Kulinobusem po interiorze

0
620
Przepraszam za  trucie. Aby skutecznie bronić i godnie reprezentować interesy żeglarzy i motorowodniaków trzeba nie tylko dobrze poznac ich bolączki, ale nawiązywać osobiste kontakty oraz przyjaźnie. Bolączkami żeglarzy morskich głównie zajmują się członkowie Rady Armatorskiej SAJ oraz wybrzezowi Korespondenci SSI. Z interiorem na razie jest nieco gorzej (za  wyjątkiem Mielca).
Dlatego pod koniec czerwca do śródlądowych przystani wyruszył wehikuł „Kulinobus” (na wzór „Tuskobusu”) z misją odpowiadania na  pytania „jak żyć – Don Jorge”. Chodziło przede  wszystkim o wygłoszenie serii pogadanek co to jest Stowarzyszenie Armatorów Jachtowych, jakie są juz widoczne i odczuwalne osiągnięcia tego stowarzyszenia na akwenie swobody żeglowania i dalszej obrony przed szakalami. Oczywiście „Kulinobus” zawiózł tez plik Deklaracji członkowskich SAJ. Mahomet musi pójść do Góry, bo nie ma co liczyć na odwrotność
———————————
.W pierwszej kolejności odwiedziliśmy największą przystań żeglarską (ok. 150 jachtów!) w Województwie Kujawsko-Pomorskim, czyli 5-gwiazdkowa (ranking „ŻAGLI”) – marinę TAZBIROWO nad uroczym Zalewem Koronowskim. Jest to przystań komercyjna, własność rodu  Tazbirów (Michał, to ten najwazniejszy – portrecik). Przystań otrzymała juz mnóstwo wyróżnień, miedzy innymi za organizację regat serii „Puchar Polski Jachtów Kabinowych. Oferowane są prawie wszystkie wszystkie usługi z żurawiem i pochylnia włącznie. Jeszcze nie ma restauracji, ale bufet juz pracuje. Przystań położona w lesie, a werandy Komisji Regatowych ozdabiają kwiaty.  Jakoś dziwnie sztywne. Zalew jest piękny. Spiętrzona Brda ogarnęła wiele satelickich jeziorek i stawów – mnóstwo zatoczek, półwyspów, cieśninek. Głębokości, zwłaszcza w obrysie dawnego koryta Brdy – absolutnie morskie. Obejrzałem przy okazji zaporę, którą na przełomie lat 50-tych i 60-tych budowała moja firma, czyli gdańska „Hydrobudowa”. Podczas, kiedy ja mordowałem się z suchym dokiem w gdyńskiej stoczni – roboty hydrotechniczne węzła koronowskiego prowadzili między innymi moi koledzy – inżynierowie hydrotechnicy Wietrzykowski, Maciański, Marcinkowski, Makowski.
obraz nr 1

.
obraz nr 2

 
W TAZBIROWIE zostaliśmy przyjęci rodzinnie. Ojciec z synami prowadzą przystań  wzorowo. Naturalnie odbylismy spotkania z bydgoskimi żeglarzami, w  tym z ich lideremAndrzejem Dzianottem. Wiąże  z tym spore nadzieje na owocną współpracę.
——————————– 
Później Wielkopolska, a więc pierwsza stolica Polski – Gniezno. Ktoś by zapytał – a gdzie w Gnieźnie  jakaś większa woda? To prawda, w samym Gnieźnie nawet fontanna na Rynku jest sucha, ale pojezierze gnieźnieńskie imponuje wykorzystaniem absolutnie każdej wody. Przyjął nas tam bardzo, bardzo serdecznie „nasz człowiek w piastowskiej stolicy” –Paweł Czudowski, członek Komisji Turystyki Żeglarskiej ZG PTTK, człowiek – żeglarska gnieźnieńska instytucja. Już wygląd jego ogromnego przydomowego ogrodu powiedział mi wiele – prawdziwa wizytówka. Jachty, formy kadłubów, przyczepy, żeglarskie akcesoria, a przecież Paweł z zawodu nie jest szkutnikiem, ale elektronikiem. Program wizyty był dopięty, bogaty, wymagający dobrego przygotowania kondycyjnego. Oprócz częsci stricte turystycznej (miasto, zabytki, Ostrów Lednicki, Pola Lednickie) – odwiedziliśmy okoliczne jachtkluby: „Korsarza” nad Jeziorem Kleckim, siedzibę motorowodniaków „Turbina”, wzięliśmy udział w uroczystym, wielkim pikniku żeglarskim z pokazami. Oczywiście rozmowy, rozmowy, rozmowy z żeglarzami. O czym? Oczywiście o Stowarzyszeniu Armatorów Jachtowych, jego roli i osiągnięciach.
obraz nr 3

.
Muszę się pochwalić otrzymaniem godności i dyplomu Honorowego Członka pettekowskiego jachtklubu „Horyzont”. Za co? Ponoć za patronowanie liberalizacji 🙂
———————————-
Wreszcie Wrocław – najbardziej morsko zaawansowane i zaangazowane środowisko na śródlądziu. To prawda – im dalej od morza, tym większy do niego afekt. Juz przed laty to napisałem na locyjce dedykowanej wrockowi Eugeniuszowi Kuźniewskiemu. Wrocław kazdemu żeglarzowi kojarzy się z jachtami „Ballada”, „Panorama”, „Nereus II”.
Nie  wszyscy  pamiętają jednak  jachcik „Narcyz” – prywatne maleństwo Stanisława Ciska – „Pierwszego Polskiego GWAŁTOWNIKA”, który gwałcąc wszystkie żeglarskie rygory peerelowskie  40 lat temu popłynął ot tak sobie do… Wenezueli. Ten dzielny wrocek był takze pierwszym polskim zeglarskim demoralizatorem – pokazującym gdzie jest dziura w parkanie pezetzetowskiej kurtyny. To on jest dziś patronem „liberatorów”.
Wrocław  to 31 jachtklubów, ale  przede wszystkim stary JK AZS, który wyrzucony z przystani przez władze uniwersyteckie – przycupnął w kadłubie zabytkowego dźwigu pływającego. Wrocław to takie nazwiska jak Karmena Stańkowska, Krzysztof Baranowski, Jerzy Janusz Sydow, Remigiusz Trzaska, Ela i Wacław Sałabanowie, Ewa Skut i wielu, wielu innych wielkich żeglarzy. We Wrocławiu wychodzi kwartalnik „Szkwał”, działa Bractwo Szyprów.
Wracając jeszcze do losów  JK AZS – ponoć 12 czerwca 2013 roku została podpisana umowa na dzierżawę terenu na nową przystań. Nowy teren zajmuje powierzchnię 3500 m2 oraz 90 mb linii brzegowej i jest zlokalizowany w zatoczce rzeki Odry w okolicy ulicy Kożuchowskiej – dzielnica  Biskupin.
obraz nr 4

wygląda, że to tu będzie przystań JK AZS Wrocław
.
We Wrocławiu zajął się nami Karol Boroń – organizując we wspomnianym zabytkowym dźwigu pływajacym spotkanie z wrocławskimi żeglarzami. Wystąpił ze mną Tadeusz Lisspecjalnie przybyły z Warszawy armator jachtu „Donald” –  znany wszystkim Czytelnikom SSI ekspert od silników, maszyn, komputerów.
Oprócz rozmów na tematy „wolnosciowe” – odbyła  się prezentacja nowego wydania „Praktyki bałtyckiej na małym jachcie” (jest już w sprzedaży).
obraz nr 5

——————————–
„Kulinobus” przebył tym razem około 1.500 km. Przywiózł do Gdańska rozpoznanie co piszczy w trawie, co ludzi boli, czego by chcieli. Przywiózł tez nieco wypełnionych druków Deklaracji Członkowskich SAJ.
A czy wszyscy stali Czytelnicy SSI podpisali juz takie Deklaracje. Podsuwam link: www.saj.org.pl
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
 
 
 

Komentarze