacji po przez obrażenia ciała, o które w przypadku rakiet i świec  – uwierzcie – nie jest trudno. Nie patrzmy więc w otwór wylotowy rakiety, która nam nie odpaliła i pamiętajmy, że pochodnia rozgrzewa się do ponad 500 st. C!
Wydaję się także zasadnym aby kapitan uczulił załogę na możliwość zauważenia w czasie rejsu sygnału wzywania pomocy, który w żadnym przypadku nie może być zignorowany lub uznany za „fajne fajerwerki”. Odpowiedzieć trzeba 3 białymi racami strzelanymi w odstępach jednominutowych.
obraz nr 2

.
Z ciekawszych tematów związanych z zagadnieniami ratowania życia na morzu należy wymienić:
ŚMIGŁOWCE
 (prowadzone przez wspomnianego Grzegorza Szawarskiego, doświadczonego członka załóg śmigłowców ratowniczych w Wielkiej Brytanii). Co ciekawe, okazało się, iż podjęcie człowieka bezpośrednio z jachtu jest w szczególnie w przypadku mniejszych jednostek ryzykowne, ze względu na działanie pędu powietrza wytwarzanego przez wirnik, a także możliwość zahaczenia się pasa ratowniczego o takielunek łodzi. Na marginesie należy ostrzec przed próbą przywiązania opuszczonej liny do jachtu: w takim przypadku operator windy ma obowiązek natychmiastowego odcięcia liny, przez co ewakuacja na ten  śmigłowiec będzie już niemożliwa. Inne  – poza pasem – „narzędzia” do podjęcia ludzi to nosze, kosz, sieć (opuszczany do wody) i krzesełko ratownicze.
ŁĄCZNOŚĆ W NIEBEZPIECZEŃSTWIE (prowadzący ANDY – kpt. Andrzej Szklarski). Zostały omówione (znane m.in. z kursów radiowych) procedury wzywania pomocy przez radio VHF, a także urządzenia wspomagające (niektóre inicjujące) akcje SAR takie jak: radiopława EPIRB, transponder radarowy SART, transponder AIS SART, osobisty lokator EPIRB PLB, AIS PLB. Z ciekawostek: transponder radarowy może dawać błąd pozycji nawet do 150m, więc w końcowej fazie poszukiwań użycie pirotechnicznego środka przez rozbitków będzie ze wszech miar pomocne tak dla szukających jak i szukanych. 
PŁYWALNIA; W środę bladym świtem udaliśmy się na pobliską, usytuowaną tuż obok Akademii Morskiej pływalnię, na której doświadczyliśmy empirycznie zakładania pasów ratunkowych na głębokiej wodzie, skakania z wieży i pływania w tychże, także przebywania w kombinezonach ratunkowych, wchodzenia i odwracania przewróconej tratwy ratunkowej. Bardzo przydatnym – w zagrożeniu hipotermią – wydał się być sposób łączenia się „rozbitków” w kilkuosobowe grupy (leżąc na plecach bierzemy pod pachy nogi poprzednika, tworząc coś w rodzaju wodnego pociągu), które wiosłując rękoma podążają w obranym kierunku. Należy podkreślić, iż w opinii większości kursantów zajęcia te były jednymi z najwyżej ocenianych jako wyjątkowo przydatne w ewentualnych kryzysowych sytuacjach.
KURS MEDYCZNY stanowił godzinowo jeden z największych bloków zajęć (7 godzin) w czasie całego kursu. Wiedza przekazana przez doświadczonego ratownika z gdyńskiego pogotowia była niewątpliwie przydatna nie tylko dla ludzi morza. Śmiało można postawić tezę, iż tego rodzaju kurs powinien być obowiązkowym elementem zajęć w szkołach średnich lub wyższych. Omówiono  – wraz z praktycznymi ćwiczeniami – zagadnienia związane z resuscytacją (kiedyś zwaną reanimacją), także z użyciem defibrylatora AED, postępowanie wobec urazów wewnętrznych, złamań, ran, oparzeń, oraz chorób takich jak cukrzyca, padaczka, zawał serca i udar mózgu. Nie do przecenienia były sugestie dotyczące wyposażenia apteczki jachtowej w której oprócz sporej ilości środków opatrunkowych koniecznie powinny się znaleźć rękawiczki, nożyczki chirurgiczne, koc termiczny, maseczki do resuscytacji, środki dezynfekcyjne (najlepiej octenisept), sztuczny lód, szyna Kramera, aqua-gel, wapno, zyrtec a nawet strzykawka z adrenaliną.
obraz nr 3

Ciemną stroną tej grupy przedmiotów był także fakt totalnej nieznajomości przez wykładowcę specyfiki żeglarskiej, przez co wszelkie informacje odnosiły się wyłącznie do sytuacji, które zdarzyły się, lub mogą się zdarzyć na statkach floty handlowej bądź rybackiej. Tak więc, mimo iż wykładowca dobrze wiedział, że większość kursantów stanowią żeglarze, ignorował nas skutecznie, kierując swoje słowa niemal wyłącznie do małej grupki (in spe) marynarzy.
O ile w powyższym przypadku przy pewnym wysiłku umysłowym jakoś można było wiedzę marynarską próbować sobie przełożyć na żeglarską, o tyle w przypadku przedmiotów INSPEKCJE STATKOWE, ODPOWIEDZIALNOŚĆ PRAWNA i STOSUNKI MIĘDZYLUDZKIE nasz pobyt na zajęciach – delikatnie mówiąc – miał walory wyłącznie poznawcze, rozszerzania horyzontów umysłowych, nie posiadał niestety jakże potrzebnej wiedzy praktycznej. Niektórzy słuchacze dosadnie określili te moduły „bezsensowną stratą czasu”  i prawdę powiedziawszy trudno im nie przyznać racji. O ile jeszcze kilka polskich największych żaglowców może podlegać inspekcji PSC (Port State Control) w zagranicznych portach, o tyle pan mecenas Romowicz, wykładowca przedmiotu ODPOWIEDZIALNOŚĆ PRAWNA poruszył wyłącznie problematykę zatrudnienia marynarza, rodzajów stosunku pracy, odpowiedzialności agenta, armatora i kompanii żeglugowej, a także podatków, ubezpieczeń społecznych i rozliczeń z urzędem skarbowym. Dla marynarzy – super. Dla nas – bajka o żelaznym wilku i szkoda tylko, że zabrakło czasu/miejsca/pomysłu (niepotrzebne skreślić) na kwestie ubezpieczeń żeglarskich – kaucja, OC skipera, casko jachtu, odpowiedzialność kapitana, procedura zgłaszania wypadku – kwestie bliskie i interesujące każdego kapitana jachtu nie tylko komercyjnego. Nie neguję szerokiej wiedzy pana mecenasa w omawianych kwestiach, niemniej jednak poza jej całkowitą nieprzydatnością, nachalna   promocja własnej kancelarii w razie kłopotów z prawem, oraz rozdawanie zebranym wizytówek dopełnia obrazu tego przedmiotu i jego wykładowcy.
Ktoś może się zdziwić, że wśród moim zdaniem mało potrzebnych wykładów wymieniam STOSUNKI MIĘDZYLUDZKIE. Wszakże problem narastania i rozwiązywania konfliktów wśród ludzi przebywających dłużej na małej powierzchni, ludzi niejako skazanych na siebie, swoje przyzwyczajenia, bałaganiarstwo, sposób bycia, wyrażania się, higienę osobistą lub jej brak stanowi zwłaszcza na dłuższych rejsach istotny problem, który dotyczy nie tylko zainteresowanych, ale przede wszystkim kapitana jachtu. Niestety, pani psychologKrólikowska na powyższe problemy nie dała nam odpowiedzi, przez półtorej godziny skupiając się na kwestiach związanych z alkoholem i – w mniejszym stopnia – narkotykami. Co więcej, forma wypowiedzi wykładowczyni zdawała się sugerować, iż nie ma ludzi wolnych od tego problemu, a na naszej sali w szczególności. Na szczęście nie udało się jej wpędzić nas w poczucie winy, a wieczorem nawet znaleźli się śmiałkowie, którzy  z własnej woli odbyli dobrowolne zajęcia praktyczne. 
Tak jak już wspomniałem w części I, najwyżej przez uczestników kursu oceniona został przydatność ćwiczeń na basenie, zajęć na poligonie p.poż i kursu medycznego zastrzeżeniem nie dostosowania go do specyfiki jachtowej, o którym już była mowa. Ktoś może powiedzieć, że jest to zastrzeżenie bezzasadne, gdyż taką np. resuscytację wykonamy na morzu podobnie jak na lądzie. Zgoda. Ale jeśli wykładowca jako jeden z pierwszych punktów stosowanej procedury w danym zdarzeniu zaleca telefon na 999 (i tak jest w 90% wypadków), to już mamy odpowiedź o na pytanie, dlaczego uważam ten kurs za przydatny tylko połowicznie.
Podobne zastrzeżenie niedostosowania tematyki do specyfiki jachtowej
 można wnieść do wielu modułów zajęć, choć uczciwie trzeba wymienić również przedmioty, których prowadzący znakomicie dostosowali ich profil do naszych potrzeb. Na pierwszym miejscu jest tu niewątpliwie – z oczywistych przyczyn – ŁĄCZNOŚĆ W NIEBEZPIECZEŃSTWIE prowadzona przez kol. ANDY`ego (Andrzeja Szklarskiego), ale także PIROTECHNIKA, ŚMIGŁOWCE (wraz z filmami z akcji ratunkowych) i WYKŁAD P.POŻ ciekawie i fachowo poprowadzony przez doświadczonego (i zorientowanego w specyfice żeglarskiej) stażaka, Pana Fojutha.
 
Podsumowując generalnie uważam kurs STCW jako ciekawe doświadczenie, systematyzujące moją wiedzę w wielu kwestiach, a także wnoszące do niej wiele nowych wartości. Konieczne się jednak wydaje dopracowanie jego formuły, szczególnie, iż odbycie kursu będzie od końca kwietnia warunkiem komercyjnego prowadzenia rejsów, cokolwiek by  termin ten nie oznaczał. To dopracowanie powinno objąć zarówno dostosowanie treści programowych do specyfiki żeglarskiej, jak również osób prowadzących, tak aby specyfika ta byłą im znana. Ważne byłoby także skorelowanie poszczególnych przedmiotów,  aby ich zakres tematyczny się nie pokrywał,                       a już szczególnie aby nie zawierały informacji ze sobą sprzecznych. Oto bowiem – na przykład – jeden  z wykładowców zaleca wyrzucić radioboję ratunkową do morza, podczas gdy drugi wyraźnie mówi, że trzaba ją zabrać ze sobą do łodzi lub tratwy  (i słusznie, SAR ma wszakże znaleźć nas a nie samotnego EPIRBa). Takich przykładów było co najmniej kilka.
Ponieważ, co jest godne pochwały Ośrodek Szkolenia Ratowniczego zbiera po każdym kursie opinię uczestników w formie anonimowych ankiet (a w naszym przypadku, jak przyznał pan Grzegorz Szawarski wypadły one bardzo krytycznie) jest duża nadzieja, iż nasi następcy będą już mieli łatwiej i przydatniej czego im i sobie (jako przyszłemu – za 5 lat odnowicielowi) gorąco życzę.
 
 Za zgodą: www.kulinski.navsim.pl

Komentarze