licznik motogodzin

0
784

Za zgodą Jerzego Kulińskiego

Z wielkim ukontentowaniem po dłuższej przerwie witam kolejny news Tadeusza Lisa. Reprymenda potargowa udzielona czołówce Stałych Współpracowników – skutkuje. Chodzi o to, że po przyznaniu Nagrody Przyjaznego Brzegu liderzy SSI przyjęli pozycje horyzontalne.
Dziś o licznikach motogodzin, których instalację Tadeusz ocenia jako bardzo łatwą.
Moja uwaga – może i łatwa, ale JAK SIĘ UMIE.
Wracamy więc do normalnego reżimu pracy.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
————————————————
Na każdego z Was przyjdzie czas, gdy wyszczotkowany i z zaplecioną grzywą jacht czeka na wodowanie – a do wodowania jeszcze 2 miesiące. I nie macie już nic do zrobienia. Smutek ogrania duszę, bo jakże można pozostawić bez pieszczot naszego ulubieńca. 
Ale nie martwcie się – w tym cyklu pięciu artykułów podpowiemy Wam, jak uzupełnić jacht w przydatne drobiazgi – które oko będą długo cieszyły, a i kieszeni zbytnio nie osuszą.
Dzisiaj – licznik motogodzin.
To malutkie urządzonko bardzo pomoże nam w starannym zaplanowaniu czynności serwisowych naszych silników. Miliony przepracowanych motogodzin dały serwisom fabrycznym bardzo solidne podstawy do wnioskowania o optymalnych trybach obsługi danego modelu silnika. Dane te zawsze znajdziecie w książce serwisowej. Oczywiście musicie je traktować jako wytyczne – tolerancja terminów +-20% jest zupełnie akceptowalna. Ale uważajcie na pułapki chłopskiego rozumu oraz zdroworozsądkowe rady Kaziów-Złotorączkowców. Przykład: wymiana filtru powietrza. Robię to co 200-220 mth (czyli co 2 sezony). Budzi to zgorszenie (nazwijmy go Kaziem-Mechanikiem), który patrzy na mnie z politowanie i mówi: oj tam, oj tam, masz Pan za dużo piniądz, on bez tego filtera to będzie lepiej ciągnął niż Andżela spod 18-tki….
Ale Pan Kazio nie ma racji – oczywiście faktem jest, że powietrze zasysane przez silnik na jachcie jest znacznie, znacznie czystsze niż te w o otoczeniu mikrokoparki lub traktorka ogrodowego. Tym niemniej, papierowy, nawilżany i grzany ciepłem silnika wkład filtra stanowi idealną pożywkę dla pleśni. Potrafi ona szczelną błoną zalepić większość jego porowatej części. A to oznacza, że silnik będzie się łatwo uruchamiał, ale będzie się grzał, dymił i nie rozwijał mocy. 11-15 zł wydane na sezon nie jest warte tych niespodzianek.
Tu z pomocą przychodzi nam licznik motogodzin – bezcenny zwłaszcza jeśli jest kilku użytkowników jachtu. W przyrodzie zakupowej istnieją dwie odmiany: elektroniczne oraz elektromechaniczne. Te pierwsze są tańsze i wyglądają tak:


Bateria starcza w nich na kilka lat. Kosztują w zależności od marki od 70 do 200 zł. Te tańsze z mojego doświadczenia nie ustępują jakością tym droższym. Wybierając konkretny egzemplarz na jacht kierujemy się dwoma zasadami:
1. Licznik powinien być prosty, nie zawierać dodatkowych funkcji (np. alarmu lub obrotomierza) – wszelkie przyciski i przełączniki są niepożądane.
2. Od strony czołowej powinien mieć wodoodporność co najmniej IP65
Drugi typ to klasyczne liczniki elektromechaniczne, które wyglądają tak:

.Ze względu na swoją konstrukcję nie wymagają baterii do podtrzymania pamięci. Zazwyczaj mają standardową średnicę 52 mm i łatwo wpasowują się w tablicę rozdzielczą. Ale nie zaśmiecajcie nimi tablicy – bieżąca informacja o ilości przepracowanych godzin nie jest Wam potrzebna. Jeżeli wzywa Was wolne miejsce na tablicy to dołóżcie miernik temperatury oleju lub spalin – pożytek będzie znacznie większy. Dobrym miejscem na umieszczenie licznika jest tablica włączników – zlokalizowana zwykle blisko stołu nawigacyjnego. W naturalny sposób będziecie czynić wpisy serwisowe do dziennika. Stąd też będziecie mieli solidne dane do ustalenia rzeczywistego zużycia paliwa na 1 mth przy zadanej (optymalnej) prędkości jachtu – rzecz bezcenna, gdy będziecie mieli jeszcze 100 mil do portu przy kompletnej flaucie i ostatni kanister paliwa.
Jak podłączamy licznik motogodzin? Jest to bardzo proste. W przypadku silników benzynowych (halo szczęśliwi właściciele Veg z urzekającym swą niezawodnością O21!) wystarczy zazwyczaj nawinąć 7-10 zwojów przewodów sygnałowych na dowolny przewód wysokiego napięcia.
W przypadku liczników dedykowanych do silników wysokoprężnych przewód plus (+) podłączamy za stacyjką. Proste prawda? Włączamy stacyjkę i licznik zaczyna nam odmierzać czas.
Jeżeli licznik ma dodatkowe podświetlenie to najwygodniej jest podłączyć je równolegle do światła silnikowego. Te światło na „Donaldzie” podłączyłem pod stacyjkę silnikową. Że pali się w dzień przy pracującym silniku? A jakie znaczenie ma pobór 200 mA przy pracującym alternatorze? Za to ja, amator słabo obyty z morzem, mam o jedną rzecz do pamiętania mniej gdy po zmroku uruchamiam silnik.
Powodzenia!
Tadeusz

Komentarze